Opublikowano 7 komentarzy

Pokonywanie kolejnych kilometrów jest jak narkotyk – Anna Kruczkowska

Jak sama mówi, na rowerze jeździ odkąd pamięta. Już od najmłodszych lat wsiadała na swój mały rowerek z kółkami u boku i jeździła wokół sadu dziadków. Później wsiadała na rower już jako nastolatka, matka, a teraz babcia… Już nie pedałuje wokół sadu, lecz planuje długie, kilkudniowe wyprawy rowerowe po Polsce i zagranicą. Ale to nie wszystko! Ania bierze udziały w maratonach oraz ultramaratonach, pokonując na nich ogromne ilości kilometrów – 430 km na dobę!

Aktualnie Ania przeprowadziła się w Góry Izerskie, gdzie prowadzi małe gospodarstwo, remontuje 150-letni dom i planuje otworzyć małe agro. Oczywiście, w wolnych chwilach zwiedza na rowerze Góry Izerskie oraz Podgórze.

Dzisiaj chcę Wam przedstawić historię Anii, która spełniła swoje dziecięce marzenie, udowadniając tym, że nigdy nie jest za późno na realizacje tego, czego od życia oczekujemy. A z czasem spełnione marzenia mogą przerodzić się w nałóg! Zapraszam!

Może zacznijmy od początku? Pamiętasz swoją naukę i pierwszą jazdę na rowerze?

Pamiętam swój pierwszy rower, był to Romet. Mogłam mieć 4-5 lat, gdy go dostałam. Nie przypominał on znanych mi współcześnie rowerków. Owszem kółka mogły mieć 16′, ale rama była „męska” . Siodło było wąskie, długie i bardzo wygodne. Początkowo jeździłam z doczepianymi kółkami, ale wbrew opinii, że dyslektykom (a jestem wybitnie dyslektyczna) trudno jest nauczyć się jazdy na rowerze ze względu na umiejętność zachowania równowagi, dosyć szybko opanowałam sztukę jazdy na dwóch kółkach i jeździłam tym rowerkiem w odwiedziny do babć.

Kiedy w Twoim życiu pojawił się rower? Tzn. Kiedy pomyślałaś, że to jest „coś” takiego, co sprawia Ci radość i zadowolenie?

Chyba od początku możliwość szybkiego poruszania się sprawiała mi frajdę, dawała swego rodzaju niezależność. Na kultowych Wigrach 3 kręciłam kółka wokół sadu dziadków, dopóki nie dostałam karty rowerowej, a egzamin zdałam w pierwszym możliwym terminie. Zaraz potem, mając już urzędowy dokument ruszyłam „na asfalty”. Rower stał się wówczas ucieczką od toksycznych relacji z babcią, która po śmierci mamy zajęła się moim wychowaniem.

Możesz mi powiedzieć, skąd u tak młodej dziewczynki marzenia dotyczące wyprawy rowerowej? Dlaczego akurat wyprawa rowerowa?

W siódmej klasie razem z kolegą przygotowywaliśmy się do olimpiady geograficznej. Spędzaliśmy więc sporo czasem razem i to wówczas, pod wpływem audycji „Lato z Radiem” , której namiętnie się wówczas słuchało zaczęliśmy marzyć, ba wręcz planować taką eskapadę.

Co się stało, że zdecydowałaś się więc wziąć ze sobą sakwy i popedałować w świat?

Pomysł na wyprawy z sakwami narodził się w czasie jednej z pierwszych wycieczek z najmłodszą córką. Gui (skrót od Guitarowa) wymyśliła sobie zdobycie odznaki Miłośnika Latarń Morskich, jednak z dojazdem do nich na rowerze. Pierwsze wypady były dwudniowe- pierwszy na Wolin, gdzie nocowałyśmy u znajomych, drugi do Darłówka. Dopiero w kolejnym roku przejechałyśmy trasę z Koszalina na Hel.

Rowerowa rodzina? W takim razie, jak wychować „rowerowe nastolatki” i nie zniechęcić je do jazdy na rowerze? Sama mam w domu 9-miesięczną córkę, którą będę chciała zarazić miłością do roweru. Może jakieś wskazówki?

Nie jest to proste pytanie. Moje dzieci można rzec, że wyssały miłość do roweru z mlekiem matki, choć tylko u dziewcząt przerodziło się to w pasję. Rowerem dojeżdżałam do pracy nawet będąc już w zaawansowanej ciąży. Szybko zamontowałam foteliki i całe wakacje jeździliśmy nad morze. Gdy jednak przestały okazywać entuzjazm na propozycję wycieczki, nie zmuszałam, tylko jeździłam sama. A potem to Gui, słuchając mojej opowieści o przygodach na trasie, poprosiła bym zaplanowała wycieczkę ze zwiedzaniem okolicy. Najstarsza córka, czyli Mytopea dołączyła do nas nie co później. Czyli wniosek – nic na siłę. Dziecko musi samo poczuć bakcyla.

Przejeżdżasz ogromne ilości kilometrów, jak się motywujesz w chwilach kryzysu, bo pewnie takie momenty Cię dopadają. O czy wtedy myślisz?

To zależy. O jakich kryzysach myślisz. Jeśli chodzi o regularność treningów, to jeśli nie mam ochoty, odpuszczam, wiedząc, że nic na siłę. Na trasie kryzysy zdarzają mi się rzadko, bo wyznaję zasadę, że jedzie głowa, nogi i reszta ciała są sprawą drugorzędną. A przy tym jestem ambitna i uparta. W czasie ponad 50 maratonów chyba tylko 3 albo 4 razy zdecydowałam się na skrócenie dystansu, bo nie głowa „przestała jechać”. O czym myślę na trasie? Przez pierwsze sto kilometrów jadę jeszcze z całym domem ma głowie, mam jakieś sprawy do przemyślenia. Po stu kilometrach zazwyczaj wszystko ulatuje i liczy się tylko droga. Pokonywane kilometry, czasem układam w myślach ładne zdania do umieszczenia na blogu.

Twoja najcięższa pod względem psychicznym podróż, to?

Najtrudniejszym był chyba dla mnie Ultramaraton w Świnoujściu w 2015 roku. Przed 50 kilometrów podejmowałam decyzję o skróceniu dystansu. Było zimno, mokro, jechało się koszmarnie. A decyzja była wyjątkowo trudna, bo wiązało się z nią zwycięstwo w całym cyklu Supermaratonów Szosowych. Ambicje wołały dasz radę, będziesz liderką, a rozum podpowiadał: dojedziesz w środku nocy, bez wsparcia, to będzie niebezpieczne i głupie. Na szczęście rozsądek zwyciężył.

Czasami jednak lepiej odpuścić – choć jak wiadomo jest trudno. Tym bardzie, że chodziło o zwycięstwo. Powiedź, czy masz plany rowerowe na przyszłość?

Z Gui mamy zaległą wyprawę szlakiem Green Velo. Marzy mi się też szlak Odra-Nysa, bo swoje Bałtyk- Izery robiłam po polskich drogach. Jeśli jednak wybiorę się z sakwami, to zapewne będzie nam towarzyszyć przyczepka rowerowa z małą Matyldą, córką Gui. Najpierw jednak czeka mnie jeszcze mnóstwo izerskich ścieżek.

Piękne plany i gorąco polecam szlak Green Velo – byłam i mam zamiar na niego jeszcze powrócić. A co takiego mogłabyś powiedzieć początkującym rowerzystkom?

Tu mogłabym zrobić cały wykład o marzeniach i ich realizacji, o niepoddawaniu się, akceptacji siebie i swoich słabości, a także nieoglądaniu się na innych. Jeśli chce się jeździć na rowerze, to nie warto szukać wymówek, trzeba znaleźć towarzyszkę lub towarzysza wycieczek lub… polubić wielogodzinną samotność. Najważniejsze jednak to po prostu mieć niezachwianą wiarę w swoje możliwości i konsekwencję w dążeniu do celu.

A Tobie, co takiego mogłabym powiedzieć?

To samo, co i ja mogę powiedzieć Tobie i każdej rowerzystce: – Do zobaczenia na trasie!

Jeśli chcesz poznać Anię lepiej, to gorąco zapraszam na jej bloga Kobiece rozmówki przy herbacie… i na rowerze Ania piszę o swoim mieszkaniu w Domku pod Orzechem, o podróżach – nie tylko tych rowerowych. Znajdziesz u niej również ciekawe przepisy do wypróbowania, ale również mnóstwo ciekawych zdjęć z zawodów sportowych.

Przeczytaj także:

Wyprawa rowerowa cz. 1 – GREEN VELO

Wyprawa rowerowa cz. 2 – GREEN VELO

Teraz żyję z wielką kolarską pasją – Zuzia Wilk

Zrób to, bo naprawdę warto!Nocleg podczas wyprawy rowerowej

Czy podróże uczą?

Opublikowano 18 komentarzy

Teraz żyję z wielką kolarską pasją – Zuzia Wilk

Zuzia Wilk

Pasja do roweru zaczepiła ją kilka lat temu, a teraz to ona nie wypuszcza jej z rąk! Pragnie przekazywać ludziom uśmiech z rowerowo sportowej części świata. I muszę powiedzieć, że świetnie jej się to udaje! Na co dzień, prowadzi Instargama, na którym zaraża ludzi cyklozą i uśmiechem…

Dzisiaj porozmawiam z Zuzią Wilk o jej rowerowej pasji, a także planach. Z pewnością podpowie Wam, jak godzić wyjścia na rower z innymi obowiązkami. Wytłumaczy, czy jazda na rowerze to „męski sport”. Dowiecie się również, jak radzi sobie z „samotnością” na rowerze, a także odpowie na inne, ciekawe pytania. Zapraszam do poznania Zuzi!

Kim jest Zuzia Wilk? Jakie ma plany?

Jestem osiemnastolatką trochę inną niż wszystkie. Od małego wolałam sport i samochody niż lalki. Teraz żyję z wielką kolarską pasją. Mam duże ambicje, ale nie lubię czegoś robić za wszelką cenę. Codzienny cel? Zarażać ludzi cyklozą i być szczęśliwą.. Plany na przyszłość nie są zbyt wygórowane… Mam jedno dosyć niecodzienne marzenie: nie chciałabym pracować na etacie. Nie należę do ludzi którzy zawczasu planują zbyt dużo. W tym sezonie celuje w maratony MTB, zobaczymy co uda się ugrać;) Chcę zrobić też krok w przód i planuję spróbować się w wyścigu szosowym. Na początku szosa miała być tylko uzupełnieniem, ale kto wie może te wyścigi okażą się moją nową miłością?

Lubisz rywalizację?

To pytanie jest w sumie dosyć ciężkie. Moja odpowiedź to i tak i nie. Lubię jeździć na zawody. Kocham tę całą otoczkę. W jednym miejscu gromadzi się tyle ludzi zakochanych w tej samej pasji to cudowne. Z drugiej strony pod presją wyścigu przed startem mam zawsze problem ze stresem. Tego bardzo nie lubię, ale coraz lepiej też sobie z tym radzę. Na treningach jeżdżę dla siebie, nie lubię się wtedy spinać, a gdy na zawodach mam dobry dzień, to do każdej harcerki po kolei krzyczę żeby tylko dowiedzieć się czy daleko mam do jakiejś dziewczyny przede mną.

Co takiego daje Ci wyjście na rower, nie masz czasami go „po dziurki” w nosie?

Wiadomo, że czasem mi się nie chce. Jesteśmy przecież tylko ludźmi i nikt z nas nie jest alfą i omegą Ale zauważyłam, że im mniej się spinam tym bardziej mi się chce. Nie lubię trenować pod jakąś presją. Wielką miłością pałam za to do kolarstwa romantycznego. Delektowanie się zwykłą jazdą na rowerze i przysłowiowy wiatr we włosach, tego nie da się zastąpić niczym innym.

Na rowerze wszystkie nerwy odpływają, ból głowy znika a na buzi znów pojawia się uśmiech. To są właśnie objawy pasji:) a jak wiadomo ludzie z pasją żyją dłużej bo są po prostu szczęśliwsi:)


Tak naprawdę, to jazda na rowerze to sport indywidualny. Jak sobie radzisz „z samotnością”? O czym wtedy myślisz?

Można tak powiedzieć, że jest to sport indywidualny aczkolwiek ja nie zawsze tak to odbieram. Bardzo nie lubię trenować sama. Jest to dla mnie najgorsza zmora. Zawsze muszę się mieć do kogo odezwać, dlatego na treningi wybieram się z tatą, którym razem ze mną wkręcił się w kolarstwo. Wyścigi od znaku do znaku, czy od drzewa do drzewa. Śmiechy, ale też motywowanie się na stromych podjazdach.

Zresztą jazda z kimś ma też inne dno. Ja jestem osobą dosyć strachliwą i gdy sama robię trening najczęściej jest to szosa. Nie zapuszczam się do lasu.
A jak już przyjdzie mi samej wyjść na tę szosę to albo puszczam sobie muzykę, ale oczywiście tak żeby słyszeć samochody i otoczenie, nigdy głośność na full, albo rozmyślam o minionym lub kolejnym dniu:) jazda na rowerze to dobry czas na rozkminy Zdarzało mi się, że w głowie układałam sobie nawet opisy postów na Instagrama. Na treningi wybieram się z tatą i chłopakiem, który też jest rowerowo zakręcony.

Jazda na rowerze daje wiele korzyści. Sprawdź tutaj, o jakich mowa... Z pewnością nie przejedziesz obok nich obojętnie…

Jak godzisz wyjścia na rower z szkołą? Masz na to jakieś sprawdzone sposoby?

Największy problem jest zimą. Szybko robi się ciemno, a jeżdżenie z latarkami, to nie zawsze jest dobry pomysł. Wtedy stawiam na trenażer lub idę pobiegać. Uwielbiam kiedy szczęście się do mnie uśmiecha i są skrócone lekcje, wtedy jeszcze przy słoneczku można sobie pośmigać. Latem czy wiosną nie mam z tym problemu.

Nie należę do ludzi, którzy nie potrafią wyznaczyć sobie czasu na rzeczy, które sprawiają im przyjemność.

Wyznaję zasadę, że niedotleniony mózg gorzej pracuje. Dlatego koniec z końców, potrafię odpuścić naukę do sprawdzianu na rzecz kolarstwa.

Z doświadczenia oraz z obserwacji wiem, że dziewczyny w Twoim wieku mają problem z sprecyzowaniem tego, co chcą w życiu robić. U Ciebie jest inaczej?

Ja niestety jeszcze też mam problem ze sprecyzowaniem swojej przyszłości. Jestem w drugiej liceum a studia na które pójdę to dla mnie na razie wielka zagadka. Wiem, że musi być ciekawie i kreatywnie!

Poza tym jestem pewna, że będę chciała robić to, co będzie sprawiało mi przyjemność a nie tylko zapewniało korzyści majątkowe. Pewne jest to, że kolarstwo będzie ze mną na zawsze. A jak na razie cieszę się z tego co mam i żyje chwilą.

Dojeżdżasz rowerem do szkoły?

Nie dojeżdżam rowerem do szkoły, gdyż po prostu nie mam aż tak daleko. Lubię poranny spacer:) Dojeżdżanie rowerem wiąże się też z tym, że na czas lekcji trzeba zostawić go przed szkołą. Ja mega bym się bała o swoje maszynki Muszę je mieć zawsze na oku Nowy MTB na początku stał nawet w domu, a nie w garażu. Musiał nacieszyć mój wzrok.

Czy myślałaś o sakwach i podróżach rowerem?

Nigdy o tym nie myślałam. Może dlatego, że nie czuję się dobrze na długich dystansach. A takie wyprawy to przecież setki kilometrów tygodniowo, czasem nawet po 100 dziennie. Dodatkowo ciężar sakw. Ale w sumie też niezapomniana przygoda! Na tą chwilę raczej nie, ale kiedyś kto wie.

Co byś powiedziała dziewczyną na samym początku ich przygody z rowerem?

Przede wszystkim nie ma się czego bać i wstydzić! Tak jak cały sport tak i kolarstwo jest dla każdego Nie ważne czy chłopak czy dziewczyna, czy niska czy wysoka, czy jeździ rekreacyjnie czy się ściga. Ważne, że łączy nas pasja!

A masz dla nich jakąś najważniejszą radę?

W tym kontekście warto jeszcze powiedzieć o temacie kasków. Wydaję mi się, że właśnie dziewczyny mają często problem w związku z noszeniem ich.. Jak ja będę w tym wyglądała? Co o mnie pomyślą? Po co mi ten kask?
Dziewczyny, bezpieczeństwo jest najważniejsze, życie mamy tylko jedne;) nie ma co sobie go sobie skracać, lepiej mieć więcej dni na jazdę;)

Kolarstwo to taki „męski” sport. Doświadczasz tego?

Szczerze powiedziawszy to nie. Faceci mają inną naturę. Kilka razy zdarzyło mi się, że mieli problem żeby zjechać na bok gdy się ich mijało na zawodach, ale ja tak czy siak staram się to olewać.

Przez wiele lat trenowania i grania w piłkę nożną z chłopakami przyzwyczaiłam się, że ich zachowania są czasem nie na miejscu więc teraz aż tak to mnie nie rusza. Oczywiście zdarzają się też bardzo mili panowie! Byłam kilka razy w takich sytuacjach że mężczyźni nawet sami oferowali koło, zdarzało się pomaganie na trasie czy fajne rozmowy:)

Czego mogę Ci życzyć?

Hmmm.. Pewnie jeszcze więcej uśmiechu, siły i ambicji;) to wszystko związane jest z tym czego potrzebuję żeby poprzez social media przekazywać ludziom naszą piękną pasję! Możesz życzyć tego żeby udało mi się zarazić cyklozą coraz więcej nowych osób, a w szczególności babeczek! Im nas więcej w kolarskim świecie tym lepiej!

Dziękuję za rozmowę.