Opublikowano 7 komentarzy

Zrób to, bo naprawdę warto!

warto jeździć na rowerze

Wszedł do mieszkania z ewidentnym nadmiarem endorfin. Od razu można było to zauważyć, ponieważ gadał jak najęty i niczym nie byłam w stanie tego przerwać. Nawet fakt, że swoim zachowaniem mógł obudzić Pchełę, która dopiero co zasnęła, nie zdołał go uspokoić. Łaził po pokoju, mając w sobie całe stado hormonów szczęścia, i opowiadał, jak było na przejażdżce rowerowej. Między zdaniami opisującymi jego rewelacyjny nastrój usłyszałam: „jazda na rowerze leczy mnie z depresji”.

Gdy widzę go, jak wraca do domu po przejażdżce rowerowej, wiem, że ten rower na pewno mu w dużej mierze pomaga. Ty jednak pamiętaj – jeżeli czujesz, że możesz mieć problem z depresją, to w pierwszej kolejności zgłoś się do lekarza! Aktywność fizyczna może Ci pomóc, ale nie jest lekarstwem na tę chorobę.

Musisz wiedzieć coś jeszcze! Jazda na rowerze poprawia Twoje zdrowie psychiczne, ale nie tylko to! Istnieje całe mnóstwo powodów, dla których powinnaś już dziś zacząć jeździć na rowerze. W dzisiejszym wpisie przedstawię Ci pięć konkretnych argumentów, które przemawiają za tym, że warto podjąć tę aktywność. Więc lepiej się z nimi zapoznaj i myśl już, gdzie udasz się na przejażdżkę. 😛

A może szlak GREEN VELO? W tym wpisie opisałam naszą przygodę rowerową w Bieszczady. Zainspiruj się!

Zdrowie

Wybierając pomiędzy wyjściem na rower a obejrzeniem serialu, zdecydowanie wybierz to pierwsze! Systematyczna jazda na rowerze poprawia Twój metabolizm, ale również Twoje samopoczucie. Musisz wiedzieć, że jeszcze przez kilka godzin po aktywności fizycznej Twój metabolizm działa na wysokich obrotach.

Jazda na rowerze to przede wszystkim ćwiczenie aerobowe, które doskonale dotlenia organizm, a dzięki temu poprawia krążenie i pracę serca.

Bez wątpienia wyrobisz sobie lepszą kondycję, więc wchodzenie po schodach nie będzie już takie straszne. A dodatkowo wzmocnisz mięśnie pleców, które odpowiadają za Twoją postawę.

Wiesz na pewno, że lepiej zapobiegać niż leczyć. Jeśli więc nie chcesz wydawać pieniędzy na lekarzy – bo na NFZ nie ma szans – to idź na rower! Bez wątpienia w pewnym stopniu pomoże Ci to zapobiec rozwojowi chorób cywilizacyjnych, takich jak cukrzyca czy nadciśnienie! Przy okazji zaoszczędzisz też na lekarzach.

 Masz więcej pieniędzy w portfelu

Zakup roweru to jedna z najlepszych inwestycji, jakie mogłam w życiu zrealizować. Nie dość, że dzięki niemu znalazłam pasję i możliwość czerpania przyjemności, to w dodatku z mojego portfela nie ucieka aż tyle kasy.

Oszczędność pieniędzy to przede wszystkim jeden z powodów, dla których zainwestowałam w zakup mojego jednośladu. Wiecie, że gdy przesiadłam się z komunikacji miejskiej na rower – oczywiście tylko w miesiącach letnich – to w czasie trwania moich studiów licencjackich zaoszczędziłam na biletach 1000 zł?!

Po trzech latach studiowania miałam więc i obroniony licencjat, i dobrą inwestycję rowerową! :p

Poza tym dzięki temu, że wraz z Rafałem na co dzień jeździmy rowerami do pracy i nie tylko – chwilowo niestety w tym nie uczestniczę, ale zaraz wracam – oszczędzamy konkretne pieniądze. Sama zobacz!

Dojeżdżając do pracy 6 kilometrów w jedną stronę samochodem, w mieście, w ciągu miesiąca na paliwo wydawaliśmy kwoty rzędu 150–200 zł. A to tylko paliwo! Nie zapomnij o kosztach eksploatacyjnych samochodu, np. o wymianie oleju, myjni itp., które są zdecydowanie wyższe niż w przypadku roweru.

Dzięki jeździe na rowerze do pracy i w inne miejsca, jak widzisz, da się zaoszczędzić sporo gotówki.

A nadwyżkę pieniędzy z pewnością możesz przeznaczyć na inne przyjemności – nawet na nowy rower!

Jeszcze jedno! Rower generuje oszczędności nie tylko w postaci banknotów zatrzymanych w portfelu, ale także w ilości dodatkowego czasu.

warto jeździć na rowerze

Czas masz w kieszeni

Jeżdżąc na rowerze, jesteś w stanie „wyprzedzić” komunikację miejską – na przystanku nie czekasz na autobus, któremu zdarza się spóźnić albo podjechać z taką liczbą pasażerów, że nie masz możliwości do niego wsiąść.

Pamiętam dobrze, jak jeszcze na studiach – zanim kupiłam rower – denerwował mnie fakt czekania na komunikację miejską. Po wyjściu z zajęć docierałam na przystanek i najczęściej okazywało się, że na autobus muszę czekać dodatkowo około 15 minut. Przy dobrych wiatrach można było do niego wejść, ponieważ nie został jeszcze zapełniony przez pasażerów.

W ciągu tych piętnastu minut potrafiłam już, dzięki rowerowi, pojawić się w mieszkaniu – bo tyle zajmowała mi droga z uczelni na stancję.

Dlatego jeśli zdarzyło się na studiach, że zajęcia zostały odwołane lub przełożone, to nie zastanawiałam się długo, tylko jechałam do mieszkania zjeść obiad albo się pouczyć.

To tylko komunikacja miejska, a są przecież jeszcze korki w godzinach szczytu, które dzięki jeździe na rowerze możesz swobodnie ominąć. Oszczędzasz przy tym przede wszystkim swoje nerwy, a także konieczność obserwowania przed Twoją maską samochodów, które, jak Ci się wydaje, stoją w miejscu. Poza tym nie zatrzymujesz się co chwilę na czerwonym świetle.

Taka jazda rowerem – ze stancji na uczelnię, z uczelni na stancję, a w weekend nad jezioro lub gdzieś indziej – sprawiła, że poznałam Olsztyn.

Doskonale poznasz otoczenie

Jeżdżąc samochodem lub nawet biegając, nie zobaczysz tylu rzeczy w okolicy, co jeżdżąc na rowerze. Z pewnością obraz, jaki dostrzeżesz zza szyby samochodu, będzie zmieniał się zbyt szybko. Natomiast biegając, nie dotrzesz tak daleko, jak z pewnością zrobisz to za pomocą roweru – ale nie zniechęcam Cię do biegania, bo to bez wątpienia świetna, a zarazem najtańsza aktywność fizyczna.

Każde wyjście na rower daje możliwość wybrania innej trasy do zwiedzenia.

warto jeździć na rowerze

Dzięki temu możemy zobaczyć wiele ciekawych i zróżnicowanych miejsc. Dodatkowo na spokojnie, bez pośpiechu i dokładnie sprawdzimy dany obszar – wiem coś o tym!

Gdy przyjechałam do Olsztyna na studia, to nawet nie wiedziałam, gdzie mam zajęcia. Nie mówiąc już o fajnych miejscach, w których można by było spędzić miło czas po zajęciach oraz w weekendy.

A teraz? Śmiało mogę powiedzieć, że znam Olsztyn. A poznałam go przede wszystkim dzięki jeździe na rowerze, bo jeździłam dosłownie wszędzie. Na uczelnię, do koleżanek, do biblioteki, do sklepów, na Stare Miasto, nad jeziora, do lasu…

Często w weekendy Rafał zabierał mnie na przejażdżki rowerowe tam, gdzie uwielbiał się udawać, a także w takie miejsca, które dały mi poznać to miasto. A te przejażdżki dodatkowo pozwalały na pozbycie się „skórki pomarańczowej” z nóg!

Ekstra sylwetkę masz gwarantowaną

Systematyczna jazda na rowerze pomaga zgubić niechciane kilogramy oraz ułatwia pozbycie się cellulitu – więc jeśli zmagasz się z którymś z „upiorów”, to wybierz rower. W przyjemny sposób możesz spalić około 500 kalorii!

Dzięki regularnemu pedałowaniu nie tylko spalisz niechciany tłuszcz, ale również poprawisz wygląd swoich nóg. Możesz być pewna, że przejechane kilometry je wysmuklą, a dodatkowo dobrze wyrzeźbią mięśnie pośladkowe.

Pamiętaj również, aby zadbać o swoją dietę, ponieważ bez dobrze zbilansowanego jadłospisu nie osiągniesz efektów tak szybko, jakbyś tego chciała. Jazda na rowerze z pewnością pomaga w odchudzaniu i dbaniu o sylwetkę. Niestety przede wszystkim musisz uważać na efekt „wilczego głodu” po takiej przejażdżce. Prowadzi on do nadmiernego objadania się, a w efekcie – do marnych efektów.

Jeżdżąc na rowerze, robisz wiele dobrego nie tylko dla swojej figury. Dla środowiska również!

Zadbaj o środowisko

Rower to przede wszystkim jednoślad, który nie wydala z siebie żadnych spalin i dodatkowo nie powoduje hałasu. W związku z tym podczas jazdy do środowiska nie przedostają się dodatkowe ilości zanieczyszczeń w postaci dwutlenku węgla.

Warto to zrobić! – prawda?

Przedstawiłam Ci konkretne powody, dla których warto jeździć na rowerze i dzięki którym nie będziesz już miała wymówki, aby na niego nie wsiadać. Co więcej, jeśli nie masz co robić i krzątasz się bezczynnie po domu, to znalazłam dla Ciebie świetną aktywność. A więc, zabierz ze sobą koleżankę i spędźcie miło czas!

Podróże rowerowe to świetna zabawa i przede wszystkim niezapomniana przygoda! Ale to nie tylko, to również świetna nauka! Sprawdź, czego mogą nauczyć Cię podróże.

Nie możesz przecież zaprzeczyć, że każda aktywność fizyczna jest dobra! Musisz jednak pamiętać o swoich możliwościach, ponieważ fajnie jest pojechać gdzieś daleko, ale zdecydowanie gorzej wrócić… 😉

Nadal masz jakieś wymówki? Wsiadaj na rower i zacznij na nim jeździć!

Opublikowano 12 komentarzy

Wyprawa rowerowa cz. 1 – GREEN VELO

To już jutro! Zabierzemy kilka swoich rzeczy i ruszymy w nieznane. A przecież jeszcze nie tak dawno zastanawialiśmy się z Rafałem, w którym kierunku przyjdzie nam pedałować na rowerach… Wybieraliśmy między górami a morzem. Marzyły nam się Bieszczady – bo nigdy tam nie byłam – ale również wybrzeże Bałtyku. Jednak atrakcyjność miejsca i jego „nieznane” sprawiły, że wybór był łatwy – bez spierania się i skomplikowanych rozmów postawiliśmy na tę pierwszą trasę. Stwierdziliśmy, że dodatkowo wykorzystamy do tego wschodni szlak rowerowy – GREEN VELO.

Najważniejsze zostało już zrobione

W myślach już pedałujemy w stronę Bieszczad szlakiem rowerowym GREEN VELO. Teraz jednak należy zająć się wstępnym planowaniem. Dlaczego wstępnym? Bo tak naprawdę wyprawy rowerowej nigdy nie zaplanujesz od A do Z. Nie wiesz, co przytrafi Ci się na drodze – czy na przykład nie będziesz musiała noclegu zrobić wcześniej, niż zamierzałaś, bo przyjdzie zmęczenie lub noc.

Dlatego właśnie na początku organizowania wyprawy rowerowej postanowiliśmy zrobić orientacyjny plan, aby sprawdzić, czy w ogóle damy radę przejechać trasę z Olsztyna do Kielc lub Krakowa w ciągu 16 dni. Dlaczego akurat tam? Ponieważ to stamtąd będzie nam łatwiej szukać pociągu z powrotem do Olsztyna.

Bilety na pociąg zdecydowałam się kupić wcześniej, bo nie chciałam, aby spotkało nas to samo, co na stacji w Iławie…

O nie, na to nie możemy sobie pozwolić, ponieważ i ja, i Rafał zaraz po urlopie wracamy do pracy, a poza tym ta niewiadoma: „czy pociąg mnie zabierze?” jest bardzo stresująca.

Wybraliśmy Kraków, mimo że nie wiedzieliśmy, czy dojedziemy tam naszymi rowerami. Jest to jednak przecież jedna z większych stacji kolejowych w południowej Polsce, a do tego ma zdecydowanie więcej połączeń z innymi miastami niż Kielce – na pewno będzie nam łatwiej coś wybrać, nawet z przesiadkami, aby wrócić spokojnie z powrotem do Olsztyna.

Historia ze stacji w Iławie

Opowiem Ci, co takiego przytrafiło nam się na stacji w Iławie podczas jednej z podróży pociągowo-rowerowej. Ta sytuacja sprawiła, że już nie kupuję biletów na rower na ostatnią chwilę.

Planowaliśmy wyjechać pociągiem do Zakopanego i oczywiście zabrać ze sobą rowery. Rafał jeszcze nigdy nie był w Tatrach, więc pomyślałam, że to super pomysł. Przy okazji będziemy mogli sprawdzić swoje możliwości w górach. Kilka dni przed wyjazdem – prawdopodobnie cztery – pojechałam na dworzec, aby kupić bilety – dla nas i na rowery.

Jakie było moje zdziwienie, gdy Pani w okienku powiedziała mi, że może nam sprzedać tylko bilety dla nas, bo miejsc na rowery już nie ma. Pomyślałam: „Ale jak to? Przecież hotel został już opłacony. Umówiliśmy się z właścicielami, że będziemy na śniadaniu wcześniej…”. Po chwili namysłu stwierdziłam jednak, że możemy zaryzykować – dwa rowery jakoś do wagonu się upcha. Pewnie nie będzie problemu, a same bilety na rowery bez problemu kupimy u konduktora.

Wyjeżdżamy do Zakopanego bez biletów na rowery

W dniu wyjazdu wyruszyliśmy z domu z bagażami, biletami z Olsztyna do Iławy – z rowerami oraz biletami z Iławy do Zakopanego – już bez rowerów.

W Olsztynie wsiedliśmy w pociąg i ruszyliśmy w naszą wyprawę. Wysiedliśmy na stacji w Iławie i cierpliwie czekaliśmy na nasz środek transportu. Postanowiłam pójść jeszcze do kasy w Iławie, aby zapytać, czy może jednak są te bilety na rowery, bo ja z chęcią kupię… Kasjerka niestety powiedziała, że nie, lecz jeśli konduktor się zgodzi, to rowery nam zabiorą. A jeśli nie – to nie.

W tamtym momencie mina mi zrzedła. Zdecydowanie nie było tak fajnie, jak zakładałam…

Wróciłam do Rafała i powiedziałam mu, jaka jest sytuacja. W tym samym czasie zauważyliśmy, że akurat na tej stacji odbędzie się zmiana załogi. Poprosiłam Rafała, aby podszedł do nich i zapytał, czy zabiorą nam rowery, ponieważ nie mamy biletów. Konduktor powiedział, że jeśli jednoślady nie zmieszczą się do wagonu czternastego, to on ich nie zabiera.

Wtedy już byłam naprawdę przerażona. „No bo – jak to? Co my zrobimy w nocy w Iławie z bagażami i rowerami? Co z naszymi biletami? Przecież przepadną! Gdzie znajdziemy w nocy nocleg w Iławie?”

Podjechał nasz pociąg i wiecie co? Ludzie, którzy wychylili się przez okno, powiedzieli, że nie ma szans na zmieszczenie rowerów. W pomieszczeniu przeznaczonym dla trzech pojazdów było ich aż… 12.

Rozpłakałam się i zaczęłam pojękiwać, że jeśli nie zmieścimy naszych rowerów, to nas nie zabiorą…

W końcu jeden z facetów z pociągu popatrzył na nas i powiedział: „Szybko, dajcie te rowery”. Wepchaliśmy – dosłownie – nasze rowery pomiędzy wyjście z wagonu a toaletę. Rafał szybko odkręcił od nich koła, aby zajmowały mniej miejsca, i umieściliśmy je w pomieszczeniu na rowery, a same pojazdy zostały w przedsionku.

W pociągu było tyle osób, że nie mogliśmy nawet spokojnie oddychać. Do samej Warszawy Rafał stał i ciągle odsuwał nasze rowery albo od drzwi do toalety, albo od drzwi wejściowych do innego wagonu. A tak przy okazji –  nie obyło się bez strat. Drzwi uszkodziły nam przerzutkę (ścisnęły i połamały)…

Od Warszawy było już luźniej i w przedziałach dla ludzi, i w pomieszczeniu rowerowym. Na szczęście nie musiałam już siedzieć na sakwie przy toalecie. 🙂

Wyprawy rowerowe to nie tylko świetna zabawa, to również dobra nauka. Zobacz o tym wpis!

Przygotowywania do wyprawy rowerowej – GREEN VELO

Przez kilka dni dzielących nas od wyprawy w Bieszczady ogarnialiśmy po pracy wszystkie niezbędne rzeczy, które musieliśmy ze sobą zabrać. Patrzyliśmy na listę i odhaczaliśmy, czego nam jeszcze brakuje. Rzeczy, które mieliśmy, odkładaliśmy na przygotowane na środku pokoju „kupki”, a te, których brakowało, dokupowaliśmy. Przez cały tydzień ubrania, nasza tymczasowa kuchnia, apteczka i inne rzeczy do zabrania leżały na środku pokoju i czekały na piątek – kiedy to mieliśmy umieścić je w sakwach.

Zabrać mapę!

W piątek Rafał przyniósł z piwnicy mapnik, a w nim… uwaga, uwaga… samochodowa mapa Polski! Co najlepsze – to na jej podstawie mieliśmy kierować się w stronę Bieszczad. Ależ się na początku uśmiałam, no bo jak możemy z taką mapą jechać rowerem na drugi koniec Polski? Przecież rowerem nie będziemy jechać po głównych drogach!

Zawsze omijamy drogi często uczęszczane przez samochody.

No okej, okazało się, że mapy nie mamy, a nie wiedzieliśmy, czy następnego dnia gdzieś jakąś kupimy. Wpadłam więc na świetny pomysł (tak wtedy myślałam) – aby na kartce wypisać wszystkie miejscowości znajdujące się na trasie od Olsztyna do Łomży, przez które będziemy przejeżdżać. I tak na małej karteczce wszystkie się kolejno pojawiły.

Wiedziałam, że jak wjedziemy w Łomży na szlak GREEN VELO, to nie będzie już problemu, ponieważ szlak do Przemyśla jest oznakowany. Doszłam więc do wniosku, że trasę wyprawy rowerowej mamy „jakoś” ogarniętą.

Rzeczy na wyjazd rowerowy

Nadszedł czas na pakowanie wcześniej przygotowanych ciuchów, które od tygodnia leżały na środku pokoju. Wiedziałam, że mam skłonność do pakowania zbyt wielu rzeczy, i w związku z tym będę je niepotrzebnie wiozła.

Przyjęłam więc jedną ważną zasadę: tylko bieliznę biorę na wszystkie dni wyprawy, a resztę rzeczy – po jednej sztuce. Jeśli podczas pakowania coś mi się nie zmieści, to po prostu to odrzucam, nie zabieram.

Jesteśmy spakowani. Najważniejsze mamy już ze sobą i przy sobie – pieniądze, telefony i dokumenty.

Przygotować mieszkanie!

Najważniejsze było przede wszystkim przygotowanie mieszkania na naszą nieobecność. Należało dopilnować, aby wszystko było pozakręcane oraz wyłączone. Tak więc zrobiliśmy. Dodatkowo jeden komplet kluczy oddaliśmy Oli, która „jakby coś” zawsze mogła zajrzeć. Pani spod czwórki również została poinformowana! :p

Wyczyścić lodówkę!

Przez cały tydzień przed wyprawą rowerową opróżnialiśmy lodówkę, aby z żywności nic nam nie zostało i się nie zepsuło. Przede wszystkim staraliśmy się, aby nic nie zostało wyrzucone – nie lubię tego robić. Część rzeczy z pewnością przy okazji damy Oli, której powierzamy klucze do mieszkania.

Kanapki na wyprawę – zrobione! Są jeszcze naleśniki z truskawkami, które zostały po kolacji, więc je na pewno zabierzemy. Podobnie jak wszystkie rzeczy, które zostaną po śniadaniu.

Wyspać się!

Zakończyliśmy przygotowania do wyprawy. Mam nadzieję, że pomyśleliśmy o wszystkich potrzebnych rzeczach. Przed nami jeszcze noc przed wyprawą, ale jestem pewna, że tej nocy nie będę spała.

Kilka propozycji na nocleg podczas wyprawy rowerowej znajdziesz w tym wpisie.

Tak już mam przed każdą przygodą tego rodzaju. Zwykle nocami za dużo o niej myślę, bo to jednak dla mnie duży stres. Ta świadomość, że musisz o siebie zadbać, że nie masz pojęcia, gdzie będziesz przez kilka najbliższych nocy spała, kogo spotkasz, co będziesz jadła, jakie niespodzianki Cię spotkają. Kurczę, to naprawdę już jutro…

Zapisałaś się do ROWEROWEGO newslettera? Jeśli nie, to koniecznie to zrób! Bo dostaniesz powiadomienie o kolejnym wpisie z wyprawy rowerowej.

Opublikowano 1 komentarz

Czas na rower – ambitne plany!

CZAS NA ROWER

Od kilku dni nie mogłam doczekać się, aby usiąść przy biurku i naszkicować swoje ambitne plany na kolejne 365 dni. Bo z pewnością na ten rok przygotowałam dla siebie kilka przyjemnych rzeczy, które przede wszystkim związałam z rowerem. A to wszystko, dzięki mojej przymusowej przerwie od roweru – dzień, który zmienił moje życie – bo sprawiła ona, że ze zdwojoną siłą zatęskniłam za rowerem i wyprawami. Tak też w 2019 roku będzie go o wiele, wiele więcej niż w poprzednim i wypraw również.

Wiele prywatnych sytuacji, które miały miejsce w roku 2018, dały mi do zrozumienia, że nikt nie zadba o mnie lepiej niż ja sama o siebie. Uświadomiłam sobie, że to ja powinnam być dla siebie na pierwszym miejscu i realizować wszystko na co mam ochotę, co czuję, o czym marzę i przede wszystkim robić to, co jest zgodne z moją naturą.

Dlatego też, czekałam na nowy rok. Ponieważ spokojnie mogę oddzielić go grubą kreską od starego i zacząć wszystko od nowa, z większą siłą i energią. Więc żegnam stary i witam nowy!

Koło życia

Do kontrolowania harmonii i równowagi w moim życiu, wykorzystuję koło życia. Pierwszy kwartał mam już uzupełniony i już teraz wiem, że u mnie ta metoda sprawdza się znakomicie. Jestem z niej zadowolona i zaskoczona z efektów jakie uzyskuję – a przy okazji mam pretekst do wykorzystania kredek 🙂 Dzięki kołu życia, wiem, które aspekty stanowczo muszę poprawić i o nie zadbać, a które już przynoszą mi satysfakcje.

W roku 2019 mam zamiar bardziej zadbać o swoją harmonię i równowagę w życiu. Z pewnością zabrakło jej w roku poprzednim, co sprawiało, że nie byłam zadowolona z jakości mojego życia – do tego jeszcze te hormony. Dlatego myślę, że z tego powodu wiele rzeczy nie sprawiało mi radości, a mimo to uparcie w tym grzebałam dalej. Niektóre aspekty życia totalnie zaniedbałam, a były i są dla mnie ważne.

Więc jeśli masz wątpliwości, że Twoje życie nie wygląda tak, jak byś tego chciała i oczekiwała lub może chcesz coś zmienić, ale nie do końca wiesz od czego zacząć, to zabieraj się za rysowanie swojego koła życia. Pomoże Ci „z góry” spojrzeć na Twoje życie i pokaże Ci, o które musisz zadbać lepiej. Przy każdej kategorii , która nie spełnia Twoich oczekiwań napisz, co zmienisz, poprawisz, aby być bliżej chcianego poziomu, np. w kategorii sport – ćwiczenia 3 razy w tygodniu albo w kategorii relacje z rodziną – przynajmniej jeden spacer w tygodniu, itp.

Jeszcze słowo na 2019 rok

Słowo jakie wybrałam na rok 2019 to DECYZJA/WYBÓR. Dlaczego akurat to słowo? Ponieważ w tym roku czeka na mnie do podjęcia wiele trudnych decyzji związanych przede wszystkim z moim życiem zawodowym. Muszę zastanowić się, jaki wariant będzie dla mnie i naszej rodziny odpowiedni. Co takiego zapewni nam stabilność finansową, a także możliwość spędzanie ze sobą, jak najwięcej czasu – w końcu mamy wymagającą córkę.

Po raz pierwszy planowanie roku zrobiłam w 2018 i wtedy również wybrałam przewodnie słowo swojego roku. I muszę powiedzieć, że był to strzał w sam środek tarczy, ponieważ nad wieloma sprawami miałam kontrolę. Wiedziałam dobrze, co chcę robić, co takiego planowałam na początku roku. Dlatego nie było momentu, abym zapomniałam o jakimś punkcie, jak to bywa podczas planowania roku w głowie i na zasadzie – na pewno nie zapomnę.

Nie popełniaj tych samych błędów…

Oczywiście, poprzedni rok pokazał mi, że nie da się wszystkiego idealnie zaplanować. Pokazał mi również, w których miejscach popełniłam błąd – bo niestety, nie obyło się bez nich – w moim planowaniu roku. Dzięki temu wiem, jakich rzeczy nie przemyślałam i o jakich zapomniałam. Dlatego niektóre plany nie udało mi się zrealizować. W związku z tym, w tym roku zamierzam poprawić to, co poszło nie tak i małymi krokami realizować swoje aktualne cele.

Moje błędy z zeszłego roku:

  • brak konkretnego planu.

Okazało się, że ten punkt w planowaniu jest bardzo istotny, ponieważ pozwoli uniknąć efektu łapania wszystkich srok za ogon, który pokazuje, że taki sposób realizowania planu jest kiepski – przynajmniej w moim przypadku. Dlatego dobrze mieć wyznaczony cel na określony czas. Dzięki temu wiemy, kiedy i czym zajmujemy się w danym momencie.

  • brak szczegółowego planu

W zeszłorocznym planowaniu roku nie uwzględniłam małych kroków, które zbliżyłyby mnie to określonego celu. Jak się jednak później okazało, są one bardzo ważne w planowaniu. Pozwalają na wgłębienie się bardziej w określony cel. U mnie niestety tego zabrakło.

Dlatego w tym roku będzie inaczej, bardziej konkretnie i szczegółowo. Przyłożyłam się do mojego planowania i wzięłam pod uwagę wiele czynników, które mogą zaburzyć cały plan.

Postawiłam sobie 4 główne, ambitne cele. Każdy cel ma swój określony czas. Wiem, którym i kiedy się zajmuję, a także któremu poświęcam najwięcej swojej uwagi. Określiłam, co konkretnego robię w danym momencie, aby pozwoliło mi to na sukcesywne zbliżanie się do mojego celu.

Oczywiście, takie szczegółowe planowanie jest pracochłonne i zajmuje sporo czasu. Jednak efekt jaki przynosi jest tego wart.

Do mojego ambitnego planowania, wykorzystałam piękny kalendarz z bloga jest rudo. Tutaj jest link do kalendarza, a także bloga. Zaglądajcie i podziwiajcie. W dodatku kalendarz, który wybrałam w tym roku do druku, idealnie ze mną współgra! Bo przede wszystkim: Siła jest kobietą!

Moje ambitne plany rowerowe na 2019 rok

KURS INSTRUKTORA TURYSTYKI ROWEROWEJ

W związku z tym, że w planach na ten rok mam zamiar zorganizować wyprawę rowerową dla kilku osób, muszę taki kurs mieć. Tak, tak… mam zamiar zorganizować wyprawę rowerową, więc jeśli jesteś zainteresowana przeżyć ciekawą i niezapomnianą przygodę, to do mnie napisz!

Wierzę, że dzięki temu kursowi, nauczę się wielu ciekawych i przede wszystkim ważnych rzeczy na temat organizacji takiej wyprawy dla kilku osób – jak zorganizować wyprawę rodzinną już wiem.

Bo ważne jest to, aby w życiu mieć coś takiego swojego. Coś, co przynosi nam radość i zadowolenie z życia. Ale o tym, z pewnością więcej przeczytasz tutaj. Jeśli jesteś zainteresowana, to wskakuj!

A tak bardziej dodatkowo, tak całkiem na uboczu chcę zostać również instruktorem spinningu. Jeśli oczywiście starczy pieniędzy i czasu, to być może spotkamy się gdzieś na wspólnych zajęciach. Już nie mogę się doczekać! Łapka w górę, kto się na to piszę?

Warto jeździć na rowerze! Jeśli mi nie wierzysz, to zajrzyj tutaj.

WYPRAWA ROWEROWA

Ale to już wiesz. Od kiedy rozpoczęłam swoją przygodę podróżowania na rowerze, to nie potrafię spędzać wakacji w inny sposób – to mnie pochłonęło! Uwielbiam spakować kilka rzeczy w sakwę i regularnymi pchnięciami pedałów przesuwać się ku celowi.

Odcinek drogi został już wybrany. Jeszcze tylko wybór – ale to od Ciebie zależy – czy będziesz z nami chciała/chciał spędzić kilka wakacyjnych dni na kółkach czy jednak nie i na wyprawę wyślesz nas w trójkę.

Ale mam nadzieję, że jednak zachęcę Cię do podróżowania i sprawię, że tak samo jak ja, nie będziesz wyobrażała sobie już spędzenia wakacji w inny sposób. Pamiętaj, aby podróżować na rowerze nie potrzeba wiele rzeczy.

Oczywiście nie zabraknie w tym roku wielu weekendowych wypraw rowerowych już z Pchełą – jestem ciekawa jak ona to przyjmie. Bo niestety nie ma wyboru i przez kilka swoich pierwszych lat będzie musiała jeździć z nami.

BLOG ROWEROWY

W poprzednim roku, to w tej kategorii poniosłam największą porażkę i zawiodłam siebie. A powód? Banalnie głupi! Brakowało mi pewności siebie, że to, co robię, robię dobrze i solidnie. Nie było odwagi, aby zaryzykować.

W tym roku jednak zrobię wszystko, aby dzięki mojej pracy i upartości, choć jedna osoba dzięki mnie, wybrała się w podróż rowerem. I tak samo jak ja – nawet bardziej, cieszyła się z wyjazdów, poznawania nowych, ciekawych miejsc, a także ludzi i innych. Bo wyprawy rowerowe to nie tylko świetna przygoda, to również świetna nauka odkrywania nowego.

Na blogu znajdziesz przede wszystkim doświadczenie jakie zdobyłam dzięki podróżowaniu rowerem, zdradzę Ci kilka, sprawdzonych rad, które śmiało można wykorzystać podczas podróżowania, z pewnością dam Ci trochę otuchy i wsparcia, a także przy okazji pokażę Ci kim jestem.

W tej kategorii znajdzie się jeszcze coś. Ale o tym na pewno dowiesz się niebawem., bo nie chcę zapeszyć!

START W TRIATHLONIE

No tak! W tym roku czeka na mnie duże przedsięwzięcie, a to dlatego, aby nie przegrać zakładu. Ej, ale umówmy się, przede wszystkim nie robię tego dla wygrania zakładu, ale przede wszystkim dla siebie. Wiem, że dzięki temu zdobędę wiele doświadczenia, sprawdzę, jak to jest wystartować w takiego typu imprezie. No i dzięki temu, mam również motywację do rozpoczęcia mojej przygody z bieganiem. Od czasu do czasu chciałabym wyskoczyć na przebieżkę bez wypluwania płuc.

To już wszystko! Prawda, że rowerowo? Trzymajcie kciuki, aby wszystko poszło zgodnie z powyższym planem. Bo jak nie pójdzie, to będę płakać i już! 🙂

A Ty, jakie masz plany na 2019 rok. Podobnie, jak u mnie, masz zrobiony ambitny plan?

Opublikowano Dodaj komentarz

Spotkanie z nim – podsumowanie roku.

podsumowanie roku

To moje pierwsze spotkanie z nim. Zawsze od niego uciekałam i nie widziałam powodów, żeby się z nim spotkać. Pewnie łudziłam się, że mi nie zależy, że nie czuje takiej potrzeby. Nie chciałam stać przed nim i tłumaczyć mu się ze wszystkiego. Zresztą dlaczego miałabym to robić?

Ale dopadł mnie! Zaraz przy jego końcówce. Nie miałam odwagi, aby mu się sprzeciwić. Dlatego wzięłam czystą kartkę, mój ulubiony długopis i zaczęłam mu się tłumaczyć. 

Za mną rok, a dokładnie 365 dni. Dobrze pamiętam tę chwilę, jak siedziałam i spisywałam swoje cele na 2018 rok. Zastanawiałam się, co mogę w tym roku zrealizować i jakie cele sobie postawić, aby były realne do zrealizowania. Jak poukładać wszystkie plany, aby dały mi zadowolenie, a także możliwość ich realizacji. Ponieważ dobrze wiedziałam, że ten rok będzie inny. Stanowczo ten rok miał być dla mnie mniej przewidywalny niż do tej pory.

Każdy w swoim życiu ma taki dzień, który jest początkiem do czegoś innego. U jednych jest to zmiana pracy, miejsca zamieszkania, nowy związek. U innych będzie to dzień urodzin. A u mnie to… Przeczyta! 

Nie wszystko poszło tak, jak zakładałam…

Nie wszystko poszło tak, jak zakładałam i chciałam. Na niektóre sytuacje i wydarzenia nie miałam wpływu. Inne mnie zaskoczyły i dodały chęci, a także odwagi do ich realizacji. Z niektórych zadań i planów zrezygnowałam sama. Bo uważam, że czasami warto odpuścić i nie zmuszać się do czegoś, co nie sprawia nam radości. A wręcz przeciwnie –  powoduje frustrację i zdenerwowanie.

Dlatego też, to moje pierwsze spotkanie z nim było emocjonalne , a zarazem ekscytujące. Bo wydarzyło się w nim, tak wiele sytuacji i zdarzeń, które wywołały we mnie szereg rozmaitych emocji – i dopiero teraz to widzę, podczas spotkania z nim. Więc myślę, że warto wygospodarować trochę czasu i podsumować swój rok.

Podsumowując, to rok z miliardem emocji. Ponieważ z pewnością nie brakowało w nich płaczu, strach, radości, szczęścia, rozżalenia, zawiedzenia, przerażenia, miłości, euforii, chęci, zapału, determinacji, lenistwa, frustracji…

ROZWÓJ OSOBISTY

Obroniłam tytuł magistra

Udowadniając przede wszystkim sobie, że z małym dzieckiem pod pachą też się da. I choć chwilami było trudno znaleźć motywację i chęci do pisania, to jednak się cieszę, że udało mi się dokończyć coś, co rozpoczęłam 5 lat temu.

To jeden z powodów, który sprawił mi wiele radości we wrześniu. Jest jeszcze inny, ale o tym przeczytasz we wrześniowym tymczasem.

Przeczytałam wiele ciekawych – i oczywiście mniej – książek. Chociaż okres ciąży z pewnością temu nie sprzyjał. Bo mimo tego, że miałam na to czas, nie miałam ochoty na ich czytanie. Cześć książek, które trafiały do moich rąk, przekartkowałam, a następnie odłożyłam.

Dodatkowo w tym miejscu, spotkanie z nim przebiegło inaczej niż chciałam i zamierzałam 12 miesięcy temu. Nie miałam wyjścia, musiałam przyznać się do dwóch porażek w rozwoju osobistym.

Po pierwsze: nie poszerzyłam swojej wiedzy dotyczącej rachunkowości. Ponieważ zaniedbałam czytanie artykułów tematycznych, wchodzących nowych przepisów oraz innych nowinek z finansów. Na jakiś czas tej tematyki mi wystarczy, więc nie jest mi tego tak bardzo szkoda. W przeciwieństwie do mojej drugiej porażki.

Po drugie: nie robiłam powtórek z języka obcego. Za jakiś czas będę tego z pewnością żałowała.   

ŻYCIE PRYWATNE

Remont małego pokoju

Pokoju, który teraz wgląda o wiele lepiej. Miało być tylko malowanie ścian, nowa roleta, wyniesiona komoda. Jak się jednak później okazało, to: przydałoby się wyrównać ściany, zmienić kontakty, kupić listwę między szafą a ścianą, zrobić ładniejszy wywietrznik i wiele innych. Podsumowując: remont pochłonął ogrom czasu, pracy i pieniędzy, ale myślę, że efekt jest tego wart.

To przede wszystkim luty!

Kupiliśmy szosówkę Rafałowi

Dzięki niej po raz pierwszy wystartował w triathlonie. Zdobył wiele doświadczenia i w związku z tym przekazał mi wiele – pewnie – cennych wskazówek odnośnie przygotowań i startowania w zawodach. Przy okazji spełniliśmy jedno z jego marzeń. 

Wspominałam o tym w lutowym tymczasem. Czytałaś?

Zmieniliśmy samochód

Na lepszy i nowszy. Nasz renault wymagał już przede wszystkim wymiany. Zdecydowanie nie dawał nam już poczucia bezpieczeństwa i komfortu. W związku z tym jazda nim była uciążliwa i bez wątpienia męcząca. Więc mimo naszego przywiązania i jego niezawodności – musieliśmy go wymienić.

Wymiana samochodu to grudzień. Tutaj o nim pisałam.

Weszłam z buciorami w role matki

To jedna z najtrudniejszych ról i doświadczeń, jakie mogło mnie w 2018 roku spotkać. Nie byłam świadoma tego, w jakim stopniu moje życie ulegnie zmianie po urodzeniu dziecka – mimo jako takiej świadomości. Jak wiele stresu i zmartwień „wpadnie” do mojego dnia codziennego. Bo bez dwóch zdań, to odpowiedzialność, oj duża odpowiedzialność za tego małego, bezbronnego człowieczka.

Ale mimo tych wszystkim stresujących sytuacji, wiem jedno – było warto! Bo uśmiech tego małego bąka, zaraz po obudzeniu o 5 nad ranem jest bezcenny. Tak samo, jak wypowiadane „ma-ma” z żalem i rozpaczą.

Mama to maj!

Mini wakacje na wsi 

W roku 2018 nie mogliśmy pozwolić sobie na żadne wakacje – nawet krótkie. Dlatego cieszyłam się jak dziecko z mini wakacji w moim rodzinnym domu. Otrzymałam pomoc w opiece nad Pchełą, co pozwoliło na poukładanie sobie kilka ważnych spraw w głowie. No i oczywiście nagadałam się, ponieważ życie z dala od rodziny często mi na to nie pozwala.

ZDROWIE 

Na początku roku 2018 – podczas tworzenia mojego wpisu, jak świadomie zaplanować swój rok – miałam w planach schudnąć po ciąży, rozpocząć przygodę z bieganiem oraz przede wszystkim zdrowo jeść.

Pierwsza z tych rzeczy, jako tako mi się udała. Ponieważ nie schudłam tyle co zamierzałam, ale także – na szczęście – nie zostało mi kilku dodatkowych kilogramów po ciąży. Dodatkowo po porodzie usłyszałam od Pani doktor, że „Pani Paulino, jest Pani w świetnej kondycji” Więc dla mnie to zjawisko – utrzymanie wagi – jak najbardziej na plus.

Po drugie, miałam zacząć biegać. Przy tym zadaniu poległam, ponieważ nawet go nie rozpoczęłam. Dlatego też nie wystartowałam w mikołajkowym biegu, co jest dla mnie przykre, bo lubię pomagać.

Natomiast z jedzeniem było różnie. Jak musiałam – bo cukrzyca, nadciśnienie – to jadłam wzorowo, czyli zdrowo i smacznie. Jednak, gdy Pcheła się urodziła, to ze zdrowym jedzeniem było różnie. Trafiały się cukiereczki, ciasteczka i wiele innych.

BLOG

Z tej niezrealizowanej kategorii jest mi najbardziej przykro. Dlatego, że przez moje brak pewności siebie i obawy krytyką w moją osobę, spowodowały, że nie zrealizowałam tego, na czym najbardziej mi w tym roku zależało. Nie spełniłam swojego marzenia, które ciągle i nieustannie przekładałam.

Myślę, że zabrakło przede wszystkim więcej determinacji, chęci, samozaparcia, a także wiary w siebie, w swoją wiedzę i doświadczenie.

Podsumowując, to wyjątkowy rok, który przede wszystkim zapadnie mi w pamięci i pewnie niejednokrotnie będę o nim opowiadała temu bąkowi, co właśnie śpi. (A tak na uboczu, to dzisiaj pierwszy raz mnie gryzła i zasypiała w dziwacznej pozycji, przytulona do mojej ręki)

To był rok z miliardem emocji, które nauczyły mnie wielu ważnych dla mnie rzeczy. Dzięki nim, wiem jakim jestem człowiekiem, jak reaguję na „dziwne” sytuacje i zdarzenia oraz uświadomiły mi czego od siebie oczekuję w nadchodzącym roku.

Robisz rachunek sumienia na koniec roku? Uczysz się na swoich błędach? Pochwal się swoim sukcesem!

Opublikowano Dodaj komentarz

Tymczasem grudzień!

Siedzę przy stole w moim rodzinnym domu i staram się, jak najszybciej klikać literki na klawiaturze – oczywiście, jednocześnie słucham czy Pchała nie wstała z popołudniowej drzemki. Bo wiem, że jeśli obudzi się, to po moim klikaniu nie ma już mowy. Co więcej, zaraz pakujemy się i jedziemy do domu. Dlatego chcę jeszcze przed wyjazdem, zdążyć spisać moje wspomnienia z grudnia, bo zdecydowanie na to zasługują.

Jeśli chodzi o mój ulubiony miesiąc, to bez wahania powiem Ci, że to grudzień. Dumnie stoi na początku listy z moimi ulubionymi miesiącami.

Bo grudzień, to przede wszystkim jeden z klimatycznych i świątecznych miesięcy w roku – pewnie się ze mną zgodzisz? Uwielbiam ten czas, podczas którego spotykamy się z rodziną i przyjaciółmi – i szkoda, że te wzmożone rodzinne spotkania mają miejsce tylko w grudniowe, świąteczne dni.

Uwielbiam w takie dni, choć na chwilkę usiąść na kanapie z ciepłą i pachnącą herbatą. Ubrać świąteczne skarpety i wziąć do ręki „lekką” i przyjemną lekturę – jeśli dojdzie do tego, padający śnieg za oknem, to rozpływam się w melancholii.

Poznaj mój przyjemny i z pewnością wyjątkowo świąteczny grudzień!

A grudzień 2017 minął mi właśnie tak! Zobacz!

ROZWÓJ OSOBISTY

SŁUCHAM kolęd i świątecznych piosenek

Dlatego, to czas, w którym bez zwątpienia, wtapiam się w atmosferę świąt i daje im możliwość na pełne rozgoszczenie się we mnie – kolędy i świąteczne piosenki z pewnością pomagają mi w tym. Lubię, gdy radosne brzmienia towarzyszą mi w codziennych pracach! Kiedy usypiam Pchełe, kupuję chleb, robię zakupy, kleje kalendarz adwentowy czy spaceruję . Cieszę się nimi, ponieważ wiem, że już za kilka dni, cały ten magiczny czar pryśnie.

CZYTAM e-booka Aleksandry Budzyńskiej

Czas na biznes online. Jak wystartować i nie splajtować. Aleksandry Bydzyńskiej. To ciekawa i godna uwagi lektura dla tych, co myślą o biznesie online na poważnie. Ponieważ e-book Oli pokazuje, jak krok po kroku wejść do świata biznesu online. Przede wszystkim dowiesz się z niego, jak poukładać swoje pomysły i skutecznie je realizować. Dodatkowo ukazuje sposoby na dobrą analizę swojego, przyszłego biznesu.

Na początku, gdy trwało moje zapoznanie się z lekturą, zdenerwował mnie jego potoczny styl. Podczas czytania – myślałam – jak można napisać e-booka w taki sposób. Po kilku stronach, jednak zorientowałam się, że ten styl do mnie przemawia. W konsekwencji tego, czułam, jakby Ola była ze mną i mi to wszystko w jasny i spokojny sposób tłumaczyła.

Zauważyłam, że dzięki potocznemu stylowi, jestem w stanie zapamiętać i nauczyć się o wiele więcej w przeciwieństwie do zajęć na uczelni czy w szkole, gdzie podawana jest sama teoria.

Pamiętam dobrze, jak na studiach prosiłam koleżanki, aby „jakieś” zagadnienie, przetłumaczyły mi z polskiego na nasz. Ponieważ, nie mogłam zrozumieć literatury naukowej.

OGLĄDAŁAM świąteczne dekoracje

Grudzień, to bez wątpienia, jeden z moich ulubionych miesięcy – o tym zapewne już wiesz. A dlaczego? Bo uwielbiam spacerować po skrzypiącym śniegu, patrzeć ludziom w okna, w których widać, pięknie przystrojone drzewka, słuchać świątecznych piosenek i poczuć ten wyjątkowy klimat nadchodzących świąt.

UCZYŁAM SIĘ pewności siebie.

Nauczyć się pewności siebie – to bez wątpienia, jedno z najtrudniejszych zadań, które postawiłam sobie w 2018 roku.

I zdecydowanie szło mi to pod górkę! Już sobie mówiłam, że tym razem się odważę, że chociaż spróbuję. I klapa! Moje działania zawsze kończyły się fiaskiem. Jak radzicie sobie z brakiem pewności siebie? Bo z pewnością potrzebuje pomocy.

oraz gry na organkach

ŻYCIE PRYWATNE

JESTEM WDZIĘCZNA za kilka zimowych dni 

I choć, jak na razie było ich nie wiele, to jednak sprawiły mi dużo radości. Bo uwielbiam ubrać się ciepło od góry do dołu czy od dołu do góry i łazić po śniegu. Patrzeć, jak delikatnie prószy i dokucza Pchełce.

Lubię również posadzić Pchełę na parapecie, dać jej miskę z grochem – bo jakoś padający śnieg za oknem ją nie interesuje – i oglądać, jak padający śnieg, pomału zakrywa trawę, parapet i posypuje drzewa. Może kiedyś będę mogła oglądać, jak ptaszki przylatują do karmika w moim ogródku – Rafał obiecał, że zrobi. Jestem tylko ciekawa, w którym roku.

za Jarmark Świąteczny 

Cały rok czekam na Jarmark świąteczny. Tęsknie za zapachem grzanego wina – smakiem również. Za kolędami granymi na skrzypcach, za goframi z bitą śmietaną, za błyszczącymi światełkami. Za tym wszystkim co sprawia, że ze starego miasta nie chcę wychodzić.

że wymieniliśmy samochód

Chociaż dużo przygód i wspomnień mam z renault, to najwyższy czas wysłać go na zasłużoną emeryturę. Przejechaliśmy nim mnóstwo kilometrów i nigdy nas nie zawiódł. Wiedzieliśmy, że „z nim na pewno dojedziemy do celu”

Przywiązuje się do rzeczy i miejsc. Lubię wracać w to samo miejsce, spać w tym samym pokoju i mówić: „tutaj spałam”, „tu rozkładaliśmy namiot”, „to nasz camping”. I tak samo jest z naszym renault! Przywiązałam się do niego!

PS Jedynie Pcheła nie jest zadowolona z nowego samochodu. Byś może jest za cicho i nie może spać.

z prezentów

Miło otrzymać taki prezent, który nam się przyda – i taki prezent w tym roku otrzymałam ja. Cieszę się, bo będę z niego korzystać często. Nawet bardzo często. Mikołaj prawdopodobnie wiedział, że jestem świeżo zalataną mamą.

Bo prawda jest taka. Lubimy dostawać trafione i przydatne prezenty. Nikt nie lubi upominków, z którymi po świętach nie ma, co zrobić i gdzie upchać. Z pewnością masz w swoim domu taki prezent.

Dlatego też, na blogu powstał specjalny wpis dla osób, które szukają prezentu dla rowerzysty. Jeśli w swoim otoczeniu masz taką osobę, to koniecznie do niego zajrzyj.

Tymczasem grudzień

OCZEKUJE nowego roku

Rok, który już teraz wiem, że nie będzie należał do najłatwiejszych. Ponieważ czeka mnie w nim sporo trudnych decyzji do podjęcia, np. czy wracać do pracy, do jakiej, a może założyć swoją działalność? Pchełę wysłać do żłóbka czy może zatrudnić nianie? Na wyprawę rowerową jechać w trójkę czy może w kilka osób? I wiele innych…

Ale czekam na niego, trochę z przerażeniem, a trochę z niedoczekaniem i ekscytacją – Ten rok zdecydowanie należy do mnie! A Ty? Masz już plany na 2019 rok? Co to będzie? Nowa praca, ciekawy kurs, wakacje rowerowe?

Planowanie roku, to fajne i przydatne doświadczenie. Sama się o tym przekonałam, planując 2018 rok – poczytaj o nim.

Mogę do niego w każdej chwili wrócić i sprawdzić, co mi się udało zrealizować, czy jestem dalej niż byłam rok temu, z czego zrezygnowałam, co mi sprawiło najwięcej radość, a co okazało się totalna klapą. Planowanie roku, to ciekawe doświadczenie. Więc nie czekaj, tylko planuj!

ZDROWIE

CZUJĘ SIĘ dobrze

JEM świąteczne przysmaki

To jest czas, w którym nie żałuje sobie domowych ciast – mojego ulubionego pleśniaka – pierogów z grzybami, warzywnej sałatki i pierników! Uwielbiam, jak dom otula zapach gotowanych potraw, obok których nikt z domowników nie przejdzie obojętnie. A Ty, obok jakiej świątecznej potrawy, nie jesteś w stanie przejść obojętnie?

Od kilku lat, pieczenie pierników wpisałam w rodziną tradycje – z tego przepisu wychodzą najlepsze!

W tym roku, do wycinania ciasteczek chciałam również zaangażować Pchełę. Jak myślicie, jak to się skończyło? Nie wiem, co mnie podkusiło, aby 7-miesięcznemu dziecku dać ciasto do wyrabiania.

BLOG

OBSERWUJĘ I POLECAM 

Na blogu www.happybooks.pl można znaleźć konkretne zestawienie książek, które mogą posłużyć jako upominek dla kogoś bliskiego. Wokół mnie coraz więcej dzieci – czyżbym się starzała –  a brak mi jakiegokolwiek rozpoznania w literaturze dla nich. Podaje dwie propozycje, którą jedną nawet wiem komu sprezentować. 

A na www.gethappy.pl można przeczytać wpis o miracle morning. Ten miracle morning chodzi za mną od dłuższego czasu. Nie zostaje mi nic innego, jak spróbować! Styczeń? Zaczynamy?