Opublikowano 5 komentarzy

Pokonywanie kolejnych kilometrów jest jak narkotyk – Anna Kruczkowska

Jak sama mówi, na rowerze jeździ odkąd pamięta. Już od najmłodszych lat wsiadała na swój mały rowerek z kółkami u boku i jeździła wokół sadu dziadków. Później wsiadała na rower już jako nastolatka, matka, a teraz babcia… Już nie pedałuje wokół sadu, lecz planuje długie, kilkudniowe wyprawy rowerowe po Polsce i zagranicą. Ale to nie wszystko! Ania bierze udziały w maratonach oraz ultramaratonach, pokonując na nich ogromne ilości kilometrów – 430 km na dobę!

Aktualnie Ania przeprowadziła się w Góry Izerskie, gdzie prowadzi małe gospodarstwo, remontuje 150-letni dom i planuje otworzyć małe agro. Oczywiście, w wolnych chwilach zwiedza na rowerze Góry Izerskie oraz Podgórze.

Dzisiaj chcę Wam przedstawić historię Anii, która spełniła swoje dziecięce marzenie, udowadniając tym, że nigdy nie jest za późno na realizacje tego, czego od życia oczekujemy. A z czasem spełnione marzenia mogą przerodzić się w nałóg! Zapraszam!

Może zacznijmy od początku? Pamiętasz swoją naukę i pierwszą jazdę na rowerze?

Pamiętam swój pierwszy rower, był to Romet. Mogłam mieć 4-5 lat, gdy go dostałam. Nie przypominał on znanych mi współcześnie rowerków. Owszem kółka mogły mieć 16′, ale rama była „męska” . Siodło było wąskie, długie i bardzo wygodne. Początkowo jeździłam z doczepianymi kółkami, ale wbrew opinii, że dyslektykom (a jestem wybitnie dyslektyczna) trudno jest nauczyć się jazdy na rowerze ze względu na umiejętność zachowania równowagi, dosyć szybko opanowałam sztukę jazdy na dwóch kółkach i jeździłam tym rowerkiem w odwiedziny do babć.

Kiedy w Twoim życiu pojawił się rower? Tzn. Kiedy pomyślałaś, że to jest „coś” takiego, co sprawia Ci radość i zadowolenie?

Chyba od początku możliwość szybkiego poruszania się sprawiała mi frajdę, dawała swego rodzaju niezależność. Na kultowych Wigrach 3 kręciłam kółka wokół sadu dziadków, dopóki nie dostałam karty rowerowej, a egzamin zdałam w pierwszym możliwym terminie. Zaraz potem, mając już urzędowy dokument ruszyłam „na asfalty”. Rower stał się wówczas ucieczką od toksycznych relacji z babcią, która po śmierci mamy zajęła się moim wychowaniem.

Możesz mi powiedzieć, skąd u tak młodej dziewczynki marzenia dotyczące wyprawy rowerowej? Dlaczego akurat wyprawa rowerowa?

W siódmej klasie razem z kolegą przygotowywaliśmy się do olimpiady geograficznej. Spędzaliśmy więc sporo czasem razem i to wówczas, pod wpływem audycji „Lato z Radiem” , której namiętnie się wówczas słuchało zaczęliśmy marzyć, ba wręcz planować taką eskapadę.

Co się stało, że zdecydowałaś się więc wziąć ze sobą sakwy i popedałować w świat?

Pomysł na wyprawy z sakwami narodził się w czasie jednej z pierwszych wycieczek z najmłodszą córką. Gui (skrót od Guitarowa) wymyśliła sobie zdobycie odznaki Miłośnika Latarń Morskich, jednak z dojazdem do nich na rowerze. Pierwsze wypady były dwudniowe- pierwszy na Wolin, gdzie nocowałyśmy u znajomych, drugi do Darłówka. Dopiero w kolejnym roku przejechałyśmy trasę z Koszalina na Hel.

Rowerowa rodzina? W takim razie, jak wychować „rowerowe nastolatki” i nie zniechęcić je do jazdy na rowerze? Sama mam w domu 9-miesięczną córkę, którą będę chciała zarazić miłością do roweru. Może jakieś wskazówki?

Nie jest to proste pytanie. Moje dzieci można rzec, że wyssały miłość do roweru z mlekiem matki, choć tylko u dziewcząt przerodziło się to w pasję. Rowerem dojeżdżałam do pracy nawet będąc już w zaawansowanej ciąży. Szybko zamontowałam foteliki i całe wakacje jeździliśmy nad morze. Gdy jednak przestały okazywać entuzjazm na propozycję wycieczki, nie zmuszałam, tylko jeździłam sama. A potem to Gui, słuchając mojej opowieści o przygodach na trasie, poprosiła bym zaplanowała wycieczkę ze zwiedzaniem okolicy. Najstarsza córka, czyli Mytopea dołączyła do nas nie co później. Czyli wniosek – nic na siłę. Dziecko musi samo poczuć bakcyla.

Przejeżdżasz ogromne ilości kilometrów, jak się motywujesz w chwilach kryzysu, bo pewnie takie momenty Cię dopadają. O czy wtedy myślisz?

To zależy. O jakich kryzysach myślisz. Jeśli chodzi o regularność treningów, to jeśli nie mam ochoty, odpuszczam, wiedząc, że nic na siłę. Na trasie kryzysy zdarzają mi się rzadko, bo wyznaję zasadę, że jedzie głowa, nogi i reszta ciała są sprawą drugorzędną. A przy tym jestem ambitna i uparta. W czasie ponad 50 maratonów chyba tylko 3 albo 4 razy zdecydowałam się na skrócenie dystansu, bo nie głowa „przestała jechać”. O czym myślę na trasie? Przez pierwsze sto kilometrów jadę jeszcze z całym domem ma głowie, mam jakieś sprawy do przemyślenia. Po stu kilometrach zazwyczaj wszystko ulatuje i liczy się tylko droga. Pokonywane kilometry, czasem układam w myślach ładne zdania do umieszczenia na blogu.

Twoja najcięższa pod względem psychicznym podróż, to?

Najtrudniejszym był chyba dla mnie Ultramaraton w Świnoujściu w 2015 roku. Przed 50 kilometrów podejmowałam decyzję o skróceniu dystansu. Było zimno, mokro, jechało się koszmarnie. A decyzja była wyjątkowo trudna, bo wiązało się z nią zwycięstwo w całym cyklu Supermaratonów Szosowych. Ambicje wołały dasz radę, będziesz liderką, a rozum podpowiadał: dojedziesz w środku nocy, bez wsparcia, to będzie niebezpieczne i głupie. Na szczęście rozsądek zwyciężył.

Czasami jednak lepiej odpuścić – choć jak wiadomo jest trudno. Tym bardzie, że chodziło o zwycięstwo. Powiedź, czy masz plany rowerowe na przyszłość?

Z Gui mamy zaległą wyprawę szlakiem Green Velo. Marzy mi się też szlak Odra-Nysa, bo swoje Bałtyk- Izery robiłam po polskich drogach. Jeśli jednak wybiorę się z sakwami, to zapewne będzie nam towarzyszyć przyczepka rowerowa z małą Matyldą, córką Gui. Najpierw jednak czeka mnie jeszcze mnóstwo izerskich ścieżek.

Piękne plany i gorąco polecam szlak Green Velo – byłam i mam zamiar na niego jeszcze powrócić. A co takiego mogłabyś powiedzieć początkującym rowerzystkom?

Tu mogłabym zrobić cały wykład o marzeniach i ich realizacji, o niepoddawaniu się, akceptacji siebie i swoich słabości, a także nieoglądaniu się na innych. Jeśli chce się jeździć na rowerze, to nie warto szukać wymówek, trzeba znaleźć towarzyszkę lub towarzysza wycieczek lub… polubić wielogodzinną samotność. Najważniejsze jednak to po prostu mieć niezachwianą wiarę w swoje możliwości i konsekwencję w dążeniu do celu.

A Tobie, co takiego mogłabym powiedzieć?

To samo, co i ja mogę powiedzieć Tobie i każdej rowerzystce: – Do zobaczenia na trasie!

Jeśli chcesz poznać Anię lepiej, to gorąco zapraszam na jej bloga Kobiece rozmówki przy herbacie… i na rowerze Ania piszę o swoim mieszkaniu w Domku pod Orzechem, o podróżach – nie tylko tych rowerowych. Znajdziesz u niej również ciekawe przepisy do wypróbowania, ale również mnóstwo ciekawych zdjęć z zawodów sportowych.

Przeczytaj także:

Wyprawa rowerowa cz. 1 – GREEN VELO

Wyprawa rowerowa cz. 2 – GREEN VELO

Teraz żyję z wielką kolarską pasją – Zuzia Wilk

Zrób to, bo naprawdę warto!Nocleg podczas wyprawy rowerowej

Czy podróże uczą?

Opublikowano 13 komentarzy

Wyprawa rowerowa cz. 2 – GREEN VELO

Stoję przy kuchni i gotuję sos pomidorowy z kurczakiem. Szybkimi ruchami uderzam drewnianą łopatką o krawędź patelni, tak jakbym ścigała się z pojawiającymi się na niej pomidorowymi gejzerami – kto pierwszy. Patrzę na nie i myślę sobie: „Który to już raz gotuję makaron z sosem o siódmej rano?”. Nie zdążam jednak ani pomyśleć, ani policzyć, bo z zamyślenia wyrywa mnie głos Rafała, który właśnie odsuwał roletę: „Jest wietrznie i pochmurnie”. Nic mu nie odpowiedziałam, tylko wyłączyłam gotujący się sos z kurczakiem i podeszłam do okna, jakbym nie wierzyła w to, co powiedział. Niestety miał rację.

Pogoda nie zachęcała do wyjścia z domu, a tym bardziej do całodniowej jazdy rowerem…

Kurczę, nie tak sobie wyobrażałam pierwszy dzień wyprawy rowerowej w Bieszczady. W dodatku doskonale przypominały mi o tym przygotowane poprzedniego wieczoru ubrania leżące na kanapie. Dzisiejszego ranka miałam włożyć na siebie koszulkę z krótkim rękawem, spodenki, a także okulary przeciwsłoneczne. Bo przecież tak kojarzy mi się rozpoczęcie wakacji: słonecznie i przyjemnie. I właśnie to myślenie mnie zgubiło, gdyż nawet nie brałam pod uwagę tego, że będę musiała w ten dzień zmienić plany i ubrać coś cieplejszego.

Ponadto już od rana, zamiast cieszyć się rozpoczęciem mojego urlopu, musiałam złościć się na siebie, że nie przewidziałam takiej sytuacji. W związku z tym zaczęłam od nowa grzebać w sakwach i przerzucać w nich ubrania. A przecież wczorajszego wieczoru wszystko sobie w nich tak ładnie poukładałam… Ręcznik, ubrania do spania, kosmetyczkę, śpiwór, materac, a także ubrania przeciwdeszczowe w jednej sakwie, a całą resztę ubrań w drugiej. I może nie byłoby w tym nic złego, gdybym spodni i bluzy z długim rękawem nie upchała na samym dnie sakwy… Ubrałam się w cieplejszą odzież i usiadłam do stołu, aby zjeść przygotowane przeze mnie „śniadanie”.

Makaron z sosem pomidorowym jedliśmy z Rafałem w ciszy. Tylko od czasu do czasu któreś z nas zapytało: „Czy plastry na wypadek otarć zostały zabrane?” „Bierzemy patelnię?” „Gdzie schowaliśmy portfele i dokumenty?”. Czuć – a także widać – że jesteśmy zestresowani całą tą wyprawą. Bo choć lubię makaron z sosem pomidorowym, to jednak powód, dla którego jemy go o tak wczesnej porze, sprawia, że nie jestem w stanie go przełknąć. I dobrze wiem, że w takich momentach to przede wszystkim stres działa niekorzystnie na mój żołądek, któremu tak trudno zaakceptować posiłek. Mimo to jem na przymus , bo wiem, że za kilka godzin, kiedy ten cały stres opadnie, będę wilczo głodna.

Jesteśmy „najedzeni” i spakowani. Sakwy, wszystkie dodatkowe rzeczy, które musimy zabrać, a także rowery wystawiliśmy przed blok. Zaraz do naszych rowerów przypniemy bagaże i ruszymy w podróż w Bieszczady. Jeszcze tylko klucze do mieszkania zostało nam powierzyć Oli i… ahoj, przygodo!

Okej, czas wyruszyć. Wsiadamy na obładowane rowery i próbujemy jechać. Śmiejemy się z naszej nieudolnej jazdy, ponieważ „zataczamy się” od jednego krawężnika do drugiego. Patrzymy tylko, czy któreś z nas nie wywinie na swoim rowerze orła. Nie jesteśmy jeszcze przyzwyczajeni do jazdy z bagażami, a w dodatku stres robi swoje i telepie naszymi ciałami, sprawiając, że wykorzystujemy do jazdy cały chodnik. Zaraz to minie i będziemy już jechać normalnie. 

Jesteśmy kilka kilometrów za Olsztynem…

Drogę, którą jeszcze jedziemy, dobrze znam – podczas przygotowań do tej wyprawy rowerowej przejeżdżaliśmy nią kilka razy. To sprawia, że nadal czuję się, jakbym wyszła na krótką przejażdżkę rowerową i zaraz wrócę do domu. Dojeżdżamy jednak do skrzyżowania, na którym tym razem nie pojedziemy w stronę Butryn, tak jak zawsze, tylko prosto na Dźwierzuty.

Aklimatyzację do wyprawy rowerowej w Bieszczady utrudnia wiatr, który wieje nam prosto w twarze. Powoduje, że każde naciśnięcie pedała to walka z samym sobą. Szukasz wtedy w głowie – a przynajmniej ja – najlepszych powodów motywujących do dalszego pedałowania. Dlatego zdecydowanie nie lubię takiej wietrznej pogody w pierwszym dniu wyprawy rowerowej, ponieważ szybko przychodzą zmęczenie, frustracja, kryzysy, a także pytanie: „Dlaczego pedałujesz, a nie pojechałaś na przykład gdzieś odpocząć, poleżeć czy połazić?”.

Bo musisz coś wiedzieć: czas spędzony na rowerze podczas takiej wyprawy jest przede wszystkim dla ciebie. Jest to chwila, aby pomyśleć nad swoim życiem, chwila na obserwację otoczenia, na analizę świata, na nowe postanowienia, a także, z pewnością, na poznanie siebie. Bez wątpienia podróżowanie rowerem uczy – odwagi, bycia samym ze sobą czy podejmowania sprawnych decyzji. Tymczasem my pedałujemy dalej…

Zatrzymaliśmy się za Dźwierzutami przy lasku, w którym zaspokoiliśmy swoje potrzeby fizjologiczne – toi toi na trasie tak często nie ma – a także wypiliśmy kefir z owocami. Ustaliliśmy wtedy, że przerwę na jedzenie zrobimy gdzieś dalej. W innym, przyjemnym miejscu – a z doświadczenia wiemy, że na trasie zawsze można spotkać wiele ciekawych i przyjaznych miejsc.

I jednym z takich miejsc, w którym zrobiliśmy sobie przerwę, aby coś zjeść, był mostek nad jeziorem w Piasutnie. Zjedliśmy naleśniki z truskawkami, które zostały nam z kolacji z poprzedniego dnia. A po takim wysiłku smakowały one jak posiłek przyrządzony przez szefa kuchni w jakiejś drogiej i ekskluzywnej restauracji. Dosłownie! Zrobiliśmy jeszcze kilka zdjęć i z powrotem wsiedliśmy na swoje rowery, ponieważ pogoda nie zachęcała do dłuższego odpoczynku.


Pomału pedałujemy w stronę Łomży. Dzięki temu mamy możliwość przyjrzenia się zabudowaniom, kwiatom (zauważyłam w ogródkach ludzi piękne, pnącą, mające dużą liczbę pąków róże – może wiesz, jak się nazywa? Chętnie ją kupię do swojego ogródka), drzewom, jeziorom, a także polom. Samochody mijają nas i wyprzedzają. Przejeżdżamy obok hodowli pstrągów, pedałujemy pod górkę, a później z niej zjeżdżamy.

Mnie jest już przyjemnie, stres opadł i mogę już myśleć o wyprawie, ale Rafał zdecydowanie jeszcze tego nie może…

Jechał z tyłu z miną zbitego psa i powtarzał mi, że nie wie, po co jedzie, i pewnie to będzie jego ostatnia wyprawa rowerowa. Próbowałam go motywować i zachęcać, ale nie przyniosło to wielkiego sukcesu, a wręcz przeciwnie. Wolałam go dodatkowo nie wkurzać – bo jeszcze mi się rozmyśli – więc postanowiłam jechać z przodu i pilnować trasy.

Do moich zadań na wyprawie rowerowej zawsze należy pilnowanie trasy. I tym razem też tak było. Miałam przed sobą w mapniku mapę samochodową Polski, a także przygotowaną karteczkę z miejscowościami, przez które mieliśmy przejeżdżać. Życie jednak szybko tę karteczkę zweryfikowało i już na początku naszej wyprawy nie obyło się bez przygód. Na kartce miałam wypisane wszystkie miejscowości, przez które mieliśmy przejeżdżać, aby w łatwy sposób dojechać do Łomży – tak myślałam.

W rzeczywistości okazało się, że albo na owej kartce nie ma danej miejscowości czy nawet znaku mówiącego, że jesteśmy w danym miejscu, albo, co najlepsze, miasteczka i wioski wyrastały nam przed nosem. Dlatego często posiłkowaliśmy się GPS-em z telefonu, a w związku z tym często się zatrzymywaliśmy, aby sprawdzić drogę – czy na pewno dobrze jedziemy. Dodatkowo w GPS-ie wybieraliśmy jak najkrótsze drogi. To w głównej mierze przyczyniło się do tego, że jechaliśmy przez lasy, drogi piaszczyste, a także „moje ulubione” kocie łby.

Podczas jednej z takich przymusowych przerw na sprawdzenie drogi zatrzymał się obok nas ciągnik z szambiarką i rolnik nim kierujący wyraził swoje oburzenie (delikatnie mówiąc): dlaczego robimy mu zdjęcia, mamy je natychmiast usunąć! Pierwszy raz coś takiego zdarzyło mi się na wyprawie rowerowej, więc trochę się przestraszyłam. Bo może to drugie Wilkowyje i zaraz zlecą się sąsiedzi z widłami i innymi narzędziami? Zaskoczyło mnie to, ponieważ ludzie zazwyczaj są bardzo uprzejmi i pomocni. A tu taka sytuacja, w której Pan nawet nie wiedział, co takiego robimy, i od razu założył, że robimy mu zdjęcia. Ale po co akurat szambiarce?

Jak widzicie, na trasie zdarzają się różne sytuacje. Czasami są dziwne i niebezpieczne, a czasami przyjemne i bardzo pomocne.

Podczas jazdy na rowerze można również zobaczyć wiele ciekawych rzeczy. Jedną z takich przyjemnych dla oczu okoliczności zobaczyliśmy w Farynach, gdzie Pan na swojej stodole (czy oborniku) malował piękny obraz przedstawiający galopujące konie. Ten malunek wyglądał pięknie! I zdecydowanie „fotogeniczny” niestety po sytuacji z rolnikiem z szambiarki wolałam nie ryzykować i nie denerwować gospodarza. Bo kto wie, czy nie jechałabym dalej na kolorowym rowerze. ;p

Dojechaliśmy do Turośli, gdzie zjedliśmy obiad. Nie kupowaliśmy nic, ponieważ mieliśmy resztę sosu pomidorowego z kurczakiem, który został nam ze śniadania. Dlatego też od razu szukaliśmy miejsca, w którym mogliśmy zjeść posiłek i odpocząć, a nie sklepu czy restauracji. Rozłożyliśmy się więc w centrum wsi, gdzie znajduje się „rondo”, a w środku niego kilka ławek i kwiaty.

Pogoda się poprawiła, choć nadal delikatnie wiał wiatr, który sprawiał, że trudno było nam utrzymać płomień na kuchence. Otoczyliśmy ją więc sakwami, które pomogły ochronić płomień przez ugaszeniem, i udało nam się podgrzać makaron z sosem. Zjedliśmy go i wyruszyliśmy dalej.

Mieliśmy za sobą już sporo kilometrów, które dobrze czułam w nogach, w tyłku, a także w głowie.

Pedałowanie przychodzi z trudem i fakt, że do punktu końcowego dzisiejszej trasy został jeszcze spory kawałek, wcale niczego nie ułatwia. Ale tak naprawdę nie masz już wyjścia, bo przecież już nie zawrócisz, a przystanek wcześniej, niż zaplanowałaś, może sprawić, że nie zdążysz dojechać do wyznaczonego celu. Dlatego musisz wsiąść na rower i mijać kolejne znaki, drzewa i domy. Czasami tę monotonną jazdę przerwą ciekawe miejsce, widok, krótka rozmowa z kompanem czy akurat przejeżdżający obok Ciebie sznur samochodów weselnych. ;p

Udało nam się dojechać do Nowogrodu i wjechać na drogę 645 prosto do Łomży. Już zanim wjechaliśmy na tę drogę, wiedzieliśmy, że jest ona niebezpieczna, a samochody jeżdżą z nadmierną prędkością – chwilę więc przed nią staliśmy i obserwowaliśmy ją. Zdecydowanie nie lubię po takich drogach jechać rowerem. Moja zasada była prosta: jadę tak, aby jak najszybciej tę drogę przejechać, a w razie W zjechać całkiem na pobocze.

W połowie drogi Rafał musiał się jednak zatrzymać, ponieważ w jego rowerze zaczęło „latać” koło. W tym samym czasie zorientowałam się, że na mojej kierownicy nie ma licznika rowerowego. Chciałam sprawdzić, która jest godzina, ponieważ miałam wrażenie, że jest już późno. Odchyliłam mapnik, a tu niespodzianka – nie ma licznika. Prawdopodobnie mapnik w niefortunny sposób uciskał na licznik i go wypchnął z zapięcia. Dlatego mam nauczkę i już wiem, że nie sprawdza się u mnie licznik z systemem wsuwania, lecz tylko z systemem wkręcania do uchwytu.

Chwilę jeszcze szukałam. Wróciłam kilka metrów już pieszo, aby sprawdzić, czy na pewno licznika nie zgubiłam teraz, podczas zatrzymania się. Niestety nie.

Akurat obok nas przejeżdżał na rowerze Pan, który się nami zainteresował. Rozmawialiśmy chwilę o rowerach, Pan pytał, skąd i dokąd jedziemy, a my zainteresowaliśmy się, czy może wie, gdzie rozpoczyna się szlak GREEN VELO, którym zamierzamy jechać w Bieszczady. Zapytaliśmy również, gdzie możemy przenocować w Łomży, czy jest jakiś camping. Pan z entuzjazmem zaproponował nam, że zaprowadzi nas na sam camping – a tamtędy przechodzi szlak GREEN VELO, więc jutro od razu na niego wjedziemy. 

Dojechaliśmy wraz z Panem do campingu, który znajduje się nad samą rzeką. Podziękowaliśmy mu za pomoc i się pożegnaliśmy. Zaczęliśmy się rozglądać po miejscu, w którym spędzimy pierwszą noc na wyprawie rowerowej. Miejsce wyglądało przyjemnie i bezpiecznie, a poza tym akurat trwała impreza w stylu „dni Łomży”. Dzięki temu mieliśmy okazję posłuchać pięknie śpiewanych piosenek Stachury oraz zjeść pyszne ciasto jogurtowe.

Zdecydowanie chciałabym, aby każdy dzień wyprawy kończył nam się w taki miły sposób.

Udaliśmy się w kierunku campingu, na którym mieliśmy spać. Co lepsze, przywitała nas Pani z Niemiec, tłumacząc nam po angielsku, gdzie jest właściciel i gdzie możemy dokonać opłaty za nocleg. Dzięki temu zauważyłam, że w stresujących sytuacjach mój angielski nie jest aż taki kiepski. Od razu poszliśmy we wskazane miejsce, aby dokonać opłaty i dopytać o szczegóły.

Rozbiliśmy namiot i wypakowaliśmy z sakwy najpotrzebniejsze rzeczy. Najpierw ja się wykąpię, później Rafał, a po wszystkim razem pójdziemy zwiedzać miasto. W końcu cały stres i zmęczenie związane z całodniową jazdą na rowerze odeszły, a pozostały tylko radość i satysfakcja. Nawet Rafałowi wrócił humor i chęci do przeżycia ciekawej przygody – co ten Stachura z nim robi… ;p

Podczas wizyty w „łazience” (kontener przerobiony na łazienkę) zamiast światła włączyłam alarm. Już się martwiłam, że ktoś przyjdzie sprawdzić, co się dzieje, więc moja kąpiel przebiegała w stresujących warunkach. Od razu uprzedziłam Rafała, aby nie wciskał tego włącznika, bo to alarm.

Odświeżeni i pełni energii wyszliśmy zwiedzać Łomżę, która wydała nam się przyjemnym miastem. Niestety nie mogliśmy wiele zobaczyć, ponieważ było już późno i ciemno, a poza tym czeka nas jutro kolejny pedałujący dzień…


Przeczytaj także:

Wyprawa rowerowa cz. 1 – GREEN VELO

Zrób to, bo naprawdę warto!

Nocleg podczas wyprawy rowerowej

Czy podróże uczą?

Teraz żyję z wielką kolarską pasją – Zuzia Wilk

Opublikowano 18 komentarzy

Teraz żyję z wielką kolarską pasją – Zuzia Wilk

Zuzia Wilk

Pasja do roweru zaczepiła ją kilka lat temu, a teraz to ona nie wypuszcza jej z rąk! Pragnie przekazywać ludziom uśmiech z rowerowo sportowej części świata. I muszę powiedzieć, że świetnie jej się to udaje! Na co dzień, prowadzi Instargama, na którym zaraża ludzi cyklozą i uśmiechem…

Dzisiaj porozmawiam z Zuzią Wilk o jej rowerowej pasji, a także planach. Z pewnością podpowie Wam, jak godzić wyjścia na rower z innymi obowiązkami. Wytłumaczy, czy jazda na rowerze to „męski sport”. Dowiecie się również, jak radzi sobie z „samotnością” na rowerze, a także odpowie na inne, ciekawe pytania. Zapraszam do poznania Zuzi!

Kim jest Zuzia Wilk? Jakie ma plany?

Jestem osiemnastolatką trochę inną niż wszystkie. Od małego wolałam sport i samochody niż lalki. Teraz żyję z wielką kolarską pasją. Mam duże ambicje, ale nie lubię czegoś robić za wszelką cenę. Codzienny cel? Zarażać ludzi cyklozą i być szczęśliwą.. Plany na przyszłość nie są zbyt wygórowane… Mam jedno dosyć niecodzienne marzenie: nie chciałabym pracować na etacie. Nie należę do ludzi którzy zawczasu planują zbyt dużo. W tym sezonie celuje w maratony MTB, zobaczymy co uda się ugrać;) Chcę zrobić też krok w przód i planuję spróbować się w wyścigu szosowym. Na początku szosa miała być tylko uzupełnieniem, ale kto wie może te wyścigi okażą się moją nową miłością?

Lubisz rywalizację?

To pytanie jest w sumie dosyć ciężkie. Moja odpowiedź to i tak i nie. Lubię jeździć na zawody. Kocham tę całą otoczkę. W jednym miejscu gromadzi się tyle ludzi zakochanych w tej samej pasji to cudowne. Z drugiej strony pod presją wyścigu przed startem mam zawsze problem ze stresem. Tego bardzo nie lubię, ale coraz lepiej też sobie z tym radzę. Na treningach jeżdżę dla siebie, nie lubię się wtedy spinać, a gdy na zawodach mam dobry dzień, to do każdej harcerki po kolei krzyczę żeby tylko dowiedzieć się czy daleko mam do jakiejś dziewczyny przede mną.

Co takiego daje Ci wyjście na rower, nie masz czasami go „po dziurki” w nosie?

Wiadomo, że czasem mi się nie chce. Jesteśmy przecież tylko ludźmi i nikt z nas nie jest alfą i omegą Ale zauważyłam, że im mniej się spinam tym bardziej mi się chce. Nie lubię trenować pod jakąś presją. Wielką miłością pałam za to do kolarstwa romantycznego. Delektowanie się zwykłą jazdą na rowerze i przysłowiowy wiatr we włosach, tego nie da się zastąpić niczym innym.

Na rowerze wszystkie nerwy odpływają, ból głowy znika a na buzi znów pojawia się uśmiech. To są właśnie objawy pasji:) a jak wiadomo ludzie z pasją żyją dłużej bo są po prostu szczęśliwsi:)


Tak naprawdę, to jazda na rowerze to sport indywidualny. Jak sobie radzisz „z samotnością”? O czym wtedy myślisz?

Można tak powiedzieć, że jest to sport indywidualny aczkolwiek ja nie zawsze tak to odbieram. Bardzo nie lubię trenować sama. Jest to dla mnie najgorsza zmora. Zawsze muszę się mieć do kogo odezwać, dlatego na treningi wybieram się z tatą, którym razem ze mną wkręcił się w kolarstwo. Wyścigi od znaku do znaku, czy od drzewa do drzewa. Śmiechy, ale też motywowanie się na stromych podjazdach.

Zresztą jazda z kimś ma też inne dno. Ja jestem osobą dosyć strachliwą i gdy sama robię trening najczęściej jest to szosa. Nie zapuszczam się do lasu.
A jak już przyjdzie mi samej wyjść na tę szosę to albo puszczam sobie muzykę, ale oczywiście tak żeby słyszeć samochody i otoczenie, nigdy głośność na full, albo rozmyślam o minionym lub kolejnym dniu:) jazda na rowerze to dobry czas na rozkminy Zdarzało mi się, że w głowie układałam sobie nawet opisy postów na Instagrama. Na treningi wybieram się z tatą i chłopakiem, który też jest rowerowo zakręcony.

Jazda na rowerze daje wiele korzyści. Sprawdź tutaj, o jakich mowa... Z pewnością nie przejedziesz obok nich obojętnie…

Jak godzisz wyjścia na rower z szkołą? Masz na to jakieś sprawdzone sposoby?

Największy problem jest zimą. Szybko robi się ciemno, a jeżdżenie z latarkami, to nie zawsze jest dobry pomysł. Wtedy stawiam na trenażer lub idę pobiegać. Uwielbiam kiedy szczęście się do mnie uśmiecha i są skrócone lekcje, wtedy jeszcze przy słoneczku można sobie pośmigać. Latem czy wiosną nie mam z tym problemu.

Nie należę do ludzi, którzy nie potrafią wyznaczyć sobie czasu na rzeczy, które sprawiają im przyjemność.

Wyznaję zasadę, że niedotleniony mózg gorzej pracuje. Dlatego koniec z końców, potrafię odpuścić naukę do sprawdzianu na rzecz kolarstwa.

Z doświadczenia oraz z obserwacji wiem, że dziewczyny w Twoim wieku mają problem z sprecyzowaniem tego, co chcą w życiu robić. U Ciebie jest inaczej?

Ja niestety jeszcze też mam problem ze sprecyzowaniem swojej przyszłości. Jestem w drugiej liceum a studia na które pójdę to dla mnie na razie wielka zagadka. Wiem, że musi być ciekawie i kreatywnie!

Poza tym jestem pewna, że będę chciała robić to, co będzie sprawiało mi przyjemność a nie tylko zapewniało korzyści majątkowe. Pewne jest to, że kolarstwo będzie ze mną na zawsze. A jak na razie cieszę się z tego co mam i żyje chwilą.

Dojeżdżasz rowerem do szkoły?

Nie dojeżdżam rowerem do szkoły, gdyż po prostu nie mam aż tak daleko. Lubię poranny spacer:) Dojeżdżanie rowerem wiąże się też z tym, że na czas lekcji trzeba zostawić go przed szkołą. Ja mega bym się bała o swoje maszynki Muszę je mieć zawsze na oku Nowy MTB na początku stał nawet w domu, a nie w garażu. Musiał nacieszyć mój wzrok.

Czy myślałaś o sakwach i podróżach rowerem?

Nigdy o tym nie myślałam. Może dlatego, że nie czuję się dobrze na długich dystansach. A takie wyprawy to przecież setki kilometrów tygodniowo, czasem nawet po 100 dziennie. Dodatkowo ciężar sakw. Ale w sumie też niezapomniana przygoda! Na tą chwilę raczej nie, ale kiedyś kto wie.

Co byś powiedziała dziewczyną na samym początku ich przygody z rowerem?

Przede wszystkim nie ma się czego bać i wstydzić! Tak jak cały sport tak i kolarstwo jest dla każdego Nie ważne czy chłopak czy dziewczyna, czy niska czy wysoka, czy jeździ rekreacyjnie czy się ściga. Ważne, że łączy nas pasja!

A masz dla nich jakąś najważniejszą radę?

W tym kontekście warto jeszcze powiedzieć o temacie kasków. Wydaję mi się, że właśnie dziewczyny mają często problem w związku z noszeniem ich.. Jak ja będę w tym wyglądała? Co o mnie pomyślą? Po co mi ten kask?
Dziewczyny, bezpieczeństwo jest najważniejsze, życie mamy tylko jedne;) nie ma co sobie go sobie skracać, lepiej mieć więcej dni na jazdę;)

Kolarstwo to taki „męski” sport. Doświadczasz tego?

Szczerze powiedziawszy to nie. Faceci mają inną naturę. Kilka razy zdarzyło mi się, że mieli problem żeby zjechać na bok gdy się ich mijało na zawodach, ale ja tak czy siak staram się to olewać.

Przez wiele lat trenowania i grania w piłkę nożną z chłopakami przyzwyczaiłam się, że ich zachowania są czasem nie na miejscu więc teraz aż tak to mnie nie rusza. Oczywiście zdarzają się też bardzo mili panowie! Byłam kilka razy w takich sytuacjach że mężczyźni nawet sami oferowali koło, zdarzało się pomaganie na trasie czy fajne rozmowy:)

Czego mogę Ci życzyć?

Hmmm.. Pewnie jeszcze więcej uśmiechu, siły i ambicji;) to wszystko związane jest z tym czego potrzebuję żeby poprzez social media przekazywać ludziom naszą piękną pasję! Możesz życzyć tego żeby udało mi się zarazić cyklozą coraz więcej nowych osób, a w szczególności babeczek! Im nas więcej w kolarskim świecie tym lepiej!

Dziękuję za rozmowę.

Opublikowano 7 komentarzy

Zrób to, bo naprawdę warto!

warto jeździć na rowerze

Wszedł do mieszkania z ewidentnym nadmiarem endorfin. Od razu można było to zauważyć, ponieważ gadał jak najęty i niczym nie byłam w stanie tego przerwać. Nawet fakt, że swoim zachowaniem mógł obudzić Pchełę, która dopiero co zasnęła, nie zdołał go uspokoić. Łaził po pokoju, mając w sobie całe stado hormonów szczęścia, i opowiadał, jak było na przejażdżce rowerowej. Między zdaniami opisującymi jego rewelacyjny nastrój usłyszałam: „jazda na rowerze leczy mnie z depresji”.

Gdy widzę go, jak wraca do domu po przejażdżce rowerowej, wiem, że ten rower na pewno mu w dużej mierze pomaga. Ty jednak pamiętaj – jeżeli czujesz, że możesz mieć problem z depresją, to w pierwszej kolejności zgłoś się do lekarza! Aktywność fizyczna może Ci pomóc, ale nie jest lekarstwem na tę chorobę.

Musisz wiedzieć coś jeszcze! Jazda na rowerze poprawia Twoje zdrowie psychiczne, ale nie tylko to! Istnieje całe mnóstwo powodów, dla których powinnaś już dziś zacząć jeździć na rowerze. W dzisiejszym wpisie przedstawię Ci pięć konkretnych argumentów, które przemawiają za tym, że warto podjąć tę aktywność. Więc lepiej się z nimi zapoznaj i myśl już, gdzie udasz się na przejażdżkę. 😛

A może szlak GREEN VELO? W tym wpisie opisałam naszą przygodę rowerową w Bieszczady. Zainspiruj się!

Zdrowie

Wybierając pomiędzy wyjściem na rower a obejrzeniem serialu, zdecydowanie wybierz to pierwsze! Systematyczna jazda na rowerze poprawia Twój metabolizm, ale również Twoje samopoczucie. Musisz wiedzieć, że jeszcze przez kilka godzin po aktywności fizycznej Twój metabolizm działa na wysokich obrotach.

Jazda na rowerze to przede wszystkim ćwiczenie aerobowe, które doskonale dotlenia organizm, a dzięki temu poprawia krążenie i pracę serca.

Bez wątpienia wyrobisz sobie lepszą kondycję, więc wchodzenie po schodach nie będzie już takie straszne. A dodatkowo wzmocnisz mięśnie pleców, które odpowiadają za Twoją postawę.

Wiesz na pewno, że lepiej zapobiegać niż leczyć. Jeśli więc nie chcesz wydawać pieniędzy na lekarzy – bo na NFZ nie ma szans – to idź na rower! Bez wątpienia w pewnym stopniu pomoże Ci to zapobiec rozwojowi chorób cywilizacyjnych, takich jak cukrzyca czy nadciśnienie! Przy okazji zaoszczędzisz też na lekarzach.

 Masz więcej pieniędzy w portfelu

Zakup roweru to jedna z najlepszych inwestycji, jakie mogłam w życiu zrealizować. Nie dość, że dzięki niemu znalazłam pasję i możliwość czerpania przyjemności, to w dodatku z mojego portfela nie ucieka aż tyle kasy.

Oszczędność pieniędzy to przede wszystkim jeden z powodów, dla których zainwestowałam w zakup mojego jednośladu. Wiecie, że gdy przesiadłam się z komunikacji miejskiej na rower – oczywiście tylko w miesiącach letnich – to w czasie trwania moich studiów licencjackich zaoszczędziłam na biletach 1000 zł?!

Po trzech latach studiowania miałam więc i obroniony licencjat, i dobrą inwestycję rowerową! :p

Poza tym dzięki temu, że wraz z Rafałem na co dzień jeździmy rowerami do pracy i nie tylko – chwilowo niestety w tym nie uczestniczę, ale zaraz wracam – oszczędzamy konkretne pieniądze. Sama zobacz!

Dojeżdżając do pracy 6 kilometrów w jedną stronę samochodem, w mieście, w ciągu miesiąca na paliwo wydawaliśmy kwoty rzędu 150–200 zł. A to tylko paliwo! Nie zapomnij o kosztach eksploatacyjnych samochodu, np. o wymianie oleju, myjni itp., które są zdecydowanie wyższe niż w przypadku roweru.

Dzięki jeździe na rowerze do pracy i w inne miejsca, jak widzisz, da się zaoszczędzić sporo gotówki.

A nadwyżkę pieniędzy z pewnością możesz przeznaczyć na inne przyjemności – nawet na nowy rower!

Jeszcze jedno! Rower generuje oszczędności nie tylko w postaci banknotów zatrzymanych w portfelu, ale także w ilości dodatkowego czasu.

warto jeździć na rowerze

Czas masz w kieszeni

Jeżdżąc na rowerze, jesteś w stanie „wyprzedzić” komunikację miejską – na przystanku nie czekasz na autobus, któremu zdarza się spóźnić albo podjechać z taką liczbą pasażerów, że nie masz możliwości do niego wsiąść.

Pamiętam dobrze, jak jeszcze na studiach – zanim kupiłam rower – denerwował mnie fakt czekania na komunikację miejską. Po wyjściu z zajęć docierałam na przystanek i najczęściej okazywało się, że na autobus muszę czekać dodatkowo około 15 minut. Przy dobrych wiatrach można było do niego wejść, ponieważ nie został jeszcze zapełniony przez pasażerów.

W ciągu tych piętnastu minut potrafiłam już, dzięki rowerowi, pojawić się w mieszkaniu – bo tyle zajmowała mi droga z uczelni na stancję.

Dlatego jeśli zdarzyło się na studiach, że zajęcia zostały odwołane lub przełożone, to nie zastanawiałam się długo, tylko jechałam do mieszkania zjeść obiad albo się pouczyć.

To tylko komunikacja miejska, a są przecież jeszcze korki w godzinach szczytu, które dzięki jeździe na rowerze możesz swobodnie ominąć. Oszczędzasz przy tym przede wszystkim swoje nerwy, a także konieczność obserwowania przed Twoją maską samochodów, które, jak Ci się wydaje, stoją w miejscu. Poza tym nie zatrzymujesz się co chwilę na czerwonym świetle.

Taka jazda rowerem – ze stancji na uczelnię, z uczelni na stancję, a w weekend nad jezioro lub gdzieś indziej – sprawiła, że poznałam Olsztyn.

Doskonale poznasz otoczenie

Jeżdżąc samochodem lub nawet biegając, nie zobaczysz tylu rzeczy w okolicy, co jeżdżąc na rowerze. Z pewnością obraz, jaki dostrzeżesz zza szyby samochodu, będzie zmieniał się zbyt szybko. Natomiast biegając, nie dotrzesz tak daleko, jak z pewnością zrobisz to za pomocą roweru – ale nie zniechęcam Cię do biegania, bo to bez wątpienia świetna, a zarazem najtańsza aktywność fizyczna.

Każde wyjście na rower daje możliwość wybrania innej trasy do zwiedzenia.

warto jeździć na rowerze

Dzięki temu możemy zobaczyć wiele ciekawych i zróżnicowanych miejsc. Dodatkowo na spokojnie, bez pośpiechu i dokładnie sprawdzimy dany obszar – wiem coś o tym!

Gdy przyjechałam do Olsztyna na studia, to nawet nie wiedziałam, gdzie mam zajęcia. Nie mówiąc już o fajnych miejscach, w których można by było spędzić miło czas po zajęciach oraz w weekendy.

A teraz? Śmiało mogę powiedzieć, że znam Olsztyn. A poznałam go przede wszystkim dzięki jeździe na rowerze, bo jeździłam dosłownie wszędzie. Na uczelnię, do koleżanek, do biblioteki, do sklepów, na Stare Miasto, nad jeziora, do lasu…

Często w weekendy Rafał zabierał mnie na przejażdżki rowerowe tam, gdzie uwielbiał się udawać, a także w takie miejsca, które dały mi poznać to miasto. A te przejażdżki dodatkowo pozwalały na pozbycie się „skórki pomarańczowej” z nóg!

Ekstra sylwetkę masz gwarantowaną

Systematyczna jazda na rowerze pomaga zgubić niechciane kilogramy oraz ułatwia pozbycie się cellulitu – więc jeśli zmagasz się z którymś z „upiorów”, to wybierz rower. W przyjemny sposób możesz spalić około 500 kalorii!

Dzięki regularnemu pedałowaniu nie tylko spalisz niechciany tłuszcz, ale również poprawisz wygląd swoich nóg. Możesz być pewna, że przejechane kilometry je wysmuklą, a dodatkowo dobrze wyrzeźbią mięśnie pośladkowe.

Pamiętaj również, aby zadbać o swoją dietę, ponieważ bez dobrze zbilansowanego jadłospisu nie osiągniesz efektów tak szybko, jakbyś tego chciała. Jazda na rowerze z pewnością pomaga w odchudzaniu i dbaniu o sylwetkę. Niestety przede wszystkim musisz uważać na efekt „wilczego głodu” po takiej przejażdżce. Prowadzi on do nadmiernego objadania się, a w efekcie – do marnych efektów.

Jeżdżąc na rowerze, robisz wiele dobrego nie tylko dla swojej figury. Dla środowiska również!

Zadbaj o środowisko

Rower to przede wszystkim jednoślad, który nie wydala z siebie żadnych spalin i dodatkowo nie powoduje hałasu. W związku z tym podczas jazdy do środowiska nie przedostają się dodatkowe ilości zanieczyszczeń w postaci dwutlenku węgla.

Warto to zrobić! – prawda?

Przedstawiłam Ci konkretne powody, dla których warto jeździć na rowerze i dzięki którym nie będziesz już miała wymówki, aby na niego nie wsiadać. Co więcej, jeśli nie masz co robić i krzątasz się bezczynnie po domu, to znalazłam dla Ciebie świetną aktywność. A więc, zabierz ze sobą koleżankę i spędźcie miło czas!

Podróże rowerowe to świetna zabawa i przede wszystkim niezapomniana przygoda! Ale to nie tylko, to również świetna nauka! Sprawdź, czego mogą nauczyć Cię podróże.

Nie możesz przecież zaprzeczyć, że każda aktywność fizyczna jest dobra! Musisz jednak pamiętać o swoich możliwościach, ponieważ fajnie jest pojechać gdzieś daleko, ale zdecydowanie gorzej wrócić… 😉

Nadal masz jakieś wymówki? Wsiadaj na rower i zacznij na nim jeździć!

Opublikowano 12 komentarzy

Wyprawa rowerowa cz. 1 – GREEN VELO

To już jutro! Zabierzemy kilka swoich rzeczy i ruszymy w nieznane. A przecież jeszcze nie tak dawno zastanawialiśmy się z Rafałem, w którym kierunku przyjdzie nam pedałować na rowerach… Wybieraliśmy między górami a morzem. Marzyły nam się Bieszczady – bo nigdy tam nie byłam – ale również wybrzeże Bałtyku. Jednak atrakcyjność miejsca i jego „nieznane” sprawiły, że wybór był łatwy – bez spierania się i skomplikowanych rozmów postawiliśmy na tę pierwszą trasę. Stwierdziliśmy, że dodatkowo wykorzystamy do tego wschodni szlak rowerowy – GREEN VELO.

Najważniejsze zostało już zrobione

W myślach już pedałujemy w stronę Bieszczad szlakiem rowerowym GREEN VELO. Teraz jednak należy zająć się wstępnym planowaniem. Dlaczego wstępnym? Bo tak naprawdę wyprawy rowerowej nigdy nie zaplanujesz od A do Z. Nie wiesz, co przytrafi Ci się na drodze – czy na przykład nie będziesz musiała noclegu zrobić wcześniej, niż zamierzałaś, bo przyjdzie zmęczenie lub noc.

Dlatego właśnie na początku organizowania wyprawy rowerowej postanowiliśmy zrobić orientacyjny plan, aby sprawdzić, czy w ogóle damy radę przejechać trasę z Olsztyna do Kielc lub Krakowa w ciągu 16 dni. Dlaczego akurat tam? Ponieważ to stamtąd będzie nam łatwiej szukać pociągu z powrotem do Olsztyna.

Bilety na pociąg zdecydowałam się kupić wcześniej, bo nie chciałam, aby spotkało nas to samo, co na stacji w Iławie…

O nie, na to nie możemy sobie pozwolić, ponieważ i ja, i Rafał zaraz po urlopie wracamy do pracy, a poza tym ta niewiadoma: „czy pociąg mnie zabierze?” jest bardzo stresująca.

Wybraliśmy Kraków, mimo że nie wiedzieliśmy, czy dojedziemy tam naszymi rowerami. Jest to jednak przecież jedna z większych stacji kolejowych w południowej Polsce, a do tego ma zdecydowanie więcej połączeń z innymi miastami niż Kielce – na pewno będzie nam łatwiej coś wybrać, nawet z przesiadkami, aby wrócić spokojnie z powrotem do Olsztyna.

Historia ze stacji w Iławie

Opowiem Ci, co takiego przytrafiło nam się na stacji w Iławie podczas jednej z podróży pociągowo-rowerowej. Ta sytuacja sprawiła, że już nie kupuję biletów na rower na ostatnią chwilę.

Planowaliśmy wyjechać pociągiem do Zakopanego i oczywiście zabrać ze sobą rowery. Rafał jeszcze nigdy nie był w Tatrach, więc pomyślałam, że to super pomysł. Przy okazji będziemy mogli sprawdzić swoje możliwości w górach. Kilka dni przed wyjazdem – prawdopodobnie cztery – pojechałam na dworzec, aby kupić bilety – dla nas i na rowery.

Jakie było moje zdziwienie, gdy Pani w okienku powiedziała mi, że może nam sprzedać tylko bilety dla nas, bo miejsc na rowery już nie ma. Pomyślałam: „Ale jak to? Przecież hotel został już opłacony. Umówiliśmy się z właścicielami, że będziemy na śniadaniu wcześniej…”. Po chwili namysłu stwierdziłam jednak, że możemy zaryzykować – dwa rowery jakoś do wagonu się upcha. Pewnie nie będzie problemu, a same bilety na rowery bez problemu kupimy u konduktora.

Wyjeżdżamy do Zakopanego bez biletów na rowery

W dniu wyjazdu wyruszyliśmy z domu z bagażami, biletami z Olsztyna do Iławy – z rowerami oraz biletami z Iławy do Zakopanego – już bez rowerów.

W Olsztynie wsiedliśmy w pociąg i ruszyliśmy w naszą wyprawę. Wysiedliśmy na stacji w Iławie i cierpliwie czekaliśmy na nasz środek transportu. Postanowiłam pójść jeszcze do kasy w Iławie, aby zapytać, czy może jednak są te bilety na rowery, bo ja z chęcią kupię… Kasjerka niestety powiedziała, że nie, lecz jeśli konduktor się zgodzi, to rowery nam zabiorą. A jeśli nie – to nie.

W tamtym momencie mina mi zrzedła. Zdecydowanie nie było tak fajnie, jak zakładałam…

Wróciłam do Rafała i powiedziałam mu, jaka jest sytuacja. W tym samym czasie zauważyliśmy, że akurat na tej stacji odbędzie się zmiana załogi. Poprosiłam Rafała, aby podszedł do nich i zapytał, czy zabiorą nam rowery, ponieważ nie mamy biletów. Konduktor powiedział, że jeśli jednoślady nie zmieszczą się do wagonu czternastego, to on ich nie zabiera.

Wtedy już byłam naprawdę przerażona. „No bo – jak to? Co my zrobimy w nocy w Iławie z bagażami i rowerami? Co z naszymi biletami? Przecież przepadną! Gdzie znajdziemy w nocy nocleg w Iławie?”

Podjechał nasz pociąg i wiecie co? Ludzie, którzy wychylili się przez okno, powiedzieli, że nie ma szans na zmieszczenie rowerów. W pomieszczeniu przeznaczonym dla trzech pojazdów było ich aż… 12.

Rozpłakałam się i zaczęłam pojękiwać, że jeśli nie zmieścimy naszych rowerów, to nas nie zabiorą…

W końcu jeden z facetów z pociągu popatrzył na nas i powiedział: „Szybko, dajcie te rowery”. Wepchaliśmy – dosłownie – nasze rowery pomiędzy wyjście z wagonu a toaletę. Rafał szybko odkręcił od nich koła, aby zajmowały mniej miejsca, i umieściliśmy je w pomieszczeniu na rowery, a same pojazdy zostały w przedsionku.

W pociągu było tyle osób, że nie mogliśmy nawet spokojnie oddychać. Do samej Warszawy Rafał stał i ciągle odsuwał nasze rowery albo od drzwi do toalety, albo od drzwi wejściowych do innego wagonu. A tak przy okazji –  nie obyło się bez strat. Drzwi uszkodziły nam przerzutkę (ścisnęły i połamały)…

Od Warszawy było już luźniej i w przedziałach dla ludzi, i w pomieszczeniu rowerowym. Na szczęście nie musiałam już siedzieć na sakwie przy toalecie. 🙂

Wyprawy rowerowe to nie tylko świetna zabawa, to również dobra nauka. Zobacz o tym wpis!

Przygotowywania do wyprawy rowerowej – GREEN VELO

Przez kilka dni dzielących nas od wyprawy w Bieszczady ogarnialiśmy po pracy wszystkie niezbędne rzeczy, które musieliśmy ze sobą zabrać. Patrzyliśmy na listę i odhaczaliśmy, czego nam jeszcze brakuje. Rzeczy, które mieliśmy, odkładaliśmy na przygotowane na środku pokoju „kupki”, a te, których brakowało, dokupowaliśmy. Przez cały tydzień ubrania, nasza tymczasowa kuchnia, apteczka i inne rzeczy do zabrania leżały na środku pokoju i czekały na piątek – kiedy to mieliśmy umieścić je w sakwach.

Zabrać mapę!

W piątek Rafał przyniósł z piwnicy mapnik, a w nim… uwaga, uwaga… samochodowa mapa Polski! Co najlepsze – to na jej podstawie mieliśmy kierować się w stronę Bieszczad. Ależ się na początku uśmiałam, no bo jak możemy z taką mapą jechać rowerem na drugi koniec Polski? Przecież rowerem nie będziemy jechać po głównych drogach!

Zawsze omijamy drogi często uczęszczane przez samochody.

No okej, okazało się, że mapy nie mamy, a nie wiedzieliśmy, czy następnego dnia gdzieś jakąś kupimy. Wpadłam więc na świetny pomysł (tak wtedy myślałam) – aby na kartce wypisać wszystkie miejscowości znajdujące się na trasie od Olsztyna do Łomży, przez które będziemy przejeżdżać. I tak na małej karteczce wszystkie się kolejno pojawiły.

Wiedziałam, że jak wjedziemy w Łomży na szlak GREEN VELO, to nie będzie już problemu, ponieważ szlak do Przemyśla jest oznakowany. Doszłam więc do wniosku, że trasę wyprawy rowerowej mamy „jakoś” ogarniętą.

Rzeczy na wyjazd rowerowy

Nadszedł czas na pakowanie wcześniej przygotowanych ciuchów, które od tygodnia leżały na środku pokoju. Wiedziałam, że mam skłonność do pakowania zbyt wielu rzeczy, i w związku z tym będę je niepotrzebnie wiozła.

Przyjęłam więc jedną ważną zasadę: tylko bieliznę biorę na wszystkie dni wyprawy, a resztę rzeczy – po jednej sztuce. Jeśli podczas pakowania coś mi się nie zmieści, to po prostu to odrzucam, nie zabieram.

Jesteśmy spakowani. Najważniejsze mamy już ze sobą i przy sobie – pieniądze, telefony i dokumenty.

Przygotować mieszkanie!

Najważniejsze było przede wszystkim przygotowanie mieszkania na naszą nieobecność. Należało dopilnować, aby wszystko było pozakręcane oraz wyłączone. Tak więc zrobiliśmy. Dodatkowo jeden komplet kluczy oddaliśmy Oli, która „jakby coś” zawsze mogła zajrzeć. Pani spod czwórki również została poinformowana! :p

Wyczyścić lodówkę!

Przez cały tydzień przed wyprawą rowerową opróżnialiśmy lodówkę, aby z żywności nic nam nie zostało i się nie zepsuło. Przede wszystkim staraliśmy się, aby nic nie zostało wyrzucone – nie lubię tego robić. Część rzeczy z pewnością przy okazji damy Oli, której powierzamy klucze do mieszkania.

Kanapki na wyprawę – zrobione! Są jeszcze naleśniki z truskawkami, które zostały po kolacji, więc je na pewno zabierzemy. Podobnie jak wszystkie rzeczy, które zostaną po śniadaniu.

Wyspać się!

Zakończyliśmy przygotowania do wyprawy. Mam nadzieję, że pomyśleliśmy o wszystkich potrzebnych rzeczach. Przed nami jeszcze noc przed wyprawą, ale jestem pewna, że tej nocy nie będę spała.

Kilka propozycji na nocleg podczas wyprawy rowerowej znajdziesz w tym wpisie.

Tak już mam przed każdą przygodą tego rodzaju. Zwykle nocami za dużo o niej myślę, bo to jednak dla mnie duży stres. Ta świadomość, że musisz o siebie zadbać, że nie masz pojęcia, gdzie będziesz przez kilka najbliższych nocy spała, kogo spotkasz, co będziesz jadła, jakie niespodzianki Cię spotkają. Kurczę, to naprawdę już jutro…

Zapisałaś się do ROWEROWEGO newslettera? Jeśli nie, to koniecznie to zrób! Bo dostaniesz powiadomienie o kolejnym wpisie z wyprawy rowerowej.

Opublikowano 2 komentarze

Jakiego prezentu nie kupować rowerzyście? Takiego!

jaki prezent dla rowerzysty
Szukasz prezentu dla rowerzysty? Zastanawiasz się jakiego prezentu nie kupować rowerzyście, aby nie kurzył się na półce? Masz kilka pomysłów, ale nie wiesz, który będzie najlepszy? Wszystko znajdziesz w poniższym wpisie.  
 
Małymi krokami zbliżamy się do jednych z najpiękniejszych dni w roku. Dni, w których świąteczne piosenki przejmują dowodzenie w naszym domu, piękna choinka ugina się pod ciężarem bombek, a zapach obieranych pomarańczy, zwołuje wszystkich domowników. 
 
Najważniejsze jednak przed nami! Siadamy z rodziną i swoimi bliskimi do wigilijnego stołu, przy którym, zaraz po kolacji, obdarowujemy naszych najbliższych upominkami.
 
 
Pierwsza wyprawa rowerowa? Przeczytaj, a na pewno nie będzie Ci straszna!
 

Jak wybrać prezent dla rowerzysty?

 
Ale przed tymi wszystkimi miłymi chwilami, są jeszcze takie, w których nerwowo zaczynamy szukać pomysłu na prezenty dla swoich bliskich. Zastanawiamy się, co sprawi naszym najbliższym najwięcej radości. Z jakiego prezentu rozdziawią szeroko usta lub wygną je w szerokiego, szczerego banana.
 
Myślimy, co takiego chcieliby dostać, o czym od dawna marzą i  z czego byliby najbardziej ucieszeni. I nie ma co ukrywać i się oszukiwać. Każdy lubi dostawać trafione prezenty. Takie, o których marzy, i które mogą się przydać. Nie lubimy otrzymywać prezentów, które nam się nie podobają lub nie przydadzą. Wiesz, o których prezentach mówię? Tak, o tych, które zaraz po świętach lądują gdzieś w kącie lub w najdalszej części szafy. Gdzie masz je schowane?
 
Myślę, że nie muszę Cię przekonywać, że najlepszy prezent to taki, który zaskoczy, sprawi przyjemność czy nawet wzruszy. 
 
Dlatego dziś, podpowiem Ci, czego nie kupować osobie, która interesuje się rowerem i z starannością o niego dba. Dzięki temu, zaoszczędzisz pieniądze i nie sprawisz, że osoba, której kupiłaś prezent, po świętach nie ma co z nim zrobić.
 
Jeśli w swoim otoczeniu masz taką osobę – zakochaną w rowerze – to na pewno wiesz, że nie zadowoli ją prezent w postaci źle dobranych rękawiczek rowerowych czy oświetlenia z odległych krajów – takim prezentem ucieszy się dziecko, które dopiero zaczyna swoją przygodę z rowerem, ale niestety nie dorosły, rowerowy maniak.
 
Często ludzie zapominają, że mają cały rok, aby przygotować się do zakupu prezentu dla rowerzysty. Rok, to naprawdę dużo czasu, aby danego rowerzystę poobserwować i wyłapać to, co chciałaby dostać lub zmienić w swoim rowerze. Niestety często jest tak, że prezent wybierany jest na ostatnią chwilę – dosłownie kilka dni przed świętami.
 
jaki prezent dla rowerzysty
 

Jakiego prezentu rowerzyście nie kupować?

 

KASK ROWEROWY

 

To element garderoby rowerowej, który wymaga dużej staranności przy jego doborze. Przede wszystkim musi być indywidualnie dopasowany do głowy rowerzysty. Kupiony kask rowerowy w ciemno (nawet, gdy znamy wymiary głowy) może nie dawać komfortu w jego noszeniu. Niektóre kaski rowerowe będą uwierać lub będą za ciężkie, co przy dłuższej jeździe jest uciążliwe i nieprzyjemne. 
 
Inny kształt kasku rowerowego będzie pasował dla osoby, która ma długie włosy i spina je w „koński ogon”, a inny dla osoby, która ma krótkie włosy, tak jak ja. 
 
Kolejnym czynnikiem, który świadczy o indywidualności produktu jest kolor. Musimy pamiętać, że nie zawsze mamy taki sam gust, co osoba przez nas obdarowywana. Jeśli Tobie ten kask się podoba, to wcale nie znaczy, że jej również.
 
Ale i nie tylko dopasowanie i kolor kasku rowerowego jest ważny. Pod uwagę należy wziąć odpowiedni rodzaj kasku, ponieważ do roweru miejskiego nie założymy kasku szosowego czy innego, niepasującego do rodzaju roweru.
 
 
Warto podróżować rowerem! To nie tylko fajna przygoda, ale również… Przeczytaj!   
 
 

SIODEŁKO ROWEROWE

 

To część w rowerze, która tak samo, jak kask rowerowy musi być dopasowana do naszych potrzeb. Wybór uwarunkowany jest od budowy ciała, płci, wagi, rodzaju roweru, a także pozycji jaką przybieramy na rowerze. Dlatego zakup siodełka rowerowego, to indywidualna sprawa rowerzysty.
 
Siodełko rowerowe, które dla Ciebie jest idealne, wcale nie oznacza, że dla osoby, której chcesz kupić, też będzie.
 
Więc, jeśli nie chcesz skazać rowerzysty na otarcia i ból, to siodełka rowerowego nie kupuj!
 
 

ODZIEŻ ROWEROWA

 

Tutaj sprawa wygląda tak samo, jak przy zakupie kasku rowerowego i siodełka rowerowego. Jeśli kupujesz sama, to znaczy bez osoby, którą chcesz obdarować – to nie kupuj! Szkoda pieniędzy.
 
A Ty, czy wszystkie ubrania w szafie masz w jednym rozmiarze? No właśnie! Więc, tak samo wygląda sprawa z odzieżą rowerową. Nie zawsze osoba, która nosi ubranie w rozmiarze M, musi akurat kupić rękawiczki rowerowe w rozmiarze M. Może się okazać, że lepsze i wygodniejsze będą w rozmiarze S lub L.
 
Niestety w odzieży rowerowej jest jeden minus. Ona musi „być szyta na miarę”. Nie możemy pozwolić sobie, np. na rękawiczki rowerowe w większym lub mniejszym rozmiarze – tak, jak z ubraniami codziennymi.
 
Odzież rowerowa przede wszystkim nie powinna hamować ruchów, uwierać, powodować otarć oraz bólu. Zatem powinna być przewiewna, idealnie dopasowana, przyjemna w noszeniu.
 
Przy zakupie odzieży rowerowej (koszulki, spodenki, rękawiczki czy buty rowerowe) ważne jest, aby przymierzyć kilka modeli i je ze sobą porównywać. Oceniać, w których rzeczach czujemy się dobrze. Nie zalecam, aby do zakupu odzieży rowerowej podchodzić na zasadzie: „Podoba mi się. Biorę!”
 
Nie tylko rozmiar jest ważny. Kolor również! Trzeba mieć na uwadze gust rowerzysty. Nie każdemu może podobać się koszulka w jaskrawych kolorach czy z zabawnym rysunkiem.
 
 
Miej pasję i do niej dąż! Już dziś złap byka za rogi!
 
 
Jeśli chociaż trochę obserwujesz środowisko „rowerowe”, to na pewno zauważyłaś pewną rzecz. Rowerzyści przeważnie ubierają się pod kolor i rodzaj swojego roweru. Więc prezent w barwach nie pasujących do roweru, jest kiepski. 
 
 

LICZNIK ROWEROWY  

 

Przy tym elemencie rowerowego wyposażenia, możemy się zastanowić. Są dwie grupy rowerzystów. Pierwsza, to osoby początkujące, które dopiero zaczynają swoją przygodę z rowerem. Dużym prawdopodobieństwem jest, że takie osoby nie posiadają licznika rowerowego. Obdarowanie ich takim prezentem jest dobrym pomysłem – tylko proszę, nie licznikiem kupionym na bazarku u Pani Krysi za dychę!
 
Natomiast jeśli prezent jest dla drugiej grupy – zaawansowanej (od dłuższego czasu interesują się rowerem). To myślę, że słabym pomysłem jest kupienie licznika rowerowego z podstawowymi funkcjami. W takim wypadku, najlepiej podpytać takiego rowerzystę. Zadać mu kilka pytań. „Czy zadowolony jest z aktualnego licznika”, „jakich funkcji w aktualnym liczniku mu brakuje”, itp.
 
Musisz wiedzieć, że liczników rowerowych na rynku jest kilka rodzajów. Od podstawowych do bardziej skomplikowanych, rozbudowanych – komputerki czy nawigacje rowerowe.
 
Dlatego też, aby dobrze wybrać licznik rowerowy, należy zrobić wstępną ocenę potrzeb rowerzysty. Pomogą Ci w tym trzy poniższe pytania. Warto je zadać przed kupnem licznika rowerowego.

Czy dana osoba jeździ na rowerze przez cały rok czy tylko sezonowo?
 
Jeśli dana osoba jeździ na rowerze przez cały rok, to należy zwrócić uwagę na wytrzymałość licznika rowerowego na niskie temperatury.
 
Jaki styl jazdy preferuje dana osoba. Czy jest to jazda spokojna po ulicach miasta czy bardziej w terenie, gdzie jest dużo krzewów.
 
Oceń prawdopodobieństwo uszkodzenia przewodu (przerwania kabli) podczas jazdy na rowerze. Jeśli rowerzysta wybiera tereny leśne, to warto zastanowić się nad zakupem dla niego licznika bezprzewodowego.
 
Czy wybiera spokojne, rekreacyjne wycieczki rowerowe czy jednak woli rywalizację, np. podczas zawodów? 
 
Określ, jakie funkcje w liczniku rowerowym będą najbardziej przydatne dla rowerzysty.
 
 

DĘTKI ROWEROWE 

 

Zakup dętki rowerowej, to również nie jest dobry pomysł! Przy zakupie dętki rowerowej należy wziąć pod uwagę wiele czynników – rodzaj wentyla, rozmiar, waga czy nawet przeznaczenie. Jeśli znasz wszystkie te parametry, to śmiało możesz kupić dętkę, ale jeśli nie – to nie kupuj w ciemno!
 
 PS Bezdętkowe opony rowerowe również są! 
 
 

OSPRZĘT 

 

Jak ze wszystkimi elementami w rowerze i tutaj występuje wiele rodzajów. Jeśli nie znasz się na osprzęcie rowerowym i nie masz pojęcia, na jakim osprzęcie jeździ „twój” rowerzysta. Nie znasz jego potrzeb, to lepiej będzie, jak wybierzesz coś innego.

czego rowerzyście nie kupować

Z jakiego prezentu ucieszy się rowerzysta?

Najlepszą metodą na udany prezent dla rowerzysty jest przetrzeć oczy i zwrócić uwagę na obdarowywaną osobę. Posłuchać, co mówi –  a na pewno mówi dużo – o czym marzy, co chciałaby zmienić w swoim rowerze, na jakie rzeczy po prostu go nie stać.
 
Często w rozmowach z rowerzystą usłyszysz: „w tym roku chcę zmienić hamulce na te…”, „kurczę, chciałbym oświetlenie do roweru za 120 zł, ale niestety, nie mogę sobie pozwolić na taki wydatek  w tym roku”, „podoba mi się…” – znasz już odpowiedź! Widzisz jakie to proste.
 
Uważam, że świetnym prezentem dla rowerzysty są vouchery na zakupy rowerowe. Masz pewność, że z prezentem trafisz na 100% – rowerzysta zawsze ma coś do kupienia do swojego roweru. A może voucher na serwis?
 
Ciekawą i przydatną rzeczą dla rowerzysty mogą okazać się dobrej jakości narzędzia rowerowe, oświetlenie czy nawet bidon.
 
Pomysłowym prezentem dla rowerzysty są upominki poprawiające styl roweru. Ciekawe lusterko, dzwonek czy koszyk do roweru.
 
Masz pomysł na prezent dla swojego maniaka rowerowego? Jak myślisz, z czego będzie najbardziej zadowolony?

Opublikowano Dodaj komentarz

Nocleg podczas wyprawy rowerowej

gdzie spać podczas wyprawy rowerowej
 
 

Zastanawiasz się, gdzie zaplanować nocleg podczas wyprawy rowerowej? Nie wiesz, jakie miejsce będzie dla Ciebie najlepsze do przenocowania? Na co zwrócić uwagę przy wyborze takiego miejsca?

Na powyższe pytania znajdziesz odpowiedź w dzisiejszym wpisie, który dla Ciebie przygotowałam. Dlatego myślę, że dzięki niemu nie będziesz miała już problemu z wyborem takiego miejsca na nocleg podczas wyprawy rowerem.

Wyprawy rowerowe to niesamowita przygoda. W dodatku nie potrzebujesz wielu rzeczy. Jedynie co jest Ci potrzebne to…  Przeczytaj!

Nocleg podczas wyprawy rowerowej jest bardzo ważny. W związku z tym, warto pomyśleć o nim już na samym początku podróży. Zaoszczędzi nam to nerwów i niepotrzebnego stresu podczas wypraw, w pogoni za noclegiem. Uwierz, że po całodniowym pedałowaniu nie będzie ochoty na jego poszukiwanie.

Dlatego też, pamiętaj, że musisz nabrać sił na kolejny dzień niesamowitych przygód i przede wszystkim pedałowania.

Reasumując, przygotowałam dla Ciebie tekst, w którym znajdziesz odpowiedź, jakie miejsce noclegowe będzie dla Ciebie najlepsze podczas takiej wyprawy rowerowej.

Oprócz tego, dowiesz się w jakich miejscach możesz przenocować podczas wyprawy rowerowej mając namiot, a także jakie miejsce możesz wybrać, gdy go nie masz.

gdzie spać podczas wyprawy rowerowej?


Nocleg podczas wyprawy rowerowej z namiotem 

Przedstawię Ci kilka propozycji, gdzie planować nocleg kiedy zabierasz ze sobą swój „letni” dom? Już Ci mówię!

„na dziko”

Nie wszyscy wiedzą, że prawnie rozbijanie „na dziko” jest w wielu miejscach zabronione. Pamiętaj o tym, kiedy decydujesz się na rozbicie namiotu w miejscu do tego niewyznaczonym. Grozi nam za to mandat lub w najlepszym wypadku przegonienie przez właścicielka działki, na której się rozbiliśmy.

Rozbicie namiotu „na dziko” ma swoje plusy, jak i minusy. Jedną z wielu zalet jest to, że taki sposób noclegu w porównaniu do pola namiotowego jest darmowy. Nie ponosimy z tego tytułu żadnych opłat (za namiot, rower, ciepłą wodę i wiele innych).

Kolejnym plusem wyboru tego miejsca na nocleg podczas wyprawy rowerowej jest poczucie swobody, wolności – jeśli chcemy te kilka dni spędzić w samotności, pobyć sam ze sobą, to rozbicie się „na dziko” sprawdzi się do tego idealnie.

Niestety rozbicie namiotu w takim miejscu, nie tylko może skutkować wydaniem kilkudziesięciu złotych na mandat, ale także wiąże się z innymi nieudogodnieniami. Brak miejsca, w którym możemy się wykapać po całodziennej podróży – jeśli nie rozbijesz się w okolicy jeziora lub innego akwenu, to jest to duży minus takiego miejsca na nocleg. Uwierz, ale po całym dniu pedałowania, człowiek marzy o prysznicu – przynajmniej ja.

Brak możliwości naładowania baterii w telefonie i w innym sprzęcie, który ze sobą zabrałaś. Myślę, że nie muszę Cię przekonywać i tłumaczyć, że naładowany telefon w takiej podróży jest potrzebny, a nawet niezbędny. Ponieważ możesz sprawdzić dalszą trasę, zadzwonić po pomoc i inne.

W takich miejscach, trudno o dobre zabezpieczenie roweru i swoich rzeczy przed różnymi nieprzyjemnymi niespodziankami. Mogą one mieć wpływ na dalszy przebieg naszej wyprawy rowerowej.

Spanie „na dziko” podczas wyprawy rowerowej może być ciekawym doświadczeniem.

Podróże, to nie tylko cudowne chwile i wspomnienia. To także zdobyte doświadczenie. One uczą… Czego? Przeczytaj!

Na polu namiotowym/campingu 

Jeśli interesuje Cię tani i bezpieczny nocleg – to zdecydowanie polecam pole namiotowe lub camping. Za takie miejsce zapłacimy niewiele, a warunki są naprawdę dobre. Często z pomieszczeniem kuchennym, energią elektryczną i sanitariatem. Po całodniowej wycieczce rowerowej, bez problemu możemy zrobić sobie ciepłą herbatę, wykąpać się czy naładować telefon.

Ze względu na fakt, że na polu namiotowym lub campingu zazwyczaj ktoś pilnuje porządku – często jest to sam właściciel takiego miejsca lub po prostu osoba zatrudniona. Dlatego bez problemu dowiesz się wielu informacji o regionie, w którym się zatrzymałaś. Co warto zobaczyć w danym miejscu, a nawet gdzie można coś dobrego zjeść.

Oprócz tego, spotkasz innych podróżujących. Od których z pewnością uzyskasz wiele cennych wskazówek. Podzielą się z Tobą swoimi doświadczeniami zdobytymi w czasie podróży oraz cennymi wskazówkami, które mogą nam się przydać w dalszej podróży.

Nie masz namiotu, materaca oraz śpiwora? Spokojnie, przedstawię Ci teraz kilka propozycji noclegowych, w których namiot nie jest Ci potrzebny. Dlatego, jeśli nie masz tych rzeczy, to się nie martw, tylko działaj!

Nocleg podczas wyprawy rowerowej bez namiotu 

U kogoś

Na swojej trasie masz rodzinę lub znajomych, u których możesz przenocować, wykąpać się, zostawić rower i swoje rzeczy w bezpiecznym miejscu – to z pewnością odpadają Ci największe problemy związane z organizacją noclegu.

Nie ma co ukrywać, nocowanie u kogoś znajomego jest najlepszą opcją z możliwych. Nocleg u osoby, którą znamy jest przede wszystkim wygodny, bezpieczny i darmowy.

Jest to idealna okazja do spotkania się z rodziną lub przyjaciółmi, których dawno się nie odwiedzało. Można nadrobić stracony czas i wspólnie porozmawiać, pośmiać się lub powspominać.

Często takie spotkania kończą się rozmowami do późnych godzin. Więc bądź przygotowana na to, że tej nocy się nie wyśpisz.

W schronisku młodzieżowym 

Twój nocleg akurat przypada w większym mieście? Chcesz go zwiedzić lub po prostu czujesz, że nie dasz rady wyjechać rowerem na jego obrzeża. To nie zastanawiaj się długo, tylko szukaj noclegu w schronisku młodzieżowym!

Osobiście jestem zaskoczona warunkami panującymi w schroniskach młodzieżowych, mimo jego kilku wad.

Jak dla mnie, wadą takiego miejsca jest nocleg z kilkoma osobami w pokoju, których nie znamy (pokoje 6-osobowe). Dodatkowo – niestety – brakuje bezpiecznego miejsca, aby schronić swój rower.

Ale plusów takiego miejsca jest o wiele więcej. Jednym z nich jest to, że posiadają kuchnię, łazienkę – niestety, zazwyczaj wspólną na kilka pokoi lub jedno piętro). Dodatkowo nie musisz martwić się o to, że będziesz kąpać się w zimnej wodzie (jak to bywa na polach namiotowych), że nie będzie elektryczności.

Czasami schronisko młodzieżowe wyposażone jest w pralkę. Po kilku dniach podróży z pewnością znajdziesz w swoich rzeczach coś, co wymaga odświeżenia.

I przede wszystkim jest tanie. Ponieważ cena noclegu w schronisku młodzieżowym w roku 2017 wynosiła około 30 zł/osobę.

Przy wyborze schroniska młodzieżowego, jako potencjalnego noclegu podczas wyprawy rowerowej należy mieć na uwadze jedną rzecz. Istnieje prawdopodobieństwo wystąpienia festiwali, koncertów i innych masowych imprez, organizowanych w pobliżu miejsca, gdzie znajduje się schronisko młodzieżowe. Podobnie sprawa wygląda w okresie wakacyjnym. W związku z tym może być trudno z miejscem noclegowym.

Myślisz nad czymś, co mogłabyś kupić rowerzyście? Podpowiem Ci, czego najlepiej nie kupować rowerzyście...

Agroturystka 

O agroturystykach jest mi trudno pisać, ponieważ nie mam dużego doświadczenia, jak z innymi miejscami noclegowymi. Dlatego nie chcę wydawać opinii, kiedy tylko niewiele razy spędziłam noc w agroturystyce. Być może kiedyś będę miała możliwość spania w agroturystyce o wiele więcej, niż do tej pory. Dlatego mam nadzieję, że o agroturystyce jeszcze napiszę. A teraz liczę, że może Ty masz doświadczenie i ochotę podzielić się ze mną swoimi spostrzeżeniami. Chętnie się dowiem.

Hotel 

Ostatnim wymienionym przeze mnie miejscem na nocleg podczas wyprawy rowerowej jest hotel. Jest to miejsce komfortowe (z łazienką przynależącą do pokoju), przyjemne (nie musimy spać w namiocie na materacu), bezpieczne (nie dzielimy pokoju z obcymi ludźmi), ale za te wszystkie udogodnienia musimy zapłacić. Hotel jest drogim noclegiem – jest to jego jedna wada – w przeciwieństwie do pola namiotowego, czy schroniska młodzieżowego.

Dodatkową zaletą wybrania hotelu, jako miejsce noclegowe podczas wyprawy jest możliwość wykupienia posiłku. W rezultacie, nie musisz się zastanawiać, co kupić na śniadanie.

Hotel jest dobrym miejscem dla rowerzystów, ponieważ w takim miejscu szybciej znajdziesz pomieszczenie gospodarcze (garaż) do przechowania roweru.

gdzie nocować podczas wyprawy rowerowej

W związku z tym, że jest wiele fajnych propozycji noclegowych, jestem pewna, że każdy znajdzie coś odpowiedniego dla siebie.

Dla tych osób, które nie mają namiotu lub nie chcą zabierać ze sobą dodatkowego, kilkukilogramowego bagażu, myślę, że z wyborem takiego miejsca nie będzie problemu. Ponieważ jest dużo miejsc, w których można spędzić bezpieczną i komfortową noc.

Być może należysz do osób, które chcą spędzić kilka nocy pod gwieździstym niebem i poczuć dreszczyk emocji, bliskość natury – dlatego myślę, że pole namiotowe i camping na takie noce, będzie zdecydowanie dobrym wyborem.

Ahoj przygodo! 

A Ty, w jakich miejscach preferujesz nocleg na kilka wakacyjnych dni?  Na świeżym powietrzu, czy jednak pod dachem?  

Opublikowano 1 komentarz

Czy podróże uczą?

czy podróże uczą

Podróże rowerem to nie tylko świetna zabawa i przygoda, to również dobra nauka. W dzisiejszym wpisie dowiesz się, czy podróże uczą. Poznasz w nim 5 głównych korzyści, których nauczyłam się dzięki podróżowaniu rowerem. Mam nadzieję, że te 5 nauk okaże się być dobrą motywacją do rozpoczęcia swojej przygody z rowerem. Zapraszam.

Czy jeśli kiedyś, ktoś powiedziałby mi, że będę podróżować rowerem i czerpać z tego ogromną satysfakcję i radość – uwierzyłabym? Nie! Na pewno, gdzieś z tyłu głowy chciałam robić „coś” co dałoby mi z życia zadowolenie – ale wyjeżdżać rowerem?

Prawdopodobnie, nigdy sama nie zrobiłabym pierwszego kroku. Nie miałabym na tyle odwagi i determinacji, aby wsiąść na rower i pedałować przed siebie. Potrzebowałam kogoś, kto poprowadzi mnie za rękę, zasieje we mnie ziarenko ciekawości i chęci do rowerowych wypraw. Może, dzięki temu blogowi, to ja zasieje w Tobie to ziarenko, które „kiedyś” u mnie wykiełkowało?

Aby podróżować rowerem i czerpać z tego korzyści, nie potrzebujesz wiele rzeczy. Pisałam o tym tutaj! Zobacz, a przekonasz się, że Twoja podróż jest w zasięgu ręki.

5 głównych korzyści podróżowania

Poniżej znajdziesz 5 głównych korzyści, których nauczyłam się dzięki podróżowaniu rowerem.

Dlatego uważam, że warto pokonać swój strach i wybrać się choć raz w rowerową podróż. Nawet tylko po to, aby skorzystać z pozytywnych skutków takiej wyprawy.

 Odwaga 

Samo podjęcie decyzji i zdecydowanie, że wybierasz się w podróż rowerem – jest odwagą. Kiedy przekraczasz próg domu, musisz mieć świadomość, że teraz należy zaopiekować się sobą. Należy zorganizować sobie nocleg, wyżywienie, czasami dopytać o drogę – bo GPS może zawieść – o sklep rowerowy – bo może spotkać Cię awaria roweru. Nawet jeśli Twoja podróż będzie bardzo szczegółowo zaplanowana, to należy być przygotowanym na to, że nie wszystko pójdzie zgodnie z planem. 

Dobrze pamiętam swoją pierwszą, rowerową podróż. Tak bardzo się bałam, czy na pewno dam radę przejechać zaplanowane kilometry. Czy namiot jest bezpiecznym domem na dwa tygodnie – przecież ostatni raz w namiocie „spałam”, jak byłam mała i to bardziej dla zabawy (po zjedzeniu przygotowanych kanapek, na noc i tak uciekaliśmy spać do domu :)). A co zrobię jeśli będzie burza – przecież, ja tak bardzo boje się burzy. Jak się okazało, strach ma tylko wielkie oczy. A teraz już wiem, że nie warto martwić się na zapas rzeczami, które niepotrzebnie Cię nakręcają. Powodują one, że zamiast cieszyć się z wyprawy, gdzieś z tyłu głowy będzie pojawiał się strach.

Poznanie innego 

Podróżowanie pozwala poznać kulturę i obyczaje innych ludzi, ich sposób życia, poznać inne regiony geograficzne, ich historię.

Gdzie szukać noclegu? Tutaj Ci podpowiadam!

Zaradność 

Podczas wyprawy rowerowej – i innej – na pewno zdarzy się, że niezliczoną ilość razy będzie trzeba wykorzystać swoje umiejętności. Nauczysz się radzenia sobie w różnych, może nawet trudnych sytuacjach.

Podczas naszych wypraw, wielokrotnie musieliśmy zmierzyć się z nieprzewidzianymi sytuacjami, takimi jak: awaria roweru, która przytrafiła nam się w późnych godzinach popołudniowych, 7 kilometrów od miejscowości, w której „prawdopodobnie” jest sklep rowerowy, zła organizacja wyżywienia, ponieważ nie myśleliśmy, że sklepy spożywcze na wioskach są zazwyczaj zamykane wcześniej, czy problemy z przetransportowaniem rowerów (nas to spotkało na trasie Ustrzyki Dolne – Kraków) i jeszcze wiele innych trudności. A Więc widzisz – podróże uczą! Dlatego – bądź zaradny!

Poznanie ludzi podróżujących 

Poznajesz ciekawych ludzi, którzy chętnie dzielą się swoimi przemyśleniami, przygodami, dają wskazówki, ale również pomagają jeśli jest to konieczne. To oni też będą dodawać Ci sił i wiary w to, że Tobie też się uda.

Na naszej drodze spotkaliśmy bardzo miłych, przyjaźnie i pozytywnie nastawionych podróżników. Bardzo miło porozmawiać z kimś o wspólnych pasjach, wymienić się cennymi wskazówkami.

I NAJWAŻNIEJSZE! Podróże uczą

Poznania siebie 

Podczas podróży, która trwa kilka dni, masz prawo czuć się niekomfortowo, bo zmęczenie daje o sobie znać coraz bardziej. Czasami jest to bitwa z samym sobą, pokonujesz swoje granice, jeśli do tego dochodzą jeszcze niesprzyjające warunki atmosferyczne, to walka zdecydowanie staje się trudniejsza.

Na takiej wyprawie człowiek nie udaje kogoś innego, pokazuje kim tak naprawdę jest. Dzięki kilkugodzinnej jeździe na rowerze, podróżujący ma czas na przemyślenia, marzenia, nowe postanowienia.

Fajnie mieć w życiu coś swojego, unikatowego… O tym, że warto coś takiego swojego poszukać i mieć pisałam tutaj. Znajdź w sobie pasje!

Korzyści, które uważam za wyniesione z wypraw rowerowych, często nie są związane z sytuacjami zbyt komfortowymi na pierwszy rzut oka. Pamiętaj jednak, że z każdej sytuacji można wyjść i dodatkowo wyciągnąć z niej dobrą lekcję. Jestem szczęśliwa, że pokonałam swój strach i Tobie też życzę, aby strach nie wygrał z Twoimi słabościami i nie przysłonił chęci, w dążeniu do realizacji swoich pasji.

A Ty, jak traktujesz trudne i
kryzysowe sytuacje? Jako dobrą lekcję do wyciągnięcia z nich wniosków?
Czy raczej nie? Uważasz także, że podróże uczą?

Opublikowano Dodaj komentarz

Nie bój się pierwszej wyprawy rowerowej

pierwsza wyprawa rowerowa
 
Pierwsza wyprawa rowerowa jest jeszcze przed Tobą? Spokojnie, po przeczytaniu tego wpisu, nic nie będzie Ci straszne!
 
Chcesz wybrać się na swoja pierwszą wyprawę rowerową, ale boisz się, że nie masz rękawiczek, spodenek z wkładką, czy butów rowerowych? Nie masz pieniędzy, aby wyposażyć swój rower w sakwy, licznik rowerowy? To mam dla Ciebie dobra wiadomość!
 
Aby podróżować na rowerze lub wybrać się na wycieczkę rowerową, żadne z przetoczonych przeze mnie przed chwilą rzeczy, nie są Ci potrzebne.
 
 
Na wyprawie rowerowej ważne jest, aby się wyspać! Sprawdź kilka moich propozycji na nocleg podczas wyprawy.
 

Niewiele potrzebujesz, aby wybrać się w pierwszą wyprawę rowerową!

 
Oczywiście, że jazda na rowerze w rękawiczkach rowerowych jest bardziej komfortowa, przyjemna niż bez rękawiczek. A jazda w butach rowerowych jest wygodniejsza, niż jazda w codziennych butach. Możesz podstawić w to miejsce inne powody, które hamują i odciągają Cię od wyprawy rowerowej. Uwierz jednak, że nie są to tak ważne powody, dla których warto z niej zrezygnować – wiem to!
 
Jeśli tylko czujesz, że chcesz spróbować i sprawdzić czy to dla Ciebie – nie szukaj wymówek, tylko realizuj to!
 
 
Warto mieć „coś” swojego. Coś takiego, co sprawi, że odpoczniesz od problemów, przemyślisz je i złapiesz do nich trochę dystansu. Pomyśl nad tym! Ten wpis Ci w tym pomoże. 
 
Moja pierwsza wyprawa rowerowa po Mazurach jest najlepszym przykładem na to, że nie potrzeba wiele, aby przeżyć niezapomnianą przygodę –  i zapewniam Cię, że nie tylko ja  na swoim koncie mam „taką” wyprawę rowerową, bez wszystkich tych rzeczy.
 
Nie potrzebujesz licznika rowerowego, spodenek ze specjalną wkładką, butów czy spodni przeciwdeszczowych, aby mieć ciekawą i pełną emocji przygodę.
Zgadzam się, że mając wszystkie te rzeczy, podróżowanie jest bardziej komfortowe i przyjemne. Nie trzeba martwić się, że pogoda w każdej chwili może się pogorszyć, a Ty zmokniesz, bo nie masz kurtki, spodni czy ochraniaczy przeciwdeszczowych.
 
Oczywiście, że spuchnięte nogi w „zwykłych” butach będą domagały się nadprogramowych przerw, a tyłek w „zwykłych” spodenkach będzie krzyczał, że nie da rady pokonać na nim już żadnego kilometra – znam to, bo sama to przechodziłam!
 
Dlatego, śmiało mogę powiedzieć, że ból nóg i tyłka, zostanie Ci wynagrodzone pięknymi widokami i niezapomnianymi przygodami.
wyprawa rowerowa

Nie trać pieniędzy na pierwszą wyprawę rowerową!

 
Na początek wystarczą dwu-, trzy – dniowe wyprawy rowerowe, na których sprawdzisz czy podróże rowerowe w ogóle Cię „kręcą”. Przekonasz się czy zamierzasz brnąć w to dalej, czy jednak wolisz robić coś innego. Pewnie, że nie wszyscy muszą jeździć na wyprawy rowerowe. Jest na świecie tyle ciekawych i inspirujących zajęć, takich jak: jazda konno, rysowanie, kino czy zbieranie znaczków.
 
 
Podróże to nie tylko same przyjemności, to również świetna nauka! Przeczytaj, czego możesz nauczyć się dzięki podróżowaniu. 
 
 
Dlatego myślę, że nie ma pośpiechu kupowania wszystkich rzeczy rowerowych, które tak naprawdę nie są potrzebne na pierwszą wyprawę rowerową i dodatkowo mogą okazać się zbędne.
 
Pieniądze przeznaczone na sprzęt czy odzież rowerową, lepiej przeznaczyć na organizację noclegu i jedzenie. Bo należy pamiętać, że wyprawa rowerowa, to skuteczny pożeracz energii. Musisz się wyspać i najeść.
Pamiętaj, że jedyne co jest Ci potrzebne, to przede wszystkim: sprawny rower, chęci i odwaga. Inne rzeczy są mało znaczące.