Wyprawa rowerowa cz. 1 – GREEN VELO

To już jutro! Zabierzemy kilka swoich rzeczy i ruszymy w nieznane. A przecież jeszcze nie tak dawno zastanawialiśmy się z Rafałem, w którym kierunku przyjdzie nam pedałować na rowerach… Wybieraliśmy między górami a morzem. Marzyły nam się Bieszczady – bo nigdy tam nie byłam – ale również wybrzeże Bałtyku. Jednak atrakcyjność miejsca i jego „nieznane” sprawiły, że wybór był łatwy – bez spierania się i skomplikowanych rozmów postawiliśmy na tę pierwszą trasę. Stwierdziliśmy, że dodatkowo wykorzystamy do tego wschodni szlak rowerowy – GREEN VELO.

Najważniejsze zostało już zrobione

W myślach już pedałujemy w stronę Bieszczad szlakiem rowerowym GREEN VELO. Teraz jednak należy zająć się wstępnym planowaniem. Dlaczego wstępnym? Bo tak naprawdę wyprawy rowerowej nigdy nie zaplanujesz od A do Z. Nie wiesz, co przytrafi Ci się na drodze – czy na przykład nie będziesz musiała noclegu zrobić wcześniej, niż zamierzałaś, bo przyjdzie zmęczenie lub noc.

Dlatego właśnie na początku organizowania wyprawy rowerowej postanowiliśmy zrobić orientacyjny plan, aby sprawdzić, czy w ogóle damy radę przejechać trasę z Olsztyna do Kielc lub Krakowa w ciągu 16 dni. Dlaczego akurat tam? Ponieważ to stamtąd będzie nam łatwiej szukać pociągu z powrotem do Olsztyna.

Bilety na pociąg zdecydowałam się kupić wcześniej, bo nie chciałam, aby spotkało nas to samo, co na stacji w Iławie…

O nie, na to nie możemy sobie pozwolić, ponieważ i ja, i Rafał zaraz po urlopie wracamy do pracy, a poza tym ta niewiadoma: „czy pociąg mnie zabierze?” jest bardzo stresująca.

Wybraliśmy Kraków, mimo że nie wiedzieliśmy, czy dojedziemy tam naszymi rowerami. Jest to jednak przecież jedna z większych stacji kolejowych w południowej Polsce, a do tego ma zdecydowanie więcej połączeń z innymi miastami niż Kielce – na pewno będzie nam łatwiej coś wybrać, nawet z przesiadkami, aby wrócić spokojnie z powrotem do Olsztyna.

Historia ze stacji w Iławie

Opowiem Ci, co takiego przytrafiło nam się na stacji w Iławie podczas jednej z podróży pociągowo-rowerowej. Ta sytuacja sprawiła, że już nie kupuję biletów na rower na ostatnią chwilę.

Planowaliśmy wyjechać pociągiem do Zakopanego i oczywiście zabrać ze sobą rowery. Rafał jeszcze nigdy nie był w Tatrach, więc pomyślałam, że to super pomysł. Przy okazji będziemy mogli sprawdzić swoje możliwości w górach. Kilka dni przed wyjazdem – prawdopodobnie cztery – pojechałam na dworzec, aby kupić bilety – dla nas i na rowery.

Jakie było moje zdziwienie, gdy Pani w okienku powiedziała mi, że może nam sprzedać tylko bilety dla nas, bo miejsc na rowery już nie ma. Pomyślałam: „Ale jak to? Przecież hotel został już opłacony. Umówiliśmy się z właścicielami, że będziemy na śniadaniu wcześniej…”. Po chwili namysłu stwierdziłam jednak, że możemy zaryzykować – dwa rowery jakoś do wagonu się upcha. Pewnie nie będzie problemu, a same bilety na rowery bez problemu kupimy u konduktora.

Wyjeżdżamy do Zakopanego bez biletów na rowery

W dniu wyjazdu wyruszyliśmy z domu z bagażami, biletami z Olsztyna do Iławy – z rowerami oraz biletami z Iławy do Zakopanego – już bez rowerów.

W Olsztynie wsiedliśmy w pociąg i ruszyliśmy w naszą wyprawę. Wysiedliśmy na stacji w Iławie i cierpliwie czekaliśmy na nasz środek transportu. Postanowiłam pójść jeszcze do kasy w Iławie, aby zapytać, czy może jednak są te bilety na rowery, bo ja z chęcią kupię… Kasjerka niestety powiedziała, że nie, lecz jeśli konduktor się zgodzi, to rowery nam zabiorą. A jeśli nie – to nie.

W tamtym momencie mina mi zrzedła. Zdecydowanie nie było tak fajnie, jak zakładałam…

Wróciłam do Rafała i powiedziałam mu, jaka jest sytuacja. W tym samym czasie zauważyliśmy, że akurat na tej stacji odbędzie się zmiana załogi. Poprosiłam Rafała, aby podszedł do nich i zapytał, czy zabiorą nam rowery, ponieważ nie mamy biletów. Konduktor powiedział, że jeśli jednoślady nie zmieszczą się do wagonu czternastego, to on ich nie zabiera.

Wtedy już byłam naprawdę przerażona. „No bo – jak to? Co my zrobimy w nocy w Iławie z bagażami i rowerami? Co z naszymi biletami? Przecież przepadną! Gdzie znajdziemy w nocy nocleg w Iławie?”

Podjechał nasz pociąg i wiecie co? Ludzie, którzy wychylili się przez okno, powiedzieli, że nie ma szans na zmieszczenie rowerów. W pomieszczeniu przeznaczonym dla trzech pojazdów było ich aż… 12.

Rozpłakałam się i zaczęłam pojękiwać, że jeśli nie zmieścimy naszych rowerów, to nas nie zabiorą…

W końcu jeden z facetów z pociągu popatrzył na nas i powiedział: „Szybko, dajcie te rowery”. Wepchaliśmy – dosłownie – nasze rowery pomiędzy wyjście z wagonu a toaletę. Rafał szybko odkręcił od nich koła, aby zajmowały mniej miejsca, i umieściliśmy je w pomieszczeniu na rowery, a same pojazdy zostały w przedsionku.

W pociągu było tyle osób, że nie mogliśmy nawet spokojnie oddychać. Do samej Warszawy Rafał stał i ciągle odsuwał nasze rowery albo od drzwi do toalety, albo od drzwi wejściowych do innego wagonu. A tak przy okazji –  nie obyło się bez strat. Drzwi uszkodziły nam przerzutkę (ścisnęły i połamały)…

Od Warszawy było już luźniej i w przedziałach dla ludzi, i w pomieszczeniu rowerowym. Na szczęście nie musiałam już siedzieć na sakwie przy toalecie. 🙂

Wyprawy rowerowe to nie tylko świetna zabawa, to również dobra nauka. Zobacz o tym wpis!

Przygotowywania do wyprawy rowerowej – GREEN VELO

Przez kilka dni dzielących nas od wyprawy w Bieszczady ogarnialiśmy po pracy wszystkie niezbędne rzeczy, które musieliśmy ze sobą zabrać. Patrzyliśmy na listę i odhaczaliśmy, czego nam jeszcze brakuje. Rzeczy, które mieliśmy, odkładaliśmy na przygotowane na środku pokoju „kupki”, a te, których brakowało, dokupowaliśmy. Przez cały tydzień ubrania, nasza tymczasowa kuchnia, apteczka i inne rzeczy do zabrania leżały na środku pokoju i czekały na piątek – kiedy to mieliśmy umieścić je w sakwach.

Zabrać mapę!

W piątek Rafał przyniósł z piwnicy mapnik, a w nim… uwaga, uwaga… samochodowa mapa Polski! Co najlepsze – to na jej podstawie mieliśmy kierować się w stronę Bieszczad. Ależ się na początku uśmiałam, no bo jak możemy z taką mapą jechać rowerem na drugi koniec Polski? Przecież rowerem nie będziemy jechać po głównych drogach!

Zawsze omijamy drogi często uczęszczane przez samochody.

No okej, okazało się, że mapy nie mamy, a nie wiedzieliśmy, czy następnego dnia gdzieś jakąś kupimy. Wpadłam więc na świetny pomysł (tak wtedy myślałam) – aby na kartce wypisać wszystkie miejscowości znajdujące się na trasie od Olsztyna do Łomży, przez które będziemy przejeżdżać. I tak na małej karteczce wszystkie się kolejno pojawiły.

Wiedziałam, że jak wjedziemy w Łomży na szlak GREEN VELO, to nie będzie już problemu, ponieważ szlak do Przemyśla jest oznakowany. Doszłam więc do wniosku, że trasę wyprawy rowerowej mamy „jakoś” ogarniętą.

Rzeczy na wyjazd rowerowy

Nadszedł czas na pakowanie wcześniej przygotowanych ciuchów, które od tygodnia leżały na środku pokoju. Wiedziałam, że mam skłonność do pakowania zbyt wielu rzeczy, i w związku z tym będę je niepotrzebnie wiozła.

Przyjęłam więc jedną ważną zasadę: tylko bieliznę biorę na wszystkie dni wyprawy, a resztę rzeczy – po jednej sztuce. Jeśli podczas pakowania coś mi się nie zmieści, to po prostu to odrzucam, nie zabieram.

Jesteśmy spakowani. Najważniejsze mamy już ze sobą i przy sobie – pieniądze, telefony i dokumenty.

Przygotować mieszkanie!

Najważniejsze było przede wszystkim przygotowanie mieszkania na naszą nieobecność. Należało dopilnować, aby wszystko było pozakręcane oraz wyłączone. Tak więc zrobiliśmy. Dodatkowo jeden komplet kluczy oddaliśmy Oli, która „jakby coś” zawsze mogła zajrzeć. Pani spod czwórki również została poinformowana! :p

Wyczyścić lodówkę!

Przez cały tydzień przed wyprawą rowerową opróżnialiśmy lodówkę, aby z żywności nic nam nie zostało i się nie zepsuło. Przede wszystkim staraliśmy się, aby nic nie zostało wyrzucone – nie lubię tego robić. Część rzeczy z pewnością przy okazji damy Oli, której powierzamy klucze do mieszkania.

Kanapki na wyprawę – zrobione! Są jeszcze naleśniki z truskawkami, które zostały po kolacji, więc je na pewno zabierzemy. Podobnie jak wszystkie rzeczy, które zostaną po śniadaniu.

Wyspać się!

Zakończyliśmy przygotowania do wyprawy. Mam nadzieję, że pomyśleliśmy o wszystkich potrzebnych rzeczach. Przed nami jeszcze noc przed wyprawą, ale jestem pewna, że tej nocy nie będę spała.

Kilka propozycji na nocleg podczas wyprawy rowerowej znajdziesz w tym wpisie.

Tak już mam przed każdą przygodą tego rodzaju. Zwykle nocami za dużo o niej myślę, bo to jednak dla mnie duży stres. Ta świadomość, że musisz o siebie zadbać, że nie masz pojęcia, gdzie będziesz przez kilka najbliższych nocy spała, kogo spotkasz, co będziesz jadła, jakie niespodzianki Cię spotkają. Kurczę, to naprawdę już jutro…

Zapisałaś się do ROWEROWEGO newslettera? Jeśli nie, to koniecznie to zrób! Bo dostaniesz powiadomienie o kolejnym wpisie z wyprawy rowerowej.

12 thoughts on “Wyprawa rowerowa cz. 1 – GREEN VELO

  1. Jej, jak fajnie znaleźć taki blog o podróżnikach rowerowych. Chylę czoło. Sami z mężem chętnie podróżujemy a od wiosny do jesieni rower też często nam towarzyszy.
    Życzymy więcej dobrych i miłych sytuacji. Powodzenia w pedałowaniu.

    1. Masz rację, są ładnie opracowane i przede wszystkim bardzo pomocne. Z wyprawy rowerowej przywiozłam całe mnóstwo map green velo.:P z nadzieją, że jeszcze nam się przydadzą. Myślę, że o mapach napiszę osobny wpis.:)

  2. Podziwiam Was! Jesteście pozytywnie zakręceni. Zdecydowanie! Przygoda z tym pociągiem niesamowita, szkoda że rower uszkodzony ale dobrze że się zabraliście. Będę wpadać do Was. Sama nie jestem rowerowa. Marzę o rowerze takim raczej żeby podjechać sobie to tu to tam, bez wycieczek bo kiedyś próbowałam dłuższą trasę i moje kolana się zbuntowały. Pozdrawiam!

    1. Zapraszam gorąco! Zdecydowanie na rowerze jest szybciej gdzieś podjechać i przede wszystkim kalorie nam znikają:p

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close