Opublikowano Dodaj komentarz

Tymczasem luty!



Nawet
się dobrze nie obejrzałam, a jestem już jedną nogą w marcu. Gdzie mi ten luty
cichutko przemknął? Nie mam pojęcia. Może dlatego, że z początkiem miesiąca
dopadło mnie choróbsko i nie miałam ochoty a tym bardziej siły na realizację
planu, który sobie założyłam na ten czas. Niestety jak z początkiem miesiąca
wpadłam w nurt spokoju, odpoczynku i wyluzowania tak popłynęłam do końca lutego.

Jak
wiecie luty to czas miłości, ale dla mnie, to nie tylko czas serduszek. To dla
mnie również miesiąc moich urodzin. W związku z tym, że w tym roku skończyłam 25 lat, powstał wpis
osobisty – tego o mnie nie wiesz. Jeśli chcesz mnie bliżej poznać i sprawić,
abym ja również Cię poznała, to wpadaj do bloga!  
Luty
minął mi bardzo przyjemnie, dużo czasu spędziłam na odpoczynku, z rodziną, z którą nie spotykam się tak często jakbym tego chciała, planowaniu
harmonogramu dnia w związku z moją nową ciążową przygodą (w dalszej części tekstu
dowiesz się z jaką przypadłością musiałam się zmierzyć), remoncie, który przede
wszystkim dozorowałam i oglądałam postępy pracy – ktoś kierownikiem być musi!  

Masz ochotę zobaczyć jak minął mi
luty? Zapraszam.
ROZWÓJ OSOBISTY

„Nie ma nic poza tym, co masz W SOBIE dzieciak
Nie ma nic poza tym, nie!”
[KĘKĘ]

SŁUCHAŁAM
różności.
W lutym moja muzyczna playlista składała się z takich
utworów jak: Nie raj – LAO CHE, Nie mamy skrzydeł – MIUOSH, JIMEK, NOSPR,
Jammin – ŁĄKI ŁAN (taka rytmiczna
odmiana wcześniejszych utworów). W końcówce lutego w moich głośnikach zagościł
również KĘKĘ wraz ze swoja nową piosenką Samson
– można dać się ponieść melodii i refleksji! Taki właśnie był mój luty –
spokojny, melancholijny, z odrobiną szaleństwa. 

CZYTAŁAM
– aż brzydko się przyznać – nic.
W tym miesiącu bardziej
by pasowało określenie „nie czytałam nic, co sobie zaplanowałam” W lutym niestety
nie przeczytałam żadnej książki mimo że na półce cichutko stały dwie pozycje – Nieznośna lekkość bytu Kundera oraz Maszyna do pisania. Kurs kreatywnego pisania
Bondy –  Zdecydowanie to nie były
książki, które zachęciły mnie do spędzenia z nimi tych kilka śnieżnych dni.

Myślę, że mogło to
wynikać z tego, że na te śnieżno – mroźne dni, miałam zaplanowane inne pozycje
książkowe (lista Ani z bloga www.rygtech.pl), jednak olsztyńskie biblioteki nie
mają zbyt wielu egzemplarzy, aby mogło daną książkę wypożyczyć wiele osób.
Rezerwacje i kolejki do danej książki się nie kończą. W związku z tym
planowałam kupić, ale remont małego pokoiku i jego wyposażenie zjadły nam
wszystkie finanse, może w marcu się coś uda.

OGLĄDAŁAM
Marley i ja w reżyserii Davida Frankel.
Film przedstawia losy
świeżo upieczonego małżeństwa, które staje przed dylematem powiększenia
rodziny. Ona chcę mieć już dziecko, a on nadal się waha. W związku z tym kupuje
młodej żonie psa, który ma sprawdzić czy nadają się na przyszłych rodziców.

Czy film mi się podobał?
Raczej tak, choć nie był to film, który porywa od pierwszych scen. To jednak udało mu się na sam mnie wzruszyć.

UCZYŁAM
SIĘ samodyscypliny.
Pamiętacie jak pisałam o planowaniu
swojego roku?

Jeśli nie, to zapraszam do wpisu jak świadomie zaplanować swój rok.
Przedstawiam w nim moje założenia na rok 2018, na które mam zamiar zwrócić
szczególną uwagę.

Dlaczego samodyscypliny?
Ponieważ w lutym dołączyłam do grona słodkich mam i jak wiadomo samodyscyplina
okazała się niezbędna w pilnowaniu poziomu cukru we krwi. Należy pilnować
godzin posiłków, aby o określonej godzinie zbadać krew. Przygotowanie posiłków musi
być regularne, zgodnie z zaleceniami diabetologa.

ŻYCIE PRYWATNE

JESTEM
WDZIĘCZNA ZA spotkanie z rodziną.
Lubię czas spędzony z
rodziną i w lutym miałam kilka pięknych spotkań. Jeden z weekendów lutego
spędziłam w śnieżnej Gołdapi ( jest to malutka miejscowość znajdująca się na
północno – wschodnim zakątku Polski). Ach, te małe uliczki przysypane białym
puchem! Uwielbiam taki klimat.

Odwiedziła mnie również
rodzina, która mimo że przewraca mi mieszkanie do góry nogami i zakłóca rytm
mojego dnia – to jednak z utęsknieniem czekam na te spotkania! 
   
CIESZĘ
SIĘ, że do naszej małej rodzinki dołączył nowy rower Rafała.
I
może nie jest to radość związana stricte
z zakupem roweru, ale z realizacją marzeń kogoś na kim ci bardzo zależy.



OCZEKUJĘ
NA koniec chaosu w mieszkaniu związanego z remontem.
Sterty
papierów, ubrań, książek i kurzu znalazły się z dnia na dzień w moim salonie. W
związku z tym nie tylko bałagan trwa w małym pokoju, który przygotowuję się na
przyjęcie Malcika, ale i w całym mieszkaniu. Mimo tych wszystkich skutków
ubocznych z tym związanych, bardzo się cieszyłam, że widać już pierwsze efekty
tego zamieszania i nie mogę doczekać się efektu końcowego. Odnowiona szafa i
pawlacz, które zmieniły kolor na bardziej elegancji i przyjemny – robią
wrażenie, a co to będzie jak dojdą wszystkie inne kosmetyczne dodatki. Nie mogę
się doczekać, kiedy wejdę do pokoiku z wyprawką, która jak na razie czeka na kartce.  

ZDROWIE

CZUJĘ
SIĘ głodna i zmęczona.
W związku z wprowadzoną dietą
cukrzycową jestem po prostu głodna. Czasami się śmieje, że teraz to Malcik je,
a matka swoje już zjadła.

Zmęczona, bo moje noce
wyglądają już, jak obowiązkowe wstawania do płaczącego dziecka, które domaga się
jedzenia lub przebrania przemoczonego pampersa. Tylko u mnie oprócz jedzenia i
nadprogramowych wizyt w toalecie dochodzi jeszcze mierzenie cukru.

JEM
mało i zdrowo.
Dlatego też moje „jedzenie za dwoje”
uległo zmianie na „jedzenie dla dwojga”. I choć trudno zrezygnować z
naleśników, pierogów z jagodami, serniczków i lodów to ta mała istota zdziałała
cuda. Rafał się śmieje, że jest lepsza od Chodakowskiej. Ewka do nie jedzenia
słodyczy nie mogła mnie zmotywować przez 5 lat, a Malcik zrobił to w jeden
dzień – myślicie, że to już syndrom nadopiekuńczości?

W lutym na moim stole
goszczą się zapiekanki z mozzarellą i bazylią – niedługo pojawią się na blogu –
makaron z cukinią i pomidorami oraz przepyszna, domowa granola. No i oczywiście
orzechy nerkowca – i pytam się, dlaczego one są takie drogie?

BLOG

OBSERWUJĘ
I POLECAM


1.  W lutym na blogu Ewy – lawyerka.pl – można było
odnaleźć ciekawy wpis dotyczący udostępnieńfilmów z Youtube na blogu. Czy takie udostępnianie jest zgodne z prawem?
Sprawdź!

2. Pisałam już, że
uwielbiam wpisy dotyczące książek? I taki oto wpis znalazłam na blogu Agaty – agaffio.blogspot.com. Autorka
bloga stworzyła swoje zestawienieksiążek, które przeczytała w 2017 roku. Ja w tym zbiorze znalazłam książkę, którą
chciałabym przeczytać, może i ty znajdziesz?

3. Luty kojarzony jest
często z miesiącem miłości, a to zapewne za sprawą walentynek, które przypadają
na ten czas. Dlatego też w blogosferze można było odnaleźć wiele wpisów o
miłości, jednak ten był dlamnie wyjątkowy! Na blogu owsiankaikawa można przeczytać bardzo osobisty
i wzruszający wpis przedstawiający jeden z najpiękniejszych momentów życia!
Opublikowano Dodaj komentarz

10 faktów – tego o mnie nie wiesz!

Dzisiaj na blogu wpis z tych osobisty, który być może pomoże Ci „wstępnie” poznać jakim jestem człowiekiem. Nie będzie długo i postaram się, aby również nie było bardzo nudno. Oczywiście zataiłam takie fakty, które by mnie doszczętnie kompromitowały:) Chyba, że kiedyś się odważę. Jestem pewna, że tego o mnie nie wiesz! 

sprzedałam samochód, aby kupić rower! – taaak, i jestem z tego dumna!

Dlatego nie była to nawet trudna decyzja, z którą musiałabym się kilka nocy przespać. Spotkałam na swojej drodze osoby, które zainspirowały mnie do spędzenia czasu „trochę inaczej” niż zazwyczaj. Przede wszystkim, to był czas, w którym potrzebowałam zmian, chciałam wywrócić swoje życie o „kilka stopni” –  wszyscy chcą o 180 stopni, to ja pomyślałam, że niech się uda chociaż o kilka – i udało mi się!

kocham słoneczniki!

Ooo tak! Zakochałam się w nich podczas jednej z podróży kolonijnych. To widok słowackich pól pełnych słoneczników spowodował, że się im oddałam. Tak też pozostało do tej pory. Nawet spróbowałam posadzić słoneczniki w moim małym ogródku, jednak żaden nie wyrósł. Dlatego myślę, że kwiaty mnie nie lubią i to nie tylko słoneczniki!

wariuję na punkcie kolorowych długopisów, kredek, karteczek i
innych artykułów papierniczych i szkolnych.

 Zdecydowanie mam tego za dużo!

uwielbiam spacerować po księgarniach i bibliotekach!

Z pewnością, gdybym miała trochę więcej pieniędzy, to tę powstałą nadwyżkę gotówki z pewnością zostawiałabym w księgarni, a nie na koncie oszczędnościowym.

pije kawę zbożową, może bardziej mleko z kawą zbożową.

Obecnie – niestety – kawa została wykluczona przez mój organizm (na pewno nie została wyeliminowana przeze mnie, bo ja takiej głupoty bym nie zrobiła!), ale już niedługo – mam nadzieję – będę na nowo cieszyć się jej smakiem i może w przyszłości jakiś ekspres do kawy się znajdzie!

boję się burzy i to bardzo!

 I jestem pewna, że jest to już brontofobia. I jeśli nawet ktoś powie mi, „że nie ma czego się bać” – po takich słowach na pewno nie przestane bać się burzy.

jako nastolatka topiłam się w książkach Sparksa!

Prawdopodobnie, dzięki niemu rozpoczęłam swoją przygodę z czytaniem książek. Dlatego też, teraz nie mam oporów przed innymi gatunkami literatury, takim jak: kryminały, biografie, poradniki, opowiadania, powieści… i częściej to właśnie one ląduję w moich rękach – a przy okazji to jestem zwolenniczką książek papierowych!

uszyłam sobie sukienkę, w której byłam na imprezie rodzinnej.

Co najważniejsze. Prawdopodobnie nikt nie poznał jednak, że sama ją uszyłam (albo nikt nie chciał mówić).

kocham góry!

Lubię chodzić (trochę mniej jeździć rowerem – ponieważ, po kilku kilometrach pokonują mnie) po szlakach i patrzeć na ich potęgę. Milczące i niebezpieczne, ale przede wszystkim pobudzające do refleksji, udowadniają jakim małym człowieczkiem jesteśmy na ziemi.

moim marzeniem było mieć własne biurko w pracy.

I być może wszystko byłoby w porządku, gdybym przy tym biurku nie siedziała osiem godzin, non stop!

I co, pewnie tego o mnie nie wiedziałaś?-

Poznajmy się! Jeśli masz ochotę, to zdradź kilka faktów ze swojego życia. Chętnie i ja Ciebie poznam. Być może podzielisz się „jakimś” faktem z życia, z którego teraz chcę Ci się śmiać, a „kiedyś” nie było Ci wcale do śmiechu?