Świąteczny grudzień!

Ach, jak ten magiczny
miesiąc szybko mija. Bezwzględnie powinien trwać dłużej! Grudzień stanowczo
minął mi za szybko. Nie zdążyłam nacieszyć się tymi świątecznymi chwilami,
zapachem pieczonych pierników, migocącymi światełkami świec, zwolnionym tempem
życia.
Czuję niedosyt świątecznej atmosfery, zdecydowanie zabrakło mi w tym
roku: choinki w mieszkaniu, białego puchu, świątecznych spotkań, pieczenia
ciast, poszukiwań upominków dla najbliższych i wiele innych rzeczy. Jeśli
chcesz zobaczyć jak minął mi grudzień, to zapraszam Cię do lektury.
Oglądam filmy, ale tylko przypadkowo. W związku z tym, że nie posiadamy w mieszkaniu telewizora, filmy oglądam na płytach lub w kinie. Niestety na grudniowe wieczory nie miałam zaplanowanego do obejrzenia żadnego filmu. Jednak rzeczywistość pokazała inaczej (wyjazdy do rodziny, która ma telewizor) i mogłam obejrzeć kilka filmów. Król życia Zielińskiego to film, na którym byłam w kinie, ale miło było do niego wrócić. Król życia to komedia, która pokazuje, że warto zatrzymać się nad swoim życiem, zwolnić choć na chwilę tempo i zacząć doceniać to co mamy i dbać o to, jak najlepiej. Odrzucić gonitwę za pieniędzmi, bogactwem i żyć, po prostu żyć.
Kolejnym filmem obejrzanym w grudniu było Życie Pi Anga Lee. Niestety ten film okazał się dla mnie za trudny do zrozumienia. Jego przesłanie było dla mnie nie do rozszyfrowania, zresztą jak książka, którą zakończyłam w połowie i nie miałam ochoty do niej wracać. Ani film, ani książka nie zrobiły na mnie piorunującego wrażenia, a tym samym nie wzbudziły żadnych emocji. Dlatego, czy jest sens się męczyć i tracić czas na coś, co i tak do twojego życia nic nie wniesie? 

Słucham
muzyki
, przeważnie Korteza, który pozytywnie zaskoczył mnie
wydając kolejną, świetną płytę. Dom to wzruszająca, zachęcająca do refleksji
płyta, która idealnie wkomponowała się w grudniowe, nostalgiczne dni.
Teksty,
jak i melodia powodują, że chcę ich słuchać nieprzerwanie. Bardzo chcę ją mieć! Posłuchaj!
W grudniowe dni, nie
mogło zabraknąć oczywiście kolęd, radosnych świątecznych piosenek, które same
porywają do śpiewu, nadając świętom radosną atmosferę. Miło mi, że kolędy są
ponadczasowe i prawdopodobnie nigdy nie stracą swojego uroku.  
Czytam wzruszające książki. Pierwszą z nich jest Życie bez lata – Lynne Gryffin. To chwytająca za serce, smutna i wzruszająca opowieść. Opowiada o bólu i cierpieniu kobiet, które musiały zmierzyć się ze stratą dziecka. Książka napisana w prosty sposób, którą czyta się z zainteresowaniem już od pierwszych jej stron, dzięki temu nie gubi najważniejszego przesłania książki. Przedstawia autentyczną historię, walkę z depresją, a także trudną sztukę wybaczania, która jest tak niełatwa. Polecam!     
Ciekawym, grudniowym odkryciem jest audycja radiowa Powieść w trójce, dzięki której mogłam posłuchać książkę Jakuba Małeckiego Rdza. To wciągająca historia wielopokoleniowa, bogata w emocje. Życiowa, klimatyczna powieść mówiąca o przyjaźni, miłości i rodzinie, którą słuchało mi się bardzo przyjemnie. Polecam!
Czekam na moje nowe 365 dni. Rok 2018 zapowiada się u mnie wyjątkowo zagadkowo. Nie wiem jak pogodzę ze sobą wiele spraw, jaki będą miały przebieg, czy nie pogubię się w tym wszystkim. Jednego jestem pewna, że ten rok będzie inny, mniej leniwy i nudny, może bardziej świadomy i przemyślany (dzięki zaplanowaniu kilku celi i dążeniu do ich realizacji).  
Uczę się naprzemiennie. Rachunkowości finansowej, ubezpieczeń, zarządzania operacyjnego. Między tymi przedmiotami, próbuję uczyć się technik fotografii, instalowania dodatkowych wtyczek na bloga.
Czuję
się

zmiennie.
Są dni kiedy wstaje rano i czuję, że przez noc zdobyłam tyle energii,
dzięki której mogę z zapałem zająć się wszystkimi zaplanowanymi rzeczami, ale niestety
są i takie, kiedy cały plan można śmiało wyrzuci do kosza, ponieważ najchętniej
przeleżałabym w ciepłym łóżku i nie ruszała się z niego do następnego ranka. Bardzo
się cieszę, że tych „zmęczonych” dni jest coraz mniej.  
 
Cieszę się, że są mandarynki. Nigdy po swoich kubkach smakowych nie spodziewałabym się, że będę cieszyła się jak dziecko z możliwość zajadania się tymi małymi, pomarańczowymi kuleczkami, które smakują obłędnie. Stanowczo straciłam dla nich głowę.
Jestem wdzięczna za spotkanie z koleżankami, za spacer po starówce podczas świątecznego jarmarku, za pieczenie aromatycznych pierników (Sprawdź pyszny przepis na świąteczne pierniczki), za robienie pysznych pasztecików na rodzinną kolacje wigilijną, za tę delikatną atmosferę świąt.

Chciałabym,
aby
ludzie byli dla siebie bardziej życzliwi
, mniej zazdrośni, może bardziej od
siebie wymagający. Myślę, że uprzejmości w naszym społeczeństwie nigdy nie jest
za dużo.
Na ten temat miał powstać osobny tekst, ale pomyślałam, że nie chcę
przed świętami negatywnie się nakręcać na czyny innych, bo sama nie jestem
idealna. Zdecydowanie najlepiej będzie, jeśli zacznę pilnować i kontrolować
swoje zachowanie i sprawy, a ludziom pozwolę żyć tak, jak chcą. Każdy z nas
odpowiada za swoje wybory, przekonania i czyny.  
Pracuję nad blogiem. Chcę, aby było to przyjazne miejsce dla mnie, ale
także dla osób obserwujących, aby było to dla Was miejsce relaksu, refleksji, a
może pozytywnego impulsu? Próbuję stworzyć taką przyjazną sferę, w związku z
tym, podejmuję wiele działań, które pomogą w zrealizowaniu tego, czego chcę.
Grudzień to miesiąc, w którym planuję, poprawiam, szukam pomysłów, inspiracji,
piszę, zastanawiam się
… i wiele innych rzeczy związanych z blogowaniem. 
I choć, zabrakło mi w tym
roku grudniowej, świątecznej atmosfery, to i tak, śmiało mogę powiedzieć, że
był to dobrze wykorzystany miesiąc, który „czegoś” mnie nauczył.

Aby nadchodzący rok był
dla nas szczęśliwy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close