Opublikowano 2 komentarze

Jakiego prezentu nie kupować rowerzyście? Takiego!

jaki prezent dla rowerzysty
Szukasz prezentu dla rowerzysty? Zastanawiasz się jakiego prezentu nie kupować rowerzyście, aby nie kurzył się na półce? Masz kilka pomysłów, ale nie wiesz, który będzie najlepszy? Wszystko znajdziesz w poniższym wpisie.  
 
Małymi krokami zbliżamy się do jednych z najpiękniejszych dni w roku. Dni, w których świąteczne piosenki przejmują dowodzenie w naszym domu, piękna choinka ugina się pod ciężarem bombek, a zapach obieranych pomarańczy, zwołuje wszystkich domowników. 
 
Najważniejsze jednak przed nami! Siadamy z rodziną i swoimi bliskimi do wigilijnego stołu, przy którym, zaraz po kolacji, obdarowujemy naszych najbliższych upominkami.
 
 
Pierwsza wyprawa rowerowa? Przeczytaj, a na pewno nie będzie Ci straszna!
 

Jak wybrać prezent dla rowerzysty?

 
Ale przed tymi wszystkimi miłymi chwilami, są jeszcze takie, w których nerwowo zaczynamy szukać pomysłu na prezenty dla swoich bliskich. Zastanawiamy się, co sprawi naszym najbliższym najwięcej radości. Z jakiego prezentu rozdziawią szeroko usta lub wygną je w szerokiego, szczerego banana.
 
Myślimy, co takiego chcieliby dostać, o czym od dawna marzą i  z czego byliby najbardziej ucieszeni. I nie ma co ukrywać i się oszukiwać. Każdy lubi dostawać trafione prezenty. Takie, o których marzy, i które mogą się przydać. Nie lubimy otrzymywać prezentów, które nam się nie podobają lub nie przydadzą. Wiesz, o których prezentach mówię? Tak, o tych, które zaraz po świętach lądują gdzieś w kącie lub w najdalszej części szafy. Gdzie masz je schowane?
 
Myślę, że nie muszę Cię przekonywać, że najlepszy prezent to taki, który zaskoczy, sprawi przyjemność czy nawet wzruszy. 
 
Dlatego dziś, podpowiem Ci, czego nie kupować osobie, która interesuje się rowerem i z starannością o niego dba. Dzięki temu, zaoszczędzisz pieniądze i nie sprawisz, że osoba, której kupiłaś prezent, po świętach nie ma co z nim zrobić.
 
Jeśli w swoim otoczeniu masz taką osobę – zakochaną w rowerze – to na pewno wiesz, że nie zadowoli ją prezent w postaci źle dobranych rękawiczek rowerowych czy oświetlenia z odległych krajów – takim prezentem ucieszy się dziecko, które dopiero zaczyna swoją przygodę z rowerem, ale niestety nie dorosły, rowerowy maniak.
 
Często ludzie zapominają, że mają cały rok, aby przygotować się do zakupu prezentu dla rowerzysty. Rok, to naprawdę dużo czasu, aby danego rowerzystę poobserwować i wyłapać to, co chciałaby dostać lub zmienić w swoim rowerze. Niestety często jest tak, że prezent wybierany jest na ostatnią chwilę – dosłownie kilka dni przed świętami.
 
jaki prezent dla rowerzysty
 

Jakiego prezentu rowerzyście nie kupować?

 

KASK ROWEROWY

 

To element garderoby rowerowej, który wymaga dużej staranności przy jego doborze. Przede wszystkim musi być indywidualnie dopasowany do głowy rowerzysty. Kupiony kask rowerowy w ciemno (nawet, gdy znamy wymiary głowy) może nie dawać komfortu w jego noszeniu. Niektóre kaski rowerowe będą uwierać lub będą za ciężkie, co przy dłuższej jeździe jest uciążliwe i nieprzyjemne. 
 
Inny kształt kasku rowerowego będzie pasował dla osoby, która ma długie włosy i spina je w „koński ogon”, a inny dla osoby, która ma krótkie włosy, tak jak ja. 
 
Kolejnym czynnikiem, który świadczy o indywidualności produktu jest kolor. Musimy pamiętać, że nie zawsze mamy taki sam gust, co osoba przez nas obdarowywana. Jeśli Tobie ten kask się podoba, to wcale nie znaczy, że jej również.
 
Ale i nie tylko dopasowanie i kolor kasku rowerowego jest ważny. Pod uwagę należy wziąć odpowiedni rodzaj kasku, ponieważ do roweru miejskiego nie założymy kasku szosowego czy innego, niepasującego do rodzaju roweru.
 
 
Warto podróżować rowerem! To nie tylko fajna przygoda, ale również… Przeczytaj!   
 
 

SIODEŁKO ROWEROWE

 

To część w rowerze, która tak samo, jak kask rowerowy musi być dopasowana do naszych potrzeb. Wybór uwarunkowany jest od budowy ciała, płci, wagi, rodzaju roweru, a także pozycji jaką przybieramy na rowerze. Dlatego zakup siodełka rowerowego, to indywidualna sprawa rowerzysty.
 
Siodełko rowerowe, które dla Ciebie jest idealne, wcale nie oznacza, że dla osoby, której chcesz kupić, też będzie.
 
Więc, jeśli nie chcesz skazać rowerzysty na otarcia i ból, to siodełka rowerowego nie kupuj!
 
 

ODZIEŻ ROWEROWA

 

Tutaj sprawa wygląda tak samo, jak przy zakupie kasku rowerowego i siodełka rowerowego. Jeśli kupujesz sama, to znaczy bez osoby, którą chcesz obdarować – to nie kupuj! Szkoda pieniędzy.
 
A Ty, czy wszystkie ubrania w szafie masz w jednym rozmiarze? No właśnie! Więc, tak samo wygląda sprawa z odzieżą rowerową. Nie zawsze osoba, która nosi ubranie w rozmiarze M, musi akurat kupić rękawiczki rowerowe w rozmiarze M. Może się okazać, że lepsze i wygodniejsze będą w rozmiarze S lub L.
 
Niestety w odzieży rowerowej jest jeden minus. Ona musi „być szyta na miarę”. Nie możemy pozwolić sobie, np. na rękawiczki rowerowe w większym lub mniejszym rozmiarze – tak, jak z ubraniami codziennymi.
 
Odzież rowerowa przede wszystkim nie powinna hamować ruchów, uwierać, powodować otarć oraz bólu. Zatem powinna być przewiewna, idealnie dopasowana, przyjemna w noszeniu.
 
Przy zakupie odzieży rowerowej (koszulki, spodenki, rękawiczki czy buty rowerowe) ważne jest, aby przymierzyć kilka modeli i je ze sobą porównywać. Oceniać, w których rzeczach czujemy się dobrze. Nie zalecam, aby do zakupu odzieży rowerowej podchodzić na zasadzie: „Podoba mi się. Biorę!”
 
Nie tylko rozmiar jest ważny. Kolor również! Trzeba mieć na uwadze gust rowerzysty. Nie każdemu może podobać się koszulka w jaskrawych kolorach czy z zabawnym rysunkiem.
 
 
Miej pasję i do niej dąż! Już dziś złap byka za rogi!
 
 
Jeśli chociaż trochę obserwujesz środowisko „rowerowe”, to na pewno zauważyłaś pewną rzecz. Rowerzyści przeważnie ubierają się pod kolor i rodzaj swojego roweru. Więc prezent w barwach nie pasujących do roweru, jest kiepski. 
 
 

LICZNIK ROWEROWY  

 

Przy tym elemencie rowerowego wyposażenia, możemy się zastanowić. Są dwie grupy rowerzystów. Pierwsza, to osoby początkujące, które dopiero zaczynają swoją przygodę z rowerem. Dużym prawdopodobieństwem jest, że takie osoby nie posiadają licznika rowerowego. Obdarowanie ich takim prezentem jest dobrym pomysłem – tylko proszę, nie licznikiem kupionym na bazarku u Pani Krysi za dychę!
 
Natomiast jeśli prezent jest dla drugiej grupy – zaawansowanej (od dłuższego czasu interesują się rowerem). To myślę, że słabym pomysłem jest kupienie licznika rowerowego z podstawowymi funkcjami. W takim wypadku, najlepiej podpytać takiego rowerzystę. Zadać mu kilka pytań. „Czy zadowolony jest z aktualnego licznika”, „jakich funkcji w aktualnym liczniku mu brakuje”, itp.
 
Musisz wiedzieć, że liczników rowerowych na rynku jest kilka rodzajów. Od podstawowych do bardziej skomplikowanych, rozbudowanych – komputerki czy nawigacje rowerowe.
 
Dlatego też, aby dobrze wybrać licznik rowerowy, należy zrobić wstępną ocenę potrzeb rowerzysty. Pomogą Ci w tym trzy poniższe pytania. Warto je zadać przed kupnem licznika rowerowego.

Czy dana osoba jeździ na rowerze przez cały rok czy tylko sezonowo?
 
Jeśli dana osoba jeździ na rowerze przez cały rok, to należy zwrócić uwagę na wytrzymałość licznika rowerowego na niskie temperatury.
 
Jaki styl jazdy preferuje dana osoba. Czy jest to jazda spokojna po ulicach miasta czy bardziej w terenie, gdzie jest dużo krzewów.
 
Oceń prawdopodobieństwo uszkodzenia przewodu (przerwania kabli) podczas jazdy na rowerze. Jeśli rowerzysta wybiera tereny leśne, to warto zastanowić się nad zakupem dla niego licznika bezprzewodowego.
 
Czy wybiera spokojne, rekreacyjne wycieczki rowerowe czy jednak woli rywalizację, np. podczas zawodów? 
 
Określ, jakie funkcje w liczniku rowerowym będą najbardziej przydatne dla rowerzysty.
 
 

DĘTKI ROWEROWE 

 

Zakup dętki rowerowej, to również nie jest dobry pomysł! Przy zakupie dętki rowerowej należy wziąć pod uwagę wiele czynników – rodzaj wentyla, rozmiar, waga czy nawet przeznaczenie. Jeśli znasz wszystkie te parametry, to śmiało możesz kupić dętkę, ale jeśli nie – to nie kupuj w ciemno!
 
 PS Bezdętkowe opony rowerowe również są! 
 
 

OSPRZĘT 

 

Jak ze wszystkimi elementami w rowerze i tutaj występuje wiele rodzajów. Jeśli nie znasz się na osprzęcie rowerowym i nie masz pojęcia, na jakim osprzęcie jeździ „twój” rowerzysta. Nie znasz jego potrzeb, to lepiej będzie, jak wybierzesz coś innego.

czego rowerzyście nie kupować

Z jakiego prezentu ucieszy się rowerzysta?

Najlepszą metodą na udany prezent dla rowerzysty jest przetrzeć oczy i zwrócić uwagę na obdarowywaną osobę. Posłuchać, co mówi –  a na pewno mówi dużo – o czym marzy, co chciałaby zmienić w swoim rowerze, na jakie rzeczy po prostu go nie stać.
 
Często w rozmowach z rowerzystą usłyszysz: „w tym roku chcę zmienić hamulce na te…”, „kurczę, chciałbym oświetlenie do roweru za 120 zł, ale niestety, nie mogę sobie pozwolić na taki wydatek  w tym roku”, „podoba mi się…” – znasz już odpowiedź! Widzisz jakie to proste.
 
Uważam, że świetnym prezentem dla rowerzysty są vouchery na zakupy rowerowe. Masz pewność, że z prezentem trafisz na 100% – rowerzysta zawsze ma coś do kupienia do swojego roweru. A może voucher na serwis?
 
Ciekawą i przydatną rzeczą dla rowerzysty mogą okazać się dobrej jakości narzędzia rowerowe, oświetlenie czy nawet bidon.
 
Pomysłowym prezentem dla rowerzysty są upominki poprawiające styl roweru. Ciekawe lusterko, dzwonek czy koszyk do roweru.
 
Masz pomysł na prezent dla swojego maniaka rowerowego? Jak myślisz, z czego będzie najbardziej zadowolony?

Opublikowano Dodaj komentarz

Tymczasem listopad!

Właśnie przeżywam jedne z milszych chwil od kilku miesięcy. Nie ma w nich przede wszystkim strachu, przerażenia i kiepskich myśli. Nie ma w nich również sprzątania, gotowania czy robienia zakupów. Ich miejsce spokojnie zastąpiły najcieplejsze wspomnienia z dzieciństwa i nic nie robienie.

Czasami chciałabym wrócić do czasów dzieciństwa. Kiedy, jak co rano z rodzeństwem wskakiwaliśmy do łóżka rodziców. Jeszcze ciepłego i przesiąkniętego ich zapachem. Oglądaliśmy razem bajki i żadne z nas nie myślało o dorosłości czy skomplikowanych decyzjach.

Tak, jestem z Pchełą na wsi i zdecydowanie staram się czerpać z tego wyjazdu, jak najwięcej. Dla mnie i oczywiście dla niej. Dlatego, też łapiemy do płuc ogromne ilości świeżego powietrza. Nie żałujemy sobie codziennych spacerów. Mimo, że powietrze nie jest już takie ciepłe i jesienne, jak na początku listopada, to nadal przyjemne. Zupełnie inne od miastowego –  nie śmierdzi i nie drażni w gardło podczas spacerów. Dobrze mieć takie miejsce, w którym możesz zaszyć się od tego całego smogu, warkotu aut i przeraźliwego pędu. Człowiek spokojnie może naładować baterie widokiem zasypiających drzew, delikatnym śpiewem ptaków, a także rozmowami.

Więc zapraszam Cię do mojego listopadowego Tymczasem! Listopad okazał się być fajnym miesiące.

Widziałaś już mój październik? Jeśli jeszcze tego nie zrobiłaś, to nadrabiaj!

ROZWÓJ OSOBISTY 

„Ktokolwiek ratuje jedno życie, jakby ratował cały świat” [TATUAŻYSTA Z AUSHWITZ]

SŁUCHAŁAM godziny prawdy.

Od kiedy pamiętam, lubię słuchać świadectw innych ludzi. Dowiadywać się o perypetiach ich życia, nawarstwionych problemach, a także drodze jaką pokonali by osiągnąć sukces. I bez wątpienia, wszystkie te rzeczy funduje mi radiowa trójka, w piątkowej audycji. Uwielbiam ją!

tatuażysta z AUSCHWITZ

CZYTAŁAM Tatuażysta z Aushwitz Heather Morris

Na temat tej książki można  spotkać wiele opinii. Opinii tak różnych, jakby chcieć połączyć dwa dodatnie magnesy. Niektórzy uważają, że nie wzbudza należytych emocji, które powinna, że nie porwała ich za bramy obozu koncentracyjnego. Natomiast inni uważają, że książka jest dobrze napisana i wzrusza. Naprawdę wzrusza.  Należę do tej drugiej grupy osób, którym książka się podobała. Wzbudziła we mnie szereg emocji i zabrała za bramy obozu.

Główny bohater Lale Sokołow w roku 1942 trafia do Aushwitz. Jego zadaniem jest tatuowanie nowo przybyłych ludzi. Podczas jednej z takich „dostaw” spotyka ją. Patrzy jej w oczy i zakochuję się. Od tamtej pory robi wszystko, aby uratować się ze szponów okrucieństwa.

Jest to autentyczna, niesamowita opowieść o sile miłości. Nawet w najgorszych momentach życia, gdy sytuacja wygląda na beznadzieją jest iskierka nadziei – w tym przypadku podtrzymuje ją miłość. Niestety, to również opowieść o bestialskim traktowaniu ludzi. Ludzi z marzeniami, rodziną, pracą, którym pewnego dnia zabiera się wszystko. Nie pytając ich o zgodę.

OGLĄDAŁAM dużo, bardzo dużo filmów.

A miałam tę przyjemność tylko dlatego, że przez prawie miesiąc miałam dostęp do telewizora. Posiadanie w domu telewizora ma swoje plusy. Czasami dobrze jest usiąść wygodnie i obejrzeć ciekawy film. Czasami mi go brakuję.

Spadkobiercy w reżyserii Alexandra Payne.

To film ukazujący skutki wynikające z całkowitego oddania się pracy i karierze zawodowej. Poruszający wartościowe zagadnienia. Uświadamia, że czasami warto odpuścić z innych dóbr na korzyść rodziny. Dlatego musisz pamiętać, że nie cofniesz czasu ot tak.

Film przedstawia losy mężczyzny pochłoniętego pracą. Nie widzi więc tego, co jest dla niego najważniejszą wartością. Do czasu, aż dochodzi do tragedii, która uświadamia mu, że tak naprawdę nie zna swoich bliskich. Nie uczestniczył w nastoletnim życiu córek, w konsekwencji tego, stwarzają coraz to większe trudności wychowawcze. Nie zauważył nawet tego, kiedy żona się od niego oddaliła.

Niebo istnieje… naprawdę w reżyserii Rondella Wallace’a.

To amerykański dramat oparty na faktach. Film ukazuje historie małego Coltona, który znalazł się na granicy życia i śmierci. W wyniku czego spotyka Boga i swoich bliskich, którzy odeszli.

To nie tylko ciekawa i intrygująca historia dowodząca życia po śmierci, ale również przedstawiająca odwagę ojca chłopca. Bo pomimo swojej świadomości, że historia, która przydarzyła się jego synowi jest kontrowersyjna i trudna do uwierzenia. Nie dał się zwieść krytycznym opiniom innych ludzi. Uwierzył synowi i jego historią podzielił się ze światem.

Film przede wszystkim zmuszający do odnalezienia własnych przemyśleń, refleksji dotyczących życia i śmierci.

Planeta singli

Film z gatunku romans/komedia w reżyserii Mitja Okorna. Akcja filmu kręci się wokół dwóch bohaterów – jej i jego. Ona cicha i wrażliwa, on – zupełne przeciwieństwo jej – pewny siebie celebryta. Umawiają się na pewien prosty układ. Ona spotyka się z mężczyznami, a on z tego robi show. Sprawa się komplikuje, gdy podczas jednej z takich randek ona zakochuje się.

Fabuła filmu jest banalnie prosta i nie znajdziesz w niej nic odkrywczego. Wszystkie zdarzenia są do przewidzenia. Jednak dużym plusem filmu są jego zabawne sceny. Uważam, że doskonale sprawdzi się podczas długich jesienno– zimowych wieczorów.

Na granicy

Polski thriller wyreżyserowany przez Wojciecha Kasperskiego w 2016 roku. Ukazuje losy ojca i jego dwóch synów. Zamierzają oni razem spędzić kilka zimowych dni w górskiej chacie, położonej w głębi bieszczadzkich gór. I wszystko byłoby dobrze, gdyby jednak do bazy nie przybył nieznajomy.

Porusza przede wszystkim problem związany z przemytem ludzi oraz ukazuje nieprawidłowe relację między członkami rodziny.

Film przez cały czas jego trwania, trzyma w napięciu. Czasami akcje były tak drastyczne i brutalne, że się po prostu bałam.

W listopadowy wieczór, jeszcze raz obejrzałam Marley i ja w reżyserii Davida Frankela. Ale więcej informacji o tym filmie możesz przeczytać tutaj.

UCZYŁAM SIĘ cierpliwości.

To trudne zadanie, gdy codziennie, ktoś ma coś do powiedzenie odnośnie Twojego dziecka. I nie ma różnicy czy to Pan czy Pani – wszyscy są pedagogami, psychologami, lekarzami, wychowawcami i innymi!

Od razu nasuwa mi się jedna z wielu „mądrych” uwag „Pani daj mu smoka bo beczy”. Oczywiście, że nic nie powiedziałam – bo taka już jestem. Ale cisnęło mi się na usta, aby powiedzieć Panu, że po pierwsze nie mu tylko jej. Po drugie nie beczy tylko płacze. I jeszcze kilka: „Dlaczego dziecko nie ma rękawiczek?” „Czemu Pani nie założyła mu bucików?” „Ciepło jest ubrana?” „A nie jest głodna?”

Dlatego pozwól rodzicom wychowywać swoje dzieci, pomimo tego, że popełnią miliard błędów. Bo z pewnością, nie zrobią  krzywdy swojemu dziecku. Czy któraś z matek chce dla swojego dziecka źle? – nie mówię tutaj o rodzinach patologicznych.

ŻYCIE PRYWATNE 

JESTEM WDZIĘCZNA ZA książki.

Bez wątpienia, wspaniałe jest to, że możemy czytać książki. Wzrokiem połykać w różnych konfiguracjach literki, tworząc wyjątkowe i piękne słowa. Trzymać je w dłoniach i delikatnie kartkować. Podnieść również do nosa i zaciągnąć się jej zapachem. A najlepsze jest to, że można wtopić się w ciekawą fabułę książki. Na chwilę zapomnieć o rzeczywistości i oczywiście bieżących problemach.

Jestem wdzięczna za rodzinę. Bo ten splot ze sobą kilku osób jest dla mnie ważny – śmiało mogę powiedzieć nawet, że najważniejszy. Czuję, że jeśli kiedykolwiek „coś” lub „ktoś”, to zawsze mogę liczyć na pomoc, wsparcie czy nawet porządny opieprz.

CIESZĘ SIĘ z pobytu w domu rodzinnym.

Zdecydowanie potrzebowałam tych kilku dniu dla siebie. Aby móc na spokojnie poukładać sobie kilka spraw. Spojrzeć na nie z nieco większym dystansem. Ale również wyrzucić z życia te, które nic nie zmienią i pewnym krokiem kroczyć po aktualnych. Listopad zdecydowanie należał do mojej rodziny!

OCZEKUJĘ NA pierwsze święta w trójkę 

Wierzę, że będzie to dla nas wyjątkowa chwila, bo:

to przede wszystkim czas spędzony z rodziną,

to również świąteczne piosenki, kolęd,

to także zapach obieranych pomarańczy,

to moment ubierania świeżego, zielonego drzewka,

to smak smacznych smakołyków ustawionych na świątecznym stole,

to z pewnością aromat pieczonych pierników,

to moment przekazywania tradycji z pokolenia na pokolenie,

to też najpiękniejszy czas refleksji,

to oczywiście chwila wzmożonej pomocy innym,

to okres dobrych i serdecznych słów, to także czas nowych marzeń.

ZDROWIE 

CZUJĘ SIĘ świetnie.

dietetyczna przekąska

JEM domowe obiady.

Mówi się, że jeśli ktoś przygotuje posiłek dla nas, to smakuje lepiej –  i wiesz co, to prawda! A przekonałam się o tym, jak zaraz po przebudzeniu na stół wpadała jajecznica mojej mamy. Jak dzień kończył się smacznymi naleśnikami z jabłkiem – pewnie znasz tę chwilę, gdy cały dom pachnie słodkimi, aromatycznymi placuszkami. Jak na stole lądowały tylko potrawy, które uwielbiam i zapachem przywoływały radosne dzieciństwo. Najadłam się!  

BLOG 

OBSERWUJĘ I POLECAM

W listopadzie miałam również możliwość uczestniczenia w wyzwaniu Olgi Sierockiej Twoja skuteczna grupa mastermind. Wyzwanie przygotowane na wysokim poziomie i zaangażowaniem. Ale najważniejsze jest to, że przede wszystkim skuteczne. Mam już swoją grupę MASTERMIND! Jeśli poszukujesz swojej grupy, to koniecznie zgłoś się do niej! Olga jest specjalistką w tej dziedzinie. Prowadzi płatne grupy mastermind, a także kursy.

Jeśli mam podsumować ten miesiąc jednym zdaniem, to określę go tak. To przede wszystkim był miły i pełen nauki miesiąc. Witaj grudzień!

A teraz Ty powiedź, jak minął listopad, również dobrze jak mi? Czy może nie sprawił Ci tyle radości, co powinien?


Opublikowano Dodaj komentarz

Tymczasem październik!

Tymczasem październik

Właśnie jedziemy do Gołdapi. Pewnie jeszcze kilka miesięcy temu cieszyłabym się z tego wyjazdu – ale niestety nie dziś. Szkoda, bo tyle ciekawych wspomnień i fajnych chwil mam z tego miejsca! I mogło tak zostać! Tylko, że od kiedy zostałam mamą, to moja cierpliwość poddawana jest katordze. Ponieważ nie mogę znieść tych wszystkich „złotych” rad, jak karmić, jak czyścić nosek, jak ubierać i innych… .

Nie spodziewałam się jednak tego, że będę tak wrażliwa na punkcie uwag dotyczących mojego sposobu opieki nad dzieckiem. Oczywiście, tym bardziej, nie przyszło mi do głowy to, że tak często będę otrzymywać „wspaniałe” rady od obcych mi ludzi. Ale dzisiaj na szczęście nie o tym. 🙂

Za szyby samochodu widać przemykające drzewa. Bez wątpienia widać, że powoli zdejmują z siebie barwny płaszcz utkany z liści. Tak więc, wszystko wskazuje na to, że jesień małymi krokami od nas ucieka – nie chcę!

Tegoroczny październik jest dla mnie wyjątkowo spokojny i przede wszystkim jesienny.

Ustały burze, które nie pozwalały iść dalej i postawić konkretnej diagnozy, co dalej. Także, uspokoiłam myśli dotyczące „bambusowania” Pcheły. Pogoda pozwalała na częste spacery, a dzięki temu na szuranie liśćmi – uwielbiam butami podrzucać liście do góry.

Jutro już listopad. Tak więc, zapraszam do mojego października!

ROZWÓJ OSOBISTY

„Zdecydowanie trudniej sądzić samego siebie niż drugiego człowieka.
Jeśli zdołasz to zrobić, będzie to znaczyło, że jesteś prawdziwym mędrcem”  

[MAŁY KSIĄŻĘ]

SŁUCHAŁAM przykładowej playlisty.

Jakoś ostatnio słucham wszystkiego, co włączy Rafał – więc hip –hop jest u nas na porządku dziennym. Przez te ciągłe słuchanie hip-hopu oraz poznaniu wielu fajnych melodii – mamy kawałek swojej piosenki. A więc:

Awdgb, awdgb ojciec zbiera metal z rynien.
Awdgb, awdgb ale ten metal drogi jest…*
*melodia z piosenki Awdgb gość Jaś Kękę

Mały Książe

CZYTAŁAM Mały Książe Antoine de Saint-Exuply oraz
Chłopiec i pies Wendy Holden .

Mały Książe Antoine de Saint-Exuply

Pomału zaczęłam kompletować biblioteczkę Pcheły i o dziwo, znajduję całkiem fajne perełki. A teraz, kto czytał Małego Księcia,? Jakie macie wrażenia po jej przeczytaniu? Bo książka zaskoczyła mnie – pozytywnie.

Pamiętam, że Małego Księcia czytałam jeszcze w szkole. Książka ta była naszą obowiązkową lekturą. I wiecie co, dla mnie, była to przede wszystkim książka beznadziejna i głupia. Ponieważ ja z niej nic nie rozumiałam. Nie miałam pojęcia o co chodzi z tymi całymi planetami i w dodatku z jakąś tam różą.  Zastanawiałam się tylko, po co oni każą nam to czytać. Myliłam się!

A więc, po przeczytanej lekturze, sądzę, że do pewnych książek trzeba dorosnąć. Tak, jak ja musiałam dorosnąć do Małego Księcia. Cieszę się, że teraz mam okazję ponownie powrócić do książek, które kiedyś z pewnością uważałam, za niszczycielki czasu.

Dlatego warto przeczytać ją jeszcze raz. Bo książka ma nie tylko jedne, nawet nie dwa, ale więcej cennych wskazówek. Zapewniam, że na pewno znajdziesz coś dla siebie!     

Chłopiec i pies Wendy Holden

W październiku, w moich rękach znalazło się również coś dla mnie. Chłopiec i pies Wendy Holden. To książka autentyczna, która opisuję ciekawą przyjaźń między chłopcem i psem. Bohaterów książki łączy niestety jedno – choroba. Chłopiec zmaga się  z nieuleczalną chorobę, natomiast pies w wypadku bezpowrotnie stracił łapę. Dzięki sobie i swojej przyjaźni odnajdują sens życia oraz chęć do walki z przeciwnościami losu.   

OGLĄDAŁAM film.

Kamper, reżyser Łukasza Grzegorzek.

Tak, oglądałam film, aż trudno w to uwierzyć! Kamper, reżyser Łukasza Grzegorzek. Pokazuje on ludzi, którzy po szaleńczej, młodzieńczej miłości, zaczynają się gubić. Do ich związku wkrada się brak zaufania, rozmowy, a także niechęć do podzielenia się swoimi planami na przyszłość – czy dotyczy to również nas?

Miło wrócić jednak do starych zwyczajów i jako tako ustabilizować życie. Przyznaję się, że trochę nam się to udało. Ponieważ po pięciu miesiącach systematycznego układania rzeczywistości na nowo, obejrzeliśmy film –  przewidując ówczesne życie, to pewnie taka rozrywka nie zdarzy się prędko. Choć szkoda, bo marzę, aby w końcu usiąść wygodnie na kanapie, wziąć do ręki kieliszek dobrego wina i przy delikatnym strumieniu światła, zatopić się w ciekawą fabułę filmu. Może nie teraz, ale na pewno do tego wrócę!

Bo tymczasem, po całym dniu zabaw z niemowlakiem, ogarniania domowych spraw – nie myślę o oglądaniu filmu, tylko o tym, aby jak najszybciej wziąć prysznic i wskoczyć do łóżka.

W moim przypadku, oglądanie filmów wtedy, gdy jestem zmęczona – nie ma najmniejszego sensu. Bo zamiast się zrelaksować, wyciszyć, sprawić sobie przyjemność –  będę sfrustrowana, zła i pewnie do tego jeszcze senna!

nie UCZYŁAM SIĘ.

Kamper

ŻYCIE PRYWATNE

JESTEM WDZIĘCZNA ZA pogodę.

Pewnie już dobrze wiesz, że kocham jesień. Przede wszystkim tą suchą, kolorową, pachnącą – i zdecydowanie, taką w tym roku mamy. W taka pogodę, mogę godzinami siedzieć na ławce w parku – tylko ktoś musi donosić mi termos z gorącą herbatą. Patrzeć, jak wiatr urywa liście z drzew, tworząc z nich jesienno-liściasty deszcz. Widziałaś taki deszcz?

za wieczorne spacery

Jestem jeszcze wdzięczna za wieczorne spacery. To u nas, nowy miły rytuał. Cała trójka ubiera się ciepło i idziemy do parku. Rafał biega, ja prowadzę wózek i patrzę się na Pchełe, a ona obserwuje drzewa.

Lubię tę kolorową mroczność. W koło nas ciemno, a przed nami po kolei, jedna za drugą zapalają się latarnie, oświetlając nam ścieżkę i drzewa, pełne różnokolorowych liści. Od czasu do czasu patrzę, jak liście spadają w nieregularnym wirze.

CIESZĘ SIĘ z mini wakacji.

Potrzebowałam kilku dni odpoczynku. Od kiedy Pcheła zawitała do naszej dwójki, to nie miałam okazji, aby tak na serio odpocząć i się niczym nie martwić. Mogę zostawić pod opiekę komuś innemu, chociaż… nikt nie chcę z nią zostać. Skubana, zdobyła nawet miano terrorystki.

jesień

OCZEKUJĘ NA nic.

Jest dobrze, tak jak jest! 

BLOG

OBSERWUJĘ I POLECAM

Ciekawy wpis możesz znaleźć na blogu http://www.unikato.pl. Autorka wpisu pisze o tym, jak zmarnowała okazję. Jaką? Zobacz sama. Co do wpisu, powiem tylko jedno: otaczajmy się dobrymi ludźmi i nie zmuszajmy się do robienia czegoś, czego możemy uniknąć! 

A więc, tymczasem żegnaj październik, witaj listopad

A Tobie, jak minął październik?

Opublikowano Dodaj komentarz

Tymczasem wrzesień!

Pcheła jeszcze śpi. Skradam się na paluszkach do kuchni, gdzie w końcu bez pośpiechu zaparzę i wypiję kawę. O tak, dzisiejszy ranek w końcu należy tylko do mnie i moich myśli. Dlatego szybko zabieram kawę z blatu kuchennego, którą przed chwilą zrobiłam i siadam wygodnie na kanapie. Obok mnie, leży od poprzedniego wieczoru laptop, a także koc. Oczywiście, otulam się przyjemnym materiałem oraz chwytam do ręki czarny, prostokątny element. Wiem, że mam mało czasu, dlatego nie zastanawiam się długi i zaczynam kreślić swoje wspomnienia z września.

Dziecko to taka mała istota, która perfekcyjnie uczy myślenia, a także organizacji. Co ciekawe, nie stosuje przy tym żadnych słów i narzędzi motywacyjnych, a człowiek chodzi, jak zegarek, który właśnie przyśpieszył swoje tykanie.

Nie ma miejsca na zastanawianie się, czy ugotować obiad teraz, czy za chwilę. Należy daną czynność zrobić tu i teraz. Nie zostawiać jej na później, bo to później może zostać wypełnione przez inne zadanie lub szkraba, który właśnie zrozumiał, że nie może obyć się bez obecności mamy.

Dlatego to miesiąc pełen organizacji i przyjemnych chwil – i taką właśnie nazwę otrzymuje ode mnie tegoroczny wrzesień.

Nadal jesteś ze mną? Cieszę się i zapraszam do lektury!

ROZWÓJ OSOBISTY

 „Coraz bardziej samotnieje w tłumie tym”
[BUDKA SUFLERA]

SŁUCHAŁAM Budki Suflera Nowa Wieża Babel

Choć piosenka nie należy do najmłodszych, to tekst idealnie obrazuje dzisiejszy świat. Gdzie „rządzą” nami komputery, telefony, nowa technologia – i nie mówię, że świat wirtualny jest zły czy niepotrzebny. Myślę tylko, że korzystamy z niego za dużo – a szkoda, bo świat rzeczywisty jest naprawdę piękny i zaskakujący.

I wiesz co! Najbardziej brakuje mi wieczorów spędzonych ze znajomymi, przy winie czy grach planszowych. Tak po prostu!

We wrześniu słuchałam również Webinaru Pani Swojego Czasu Planuj jak mistrzyni. A potem działaj. Uwielbiam planować, zastanawiać się jakie jeszcze zadania muszą trafić na moją listę to-do oraz dobre nawyki na diagramy monitorujące.  

Z pewnością, mój planner, który leży spokojnie na moim biurku obok lampki biurowej, a także zdjęcia z moich pierwszych rowerowych wakacji jest śliczny! Przede wszystkim znajdziesz w nim równiutkie, estetyczne tabelki, kalendarz na cały rok, strony z tygodniówkami, przeróżne diagramy służące do monitorowania – i co z tego? Jak jednak piękne tabelki są systematycznie nieuzupełniane, kalendarz nieużywany, a zadania nieodhaczane.

Tak więc, jestem mistrzynią planowania i nieudacznikiem realizacji tych planów – ale mam zamiar to zmienić!

CZYTAŁAM – lepiej pasuje – SKOŃCZYŁAM Wichrowe Wzgórza Emily Bronte.

Znalezienie chwili w mojej obecnej sytuacji – Pcheła – na czytanie książek, to nie lada wyczyn i również niezłe gimnastykowanie czasu. Łudziłam się, że będąc na macierzyńskim tym, że pochłonę każdą ilość książek. Rzeczywistość okazała się jednak inna.

OGLĄDAM jak Pcheła rośnie, bo telewizora nie mam

Zresztą i tak nie mam na niego czasu!Jeszcze nie tak dawno ważyła 3 kilo, leżała i leniwie ruszała rączkami i nóżkami – oczywiście jak była spokojna. A teraz? Waży już ponad szóstkę, gaworzy, kwasi się podczas jedzenia, łapie zwierzaki nad łóżeczkiem, zdejmuje skarpety, ogląda książeczki, a także bawi się cyckiem… Lubię patrzeć, jak każdego dnia uczy się czegoś nowego.

UCZYŁAM SIĘ organizacji imprezy rodzinnej. 

ŻYCIE PRYWATNE

JESTEM WDZIĘCZNA ZA Rafała!

Każdego dnia pomaga mi w obowiązkach domowych, i choć raz wychodzi mu to lepie, a raz gorzej, to jednak wiem, że robi to najlepiej jak potrafi. Ponieważ wraca do domu, je obiad i bez gadania pilnuje Pcheły. Oczywiście, między czasie odkurzy, zmyje naczynia oraz wstawi pranie. A ja w końcu mam czas dla siebie. W spokoju zajmuję się, np. zrobieniem treningu, wykąpaniem się i innymi rzeczami.   

CIESZĘ SIĘ, że udało mi się zorganizować imprezę rodzinną.

Znamy się z Rafałem 5 lat i dopiero teraz nasze rodziny miały okazje się poznać. Nie wiem czemu, ale bałam się tego spotkania. Przede wszystkim styku dwóch, zupełnie różnych od siebie rodzin. To tak samo, jakby próbować połączyć ogień i wodę. Byłam pewna, że podczas imprezy będzie drętwo, a także nikt z nikim nie zamieni żadnego zdania. Niepotrzebnie się bałam.

obroniłam tytuł magistra

Mam jednak jeszcze jeden powód do radości – obroniłam tytuł magistra! Nie, nie, nie… ta radość nie jest związana z tym, że teraz przed nazwiskiem mogę wstawić trzy literki, ale z tym, że dokończyłam coś, co zaczęłam 5 lat temu – to taki mój mały sukces.

Bliżej mi do grupy osób, które coś z wielkim hukiem i zaangażowaniem zaczynają, ale po chwili, kiedy cały ten kurz opadnie, to motywacja i energia, którą mają w sobie również.

I jeszcze jedno, że znalazłam w sobie siłę do pisania czegoś, co nie sprawiało mi przyjemności, a raczej przykry obowiązek. Ponieważ czas, pomiędzy przewijaniem, karmieniem, płaczem Pcheły, spacerami, gotowaniem, śmiało mogłam przeznaczyć na coś, co lubię.

OCZEKUJE na jesień.

Ze wszystkich czterech pór roku, to z pewnością jesień stoi u mnie na podium. 

ZDROWIE

CZUJĘ SIĘ pełna energii.

Te ostatnie miesiące uczenia się życia w trzyosobowej rodzinie, dały mi w kość. Ponieważ nie wszystko chwile i momenty były takie cukierkowe i piękne. A kiedy zostałam z Pchełą sam na sam, na kilkanaście dobrych godzin w ciągu dnia. I ten rytuał się powtarzał, i powtarzał… –  i oczywiście, pewnie tak już zostanie –  to chciałam uciekać! Spakować się i po prostu wyjechać…

Na szczęście, uporządkowałam w głowie wiele spraw – pewnie jeszcze te porządki trochę potrwają, ale jestem już na dobrej drodze – których nie przewidziałam.

Nie przygotowałam się do życia w rodzinie…, pomimo tego, że bardzo chciałam.

Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Zaczęłyśmy się z Pchełą dogadywać. Mamy ustalony rytm dnia i się go trzymamy tak, jak najlepiej umiemy. Czasami wychodzi nam to super, a czasami na ten cały plan, tylko patrzymy. Ale zdecydowanie jest lepiej, niż było. Mamy czas na zabawy, gotowanie, czytanie, jedzenie, spacerowanie, a także na odpoczynek od siebie – oczywiście, kiedy ojciec wróci z pracy! Odzyskałam jaką taką równowagę i pewność, że jestem dobrą matką.

JEM zdrowo i racjonalnie

Przynajmniej się staram, aby na mój talerz trafiały tylko dobrej jakości produkty. Niestety nie zawsze tak jest. Walczę z węglowodanami prostymi, tłuszczem palmowym oraz z składnikami, które zawierają literkę E.

BLOG

OBSERWUJĘ I POLECAM 

W tym miesiącu nie mam żadnych polecajek, ponieważ nie miałam czasu zerknąć na pracę innych. Dlatego mam nadzieję, że w październiku uda mi się to nadrobić

Tak więc, minął mi kolejny miesiąc. Witaj październik!

Tylko nie zapomnij pochwalić się swoim sukcesem, który zdarzył się we wrześniu. Czekam:)

Opublikowano Dodaj komentarz

Tymczasem kwiecień!

Pamiętam
dobrze, jak nie mogłam zatrzymać marca, który pędził mi przed oczami z prędkością
światła. Tak bardzo narzekałam na tempo jego trwania, że żałowałam, że tak
szybko się kończy. Chciałam, aby doba dnia wydłużyła się dla mnie, chociaż o
godzinkę. Miałam tyle energii, zapału i chęci, że mogłabym góry przenosić! A
teraz? Kwiecień, którego zakończenia nie mogłam się doczekać. I gdybym mogła, to
skakałabym z radości na cześć jego zakończenia.
Miałam wrażenie, że się dla
mnie zatrzymał i na złość mi, nie chce ruszyć się z miejsca.

Jeśli
masz ochotę poczytać o moim rozmemłanym kwietniu, który w dużej mierze spędziłam
w szpitalu w oczekiwaniu na Malcika, to zapraszam!

ROZWÓJ OSOBISTY



SŁUCHAŁAM
KTG

i śmiało mogę powiedzieć, że są to jedne z najfajniejszych chwile, które
spotkały mnie w trakcie mojej ciąży (zaraz po ruchach Malcika). Ten rytmiczny
stukot „źrebięcych kopytek” działał na mnie tak, jak wypicie dużej ilości
melisy. Gdyby jeszcze mój „źrebak” chciał ze mną współpracować, to odgłosy
wydobywane przez maszynę KTG, byłyby najlepszym lekarstwem na moje bezsenne
noce.



CZYTAŁAM
wiele książek lecz tylko po kilka stron z każdej.

Dlatego można uznać, że nie czytałam nic. I nie jestem jakoś bardzo zasmucona
tym faktem i nawet nie mam z tej okazji do siebie żadnych wyrzutów sumienia –
ja po prostu w tym czasie nie miałam ochoty na czytanie, analizowanie wątków, wtapianie
się w role bohaterów. I pomimo dużej ilości wolnego czasu, który śmiało
mogłabym przeznaczyć na czytanie książek, to jednak w tej okoliczności
wsłuchałam się w mój organizm, który widać nie miał ochoty robienia czegoś „na
siłę”, a ja nie protestowałam. 
  
OGLĄDAŁAM
szpitalną telewizję.
Pięć lat życia bez telewizora sprawiło,
że po wykupieniu abonamentu, oczy kleiły mi się w takim stopniu, że nie mogłam
nad nimi panować i miałam wrażenie, że zostały posmarowane dobrym klejem. W
taki oto sposób podczas pory oglądania telewizji – ja spałam. Owszem zdarzyło mi się
obejrzeć kilka polskich telenowel, których obejrzenie starczy mi na kolejne
pięć lat.

nie
UCZYŁAM SIĘ
, bo nie miałam chęci, ochoty i siły, aby
poświecić czas na naukę jakiegoś aspektu mojego życia. I może zmarnowałam miesiąc,
ale mimo leżenia i obijania się w szpitalu, nie czułam się na siłach, aby
jeszcze dodatkowo poświęcić czas na naukę. Nadrobimy to! Czasami warto odpuścić i nie zmuszać się do czegoś, do czego nie ma się
ochoty. I tak nie przyniosłoby to żadnego, dobrego rezultatu, a tylko
frustracje.


ŻYCIE PRYWATNE


JESTEM
WDZIĘCZNA ZA
Mojego
lekarza,
który prowadził moją ciążę. Za zaangażowanie, troskę
i cierpliwość, którą mi okazał. Cieszę się, że trafiłam na takiego lekarza.
Chciałabym, aby takich lekarzy było, jak najwięcej w naszej służbie zdrowia!

CIESZĘ
SIĘ, że są ludzie, którzy mimo wszystko potrafią być cierpliwi.
Pobyt
w szpitalu uświadomił mi, że również praca położnych nie należy do
najłatwiejszych. Wielokrotnie byłam świadkiem, kiedy musiały zachować zimną
krew i spokój w rozmowie z pacjentką. Czy to one są winne bólu porodowego,
rozpoczynającego się porodu, przewiezienia na inny oddział czy wykonanie
dodatkowego badania, aby sprawdzić czy u dzidziusia wszystko ok?  

OCZEKUJĘ
NA Malcika.
Już nie mogę się doczekać, kiedy będzie już
z nami. I choć obawiam się tej odpowiedzialności i wszystkich tych obowiązków
związanych z małym dzieckiem, to jednak już chcę Malcika na świecie.

ZDROWIE


CZUJĘ
SIĘ kiepsko.
Przypuszczałam, że końcówka ciąży jest
najcięższa, ale nie myślałam, że tak bardzo. Puchnące, ciężkie nogi, które
podczas chodzenia mam wrażenie, że ciągną się za mną metr – brzuch mi tak nie
doskwiera. Odczuwanie kręcenia się w głowie, tak jakbym cały czas była na kacu –
i to takim porządnym! I te uczucie wiecznego zmęczenia, że najchętniej zakopała
bym się pod pierzynę i tę końcówkę ciąży przespała.
JEM
jedzenie szpitalne
. I nie o to chodzi, że jest złe, bo złe
takie, aż bardzo nie jest. Bardziej, że porcje jak dla mnie są za duże i po
zjedzeniu takiego posiłku moje cukry przekraczają zalecane normy. I najgorsze w
tym jest to, że z całej porcji posiłku mogę zjeść połowę i nadal czuję się
głodna.

BLOG

OBSERWUJĘ I POLECAM

W kwietniu na blogu Magdy
– autorki bloga zpamietnikazolzy.co.uk , na którym dzieli się swoimi doświadczeniami
i przemyśleniami – można było przeczytać ciekawy wpis dotyczący przyjaźni.
Autorka wpisu twierdzi, że „to trudny, ale piękny związek”, czy ty też tak
możesz powiedzieć o przyjaźni? Możesz pochwalić się taką przyjaźnią na dobre
i złe, o której pisze Magda?

Jak wspomniałam na wstępie tego wpisu, cieszę się, że kwiecień ulega zakończeniu. Ciągnął mi się, jak kluchy w oleju. A tobie jak minął kwiecień, również czekałeś na jego zakończenie czy skończył ci się za szybko?

Opublikowano Dodaj komentarz

Nadal ich nie znasz? Poznaj! – SHARE WEEK 2018

share week

I ja dokładam swoje trzy grosze do autorskiej akcji Andrzeja Tucholskiego –
SHARE WEEK! To program, który ma na celu polecenie blogów przez innych blogerów. Promują oni treści i osobowości tych, którzy wnoszą do naszego życia i światopoglądu wiele dobrego. Z pewnością, więcej o tej akcji, dowiesz się od samego autora. Wskakuj i przyłącz się do zabawy!

Mam wrażenie, że każdego dnia do świata blogosfery, dołącza wiele wartościowych blogów. Prowadzą je pozytywnie nastawieni do życia ludzie, którzy chętnie dzielą się swoimi doświadczeniami, przemyśleniami, a także swoimi pasjami.

Dzięki temu możemy znaleźć pomysł na samych siebie i siłę do działania. Bo często zdarza się tak, że osoby te są naszą inspiracją. Przede wszystkim, dają nam możliwość uwierzenia, że życie nie musi być nudne i monotonne. Dodatkowo pokazują, że nie tylko my mierzymy się z przeciwnościami losu! Ukazują w „swoich” małych miejscach, emocje i doświadczenie.

Trzy blogi do SHARE WEEK 2017!

Blogi, które polecam w tegorocznym SHARE WEEK są dla mnie szczególnie ważne, ponieważ wniosły do mojego życia i sposobu postrzegania świata wiele zmian. Utożsamiam się z każdym z nich w pewnych elementach życia. Przede wszystkim odnajduję w nich wiedzę, kreatywność a także inspirujący sposób życia.

Dla mnie są to trzy, wyjątkowe blogi. Idealnie wkomponowują się w moje, obecne życie, dlatego to one znajdą się w „moim” tegorocznym SHARE WEEK 2018!


Mamaginekolog.pl

Blog prowadzony przez Nicole Sochacki – Wójcicka. Jak sama o sobie pisze jest „mamą, żoną i ginekologiem, który przemyca wiedzę medyczną dla kobiet.”


Mamaginekolog.pl to z pewnością blog, którego w blogosferze brakowało. Dlatego, że Nicole „uświadamia polskie kobiety na temat ich zdrowia w ciąży”, przekazuje wiedzę, której brakuje nie tylko wśród młodych mam, spodziewających się dziecka, ale także wśród dojrzałych kobiet.

Nicole swoją działalnością przede wszystkim postawiła na mojej drodze drogowskazy świadomości, które aktualnie są dla mnie niezbędne w pokonywaniu mojej drogi o nazwie „dziewięć miesięcy”.


Worqshop.pl


Kreatywny blog lifestylowy prowadzony przez utalentowaną Kasie, która „pokazuje jak żyć kreatywnie i cieszyć się codziennością”.

Dlaczego blog Kasi znalazł się w „moim” SHARE WEEK 2018 ? Ponieważ jestem z Kasią w podobnej sytuacji życia osobistego. Tak samo jak Kasia, czekam na moment powiększenia się mojej małej rodzinki. Dlatego też mam nadzieję, że już za kilka tygodni będziemy cieszyć się, z przybycia na świat małego człowieczka.

W związku z tym jestem z Kasią podczas przybierania na wadzę, wicia gniazdka dla malucha. Jestem z nią w momentach otrzymywania od innych „dobrych rad” wychowawczych, opiekuńczych, pielęgnacyjnych i innych.

Czerpię i z pewnością nadal będę czerpała inspirację z bloga Kasi!


Pannaannabiega.pl

Blog prowadzi rozbiegana Panna Anna, która jak sama przyznaje „wywróciła swoje życie do góry nogami i nadal je zmienia”,

Skutecznie przekonuje, że nigdy nie jest za późno na zmiany w swoim życiu.

Ania dzięki swoim wpisom umieszczonymi na blogu, pokazuje, że wychowanie dziecka, można sprawnie połączyć z realizacją swoim marzeń i pasji. Nie ukrywa, że czasami bywa ciężko i trudno – ale się da! Dlatego też, Ania jest dla mnie wzorem i inspiracją. Pokazuje, że mimo trudu związanego z założeniem rodziny oraz z ciągłym życiem na walizkach, nadal można realizować swoje pasje i czerpać z życia, jak najwięcej.

Uwielbiam jej uśmiech i sposób postrzegania świata!  

I szkoda, że mogę wytypować tylko trzy blogi – bo przyznacie mi rację – w sieci można znaleźć naprawdę wiele wartościowych, estetycznych blogów, które każdego dnia dokładają swoją kropelkę wiedzy i doświadczenia do morza inspiracji!

A Ty masz swoje ulubione blogi, które śledzisz i są dla Ciebie inspiracją? Podziel się ze mną! Chętnie je poznam.

Opublikowano Dodaj komentarz

Tymczasem marzec!

Mam
wrażenie, że czas dla mnie przyśpieszył. Dni uciekają mi w tak zaskakująco szybkim
tępię, że nie mogę za nimi zdążyć. Przecież jeszcze nie tak dawno pisałam podsumowanie
ze stycznia, a już muszę pisać o moim marcu. Niech ktoś zatrzyma ten czas,
chodź na chwilkę!
Powiedzonko
w marcu jak w garncu idealnie do tego
miesiąca pasuje, bo kilka wiosennych dni wraz z falami zimna dobrze się z nami
„bawiło”. Już miałam nadzieje, że wiosna na dobre u nas zawitała, to jednak ona
wolała zagościć się, ale tylko w witrynach sklepowych. 
Lubię
wiosnę, jak wszystko zaczyna powolutku budzić się do życia. Nawet u mnie
zauważyłam poprawę nastroju, a także przypływ chęci, która małymi kopniakami
motywuję do działania – tych kilka wiosennych dni było mi potrzebne!
Ale
nie tylko ja poczułam i wykorzystałam pierwsze podrygi wiosny. Coraz więcej
osób można zauważyć spacerujących, jeżdżących na rowerach, rolkach czy
biegających. Chwilami im zazdroszczę, bo ja też chcę wskoczyć już na
rower!

  

ROZWÓJ OSOBISTY



„Wiem jedno – siła jest wtedy, kiedy
ma się swoją pasję i ciągle robi COŚ fantastycznego, swojego,
własnego
i można się z tym podzielić z innymi”
              
[JERZY
GÓRSKI]


SŁUCHAŁAM
webinar Oli Budzyńskiej.
Ola poprowadziła webinar na temat Jak radzić sobie z krytyką i działać?
Nie ukrywam, że z krytyką nigdy nie umiałam, chyba nadal nie umiem sobie radzić
choć od jakiegoś czasu uczę się z nią „komunikować”. Od kiedy pamiętam, zawsze
miałam niską samoocenę i bacznie zwracałam uwagę na to co mówią o mnie inni. Nie
mogłam sobie w żaden sposób z nią poradzić, a tym bardziej przejść jeden krok
przed nią. Podam prosty przykład. Z założeniem strony na facebooku czekałam – nawet
nie wiem za czym – do ostatniego możliwego momentu. No, ale najwyższy czas „stanąć przed lustrem tak pewnie jak facet”- KĘKĘ.
CZYTAŁAM
dużo!

Najlepszy. Gdy słabość
staje się siłą.
Książka napisana przez Łukasza Grassa,
którą autoryzował sam bohater – Jerzy Górski (były narkoman i monarowiec, a
przede wszystkim legenda polskiego triathlonu).
  
Jest to piękna historia
człowieka, który dotknął dna, ale dzięki swojej determinacji, sile i pomocy
przyjaciół wzniósł się wysoko, gdzie większość z nas nawet o tym nie marzy, a
tym bardziej nie myśli. Losy Jerzego Górskiego pokazują, że nigdy nie jest
późno na zmiany w swoim życiu, że nigdy nie warto się poddawać i należy walczyć
z całych sił o lepsze jutro, o nas samych!
Książka daje mocnego
kopniaka, aby nie czekać na lepszy czas, tylko już dziś realizować swoje
marzenia. Jeśli jesteś w „zawieszeniu” i nie wiesz, którą drogę wybrać lub
straciłeś motywację w osiąganiu swoich marzeń, celów –  to ta książka jest dla Ciebie!
Za zamkniętymi drzwiami – B.A. Paris Światowy
bestseller? Zdecydowanie nie dla mnie! Książka, to thriller
psychologiczny, która opisuje losy małżeństwa – doskonałego małżeństwa czy
jednak perfekcyjnego kłamstwa
?  
Powieść napisana prostym
językiem, którą czyta się bardzo szybko. Jest to lektura na jeden, dłuższy
wieczór i idealnie nadaję się na „pierwszą” książkę po dłuższej przerwie w
nieczytaniu. Nie potrzebna jest żadna analiza postaci czy brnięcie przez długie
opisy.
   
Czekałam na tę książkę,
po tylu pozytywnych komentarzach i tych kolejkach w bibliotece po tę pozycję,
wiedziałam, że muszę sprawdzić, co to za bestseller. I kiedy zobaczyłam w
sklepie, że jest w sprzedaży, od razu, bez namysłu wsadziłam do koszyka. Czy
był to dobry ruch z mojej strony? Sądzę jednak, że mogłam poczekać w jednej z
kolejek do tej książki. Wiem jednak, że bestsellery są przereklamowane!
Na mnie książka nie
zrobiła wielkiego wow, ale każdy ma prawo mieć swój pogląd i może akurat tobie
książka przypadnie do gustu.

Kuba – Jakub Błaszczykowski, Małgorzata
Domagalik
Książka Kuba to autobiografia Kuby
Błaszczykowskiego, jednego z najwybitniejszych polskich piłkarzy, który dzięki
swojej sile charakteru, pracowitości „wspiął się na piłkarski szczyt”. Mimo że historia Kuby
Błaszczykowskiego jest prawdziwą historią pisaną przez życie i osobiście cenię
go jako piłkarza, a tym bardziej jako człowieka, to niestety książka nie
trafiła w mój gust. Jest to tak naprawdę zbiór wywiadów przeprowadzonych wśród
rodziny, przyjaciół i znajomych, którzy w sposób idealistyczny wypowiadali się
na temat Kuby. Wydaję mi się, że sama autorka książki jest zafascynowana Kubą
do takiego stopnia, że zrobiła z tego „przesłodzony” misz-masz o Kubie.
Dlaczego warto
przeczytać? Uważam, że poznanie historii Kuby, która pokazuję, że nawet w
trudnych sytuacjach i wydarzeniach w życiu, jesteśmy w stanie zajść daleko.  Historia ta, da
nam wiele do myślenia. Tylko potrzeba nam wiary w siebie, chęci i determinacji. 
    
OGLĄDAŁAM
„dziwne” filmy.
W marcu nie miałam szczęścia do filmów.
Jeśli macie jakieś propozycję filmowe, które warto zobaczyć, to ja chętnie
poproszę. A tymczasem obejrzałam:
Kształt wody reżyserowany przez Guillermo del
Toro.
Jest to film, którego w ogóle nie zrozumiałam, a poszukiwałam
sensu tam, gdzie go nie było. Nawet nie potrafię opisać o czym był film. W
mojej ocenie jedynie tytuł filmu zasługuję na dobre noty.
Pocałunek dla Jeda w reżyserii Maurice Linnane. Dziewiętnastoletnia
Orla wygrywa program program telewizyjny, którego nagrodą jest odnalezienie
Jeda Wooda i pocałowanie go. Jest to komedia, przy której ani razu się nie
uśmiechnęłam – może z moim poczuciem humoru coś jest nie tak?
Drapacz chmur – Rune Schiott – komediodramat,
który porusza problemy dorastania nastolatków, a wraz z nimi toksyczne
zachowanie rodziców, którzy nie potrafią radzić sobie ze swoimi problemami.
UCZYŁAM
SIĘ rosyjskiego.
I choć jest to tylko chwilowe (język na
studiach), to cieszę się, że mam okazję trochę „liznąć” tego języka. A
najbardziej podoba mi się jego melodyjność i oczywiście literki. Stwierdzam
nawet, że po rosyjsku piszę ładniej niż po polsku. Mam nadzieję, że kiedyś
wrócę do nauki tego języka!

ŻYCIE PRYWATNE

JESTEM
WDZIĘCZNA ZA

Spacery
– te kilka ciepłych dni spędziłam na spacerowaniu. Jak dobrze, że mogłam wyjść
z mojej dziupli nie czując przy tym smogu, który stawiał mi włosy dęba. Mam w
okolicy tyle pięknych miejsc do spacerowania, że nie zamierzam z żadnego
rezygnować, podczas majowych wyjść.
  
Szkołę
rodzenia
– to były dwa tygodnie dobrze spożytkowanego czasu –
mam nadzieję, że tyle czasu wystarczy, aby nie zgubić się w nowej roli. Uważam,
że trafiłam do dobrej szkoły rodzenia (jeśli ktoś jest z Olsztyna i spodziewa
się bobasa, to chętnie polecę), w której dowiedziałam się wielu wartościowych
rzeczy, o których nie miałam nawet pojęcia. Zajęcia prowadzone przez położną –
psycholog, która z ogromnym zaangażowaniem i spokojem prowadziła zajęcia.
Szkoda tylko, że te dwa tygodnie, tak szybko minęły!
CIESZĘ
SIĘ,
że wyprawkę mam już za sobą. Nawet nie wiedziałam jak
się za to zabrać i marzyłam, żeby ktoś to zrobił za mnie. Prawdopodobnie nie
wszystko zostało kupione i przygotowane, ale nie chcę już nad tym myśleć. Mam
dość zastanawiania się czy termometr kupić taki czy owaki, czy rozmiar 56 to
będzie dobry, czy może okaże się za duży, albo za mały. Czy pampersy takiej
firmy, czy może innej i wiele innych rzeczy, które powodowały, że nikł mi
uśmiech na samą myśl o zakupach. Z końcem marca zakończyłam swoje kompletowanie
wyprawki, resztę zostawiam dla przyszłego taty – przecież nie może się nudzić,
jak ja będę w szpitalu J. Jeśli macie jakieś rady, które rzeczy
warto mieć już w pierwszych dniach życia dziecka, to chętnie przekaże wskazówki
przyszłemu tacie. Teraz jest czas dla mnie!

OCZEKUJĘ
NA dołączenie Malcika do naszej rodziny.
Chodź świadomość,
że każdy dzień jest bliższy godziny zero, przyprawia mnie o ból głowy i
„dygoczące nogi” –  po prostu się boję.
Jednak wolę mieć to już za sobą, bo kolejne badania, testy, nieprzespane noce,
wychodzenie z łóżka jak tarzająca się foka – dobrze, że ten mój Rafał jest
szczupły, bo inaczej bym go nie przeskoczyła – ciągle głodna, puchnące ręce i
nogi powodują, że marzenia o gromadce dzieci stawiam pod dużym znakiem
zapytania.
 
ZDROWIE

CZUJĘ
SIĘ w kratkę.
Nic się nie zmieniło od poprzednich
miesięcy, doszło jeszcze więcej obowiązków do moich rannych rytuałów (mierzenie
ciśnienia). Więc mogę stwierdzić, że miałam piękny pierwszy trymestr ciąży,
gdzie wymioty na tle tych wszystkich aktualnych schorzeń to mały, niewidoczny
pryszcz. Początki ciąży mogę uznać
za „w miarę” spokojne i przyjemne, tak ta końcówka ciąży daje mi w kość.

JEM
produkty z małą ilością cukru.
Jaką ja mam ochotę na
serniczek z brzoskwiniami, lody, babeczki z kremem i kawę. Tak, mam ogromną ochotę
na kawę! Już nie mogę się doczekać, kiedy po porodzie napije się dobrej kawy z
mlekiem. Mam już dylemat czy poprosić Rafała o leniwe na słodko czy o dobrą
kawę po urodzeniu dziecka. Kurczę, z moimi zachciankami to niedługo catering
będzie musiał przyjechać na porodówkę.
 
Na ten czas muszę zadowolić się Kanapkamiz mozzarellą i pomidorem, które są pyszne, jednak zjadłabym sobie od czasu do
czasu pierogi z jagodami. Przepis na kanapki z mozzarellą i pomidorem
znajdziesz na blogu!

BLOG


OBSERWUJĘ
I POLECAM


1. Na blogu mamozo.com można znaleźć
ciekawy wpis dotyczący tego, jak
radzić sobie ze zbyt częstym korzystaniem ze smartfonu. Autorka bloga –
Ewelina – „sprzedaje” sprawdzone rady, w jaki sposób można ograniczyć używanie
smartfonu. 

2. Agnieszka na swoim
blogu aciecwierz.pl dodała
wartościowy wpis, w którym opisuje
wskazówki, jak polubić siebie. Zaznacza, że „samoakceptacja to ciężka
praca”, z którą się zgadzam. Sama mam z tym kłopoty.

3. Na blogu chilliczosnekioliwa.pl odnalazłam
wpis jak ustawić aparat
względem potraw. Nie ukrywam, że z podstawami fotografii, czy sama
fotografią mam problemy. A dzięki temu wpisowi jestem o krok – mam nadzieję –
bliższa tworzeniu ładnych zdjęć. Zdjęcia Zuzi są przepyszne! Sama sprawdź!


I
oto takim sposobem dobrnęliśmy do końca marca. To był owocny miesiąc. Udało mi
się zrobić więcej niż w lutym, który przeleciał mi przez palce!


Jeśli masz ochotę zobaczyć, jak
„przebimbałam” luty, to wskakuj do podsumowania z lutego.

Czas
przygotować się do kwietnia i wejść do niego pewnym krokiem! Przygotowani na kwiecień?

Opublikowano Dodaj komentarz

Zapiekanki z mozzarellą i pomidorem

Dziś na bloga wjeżdża
przepis na smaczne i błyskawiczne zapiekanki z mozzarellą i pomidorem. Idealnie
sprawdzają się w dzisiejszym tempie życia, w którym pędzimy i nie mamy czasu na
przesiadywanie w kuchni. Jeśli akurat nie masz za wiele czasu na przygotowanie
śniadania lub kolacji – bo musiałaś posiedzieć dłużej w pracy, dzieci chcą się
bawić lub koleżanka niespodziewanie zapowiedziała swoje przyjście, a Ty nie
masz pomysłu co przygotować –  to podsyłam Ci pomysł na COŚ naprawdę
pysznego, a przy okazji zdrowego i taniego!

U mnie zapiekanki bardzo
dobrze sprawdzają się podczas spotkań ze znajomymi lub rodziną, a obecnie nawet
królują w mojej diecie cukrzycowej. Dlatego też aktualnie w mojej kuchni można
spotkać zapach piekących się zapiekanek. Nie podnoszą u mnie glukozy do takiego
stopnia, że mój glukometr musi świecić jak dojrzały pomidor, a ja dzięki temu
mogę się nimi zajadać nie martwiąc się o mój poziom cukru we krwi. Na ich
przygotowanie nie spędzam dużo czasu więc mogę w tym czasie zrobić wiele innych
rzeczy.
Jeśli spodziewasz się
gości, imprezki czy po prostu nie masz ochoty i czasu na przyrządzanie czegoś
do jedzenia co zajmie Ci dużo czasu, a Twoim priorytetem jest coś szybko i
zdrowo przekąsić –  to nie wahaj się tylko rób zapiekanki! Na ich przygotowanie nie
stracisz dużo czasu. Te kilka produktów
sprawi, że Twoi znajomi, ale przede wszystkim Twoje kupki smakowe, nie będą
narzekać!     

Poniżej znajdziesz
przepis na zapiekanki z mozzarellą i pomidorem.
Zapiekanki
z mozzarellą i pomidorem
Składniki:
  • Pieczywo
  • Ser
    mozzarella
  • Bazylia
    (świeża lub suszona)
  • Masło
    lub oliwa z oliwek ze szczyptą czosnku granulowanego
  • Pomidor

Sposób wykonania:
Pieczywo pokroić na
kromki. Kromki pieczywa posmarować masłem lub skropić oliwą z oliwek, posypać
szczypta czosnku granulowanego. Na przygotowaną bazę z pieczywa i masła
nakładamy: plasterki pomidora, plasterki sera mozzarella oraz posypujemy
suszona bazylią (jeśli używasz świeżej bazylii to nakładamy ją na kanapki po
wyjęciu z piekarnika).
Piekarnik rozgrzewamy do
180 stopni C i zapiekamy do momentu zapieczenia się sera (około 10 minut).
Prawda, że przygotowanie
tych kanapek nie sprawi, że spędzimy dużo czasu w kuchni, a po kilku minutach
będziemy cieszyć się ich smakiem!
A może Ty posiadasz przepis
na pyszną i błyskawiczną przekąskę, która nada się na spotkania ze znajomymi? Może
jak ja znalazłaś się w gronie „słodkich mam” i posiadasz już swoje sprawdzone
przepisy?  Chętnie się dowiem i
wypróbuję! Bo jak zapewne już wiesz, szykuje mi się czas WIELKICH zmian, dlatego z
chęcią przyjmę przepisy na szybkie w przygotowaniu dania!
Przepis na zapiekanki
został zaczerpnięty z fanpage Ewy Chodakowskiej.

Opublikowano Dodaj komentarz

Tymczasem luty!



Nawet
się dobrze nie obejrzałam, a jestem już jedną nogą w marcu. Gdzie mi ten luty
cichutko przemknął? Nie mam pojęcia. Może dlatego, że z początkiem miesiąca
dopadło mnie choróbsko i nie miałam ochoty a tym bardziej siły na realizację
planu, który sobie założyłam na ten czas. Niestety jak z początkiem miesiąca
wpadłam w nurt spokoju, odpoczynku i wyluzowania tak popłynęłam do końca lutego.

Jak
wiecie luty to czas miłości, ale dla mnie, to nie tylko czas serduszek. To dla
mnie również miesiąc moich urodzin. W związku z tym, że w tym roku skończyłam 25 lat, powstał wpis
osobisty – tego o mnie nie wiesz. Jeśli chcesz mnie bliżej poznać i sprawić,
abym ja również Cię poznała, to wpadaj do bloga!  
Luty
minął mi bardzo przyjemnie, dużo czasu spędziłam na odpoczynku, z rodziną, z którą nie spotykam się tak często jakbym tego chciała, planowaniu
harmonogramu dnia w związku z moją nową ciążową przygodą (w dalszej części tekstu
dowiesz się z jaką przypadłością musiałam się zmierzyć), remoncie, który przede
wszystkim dozorowałam i oglądałam postępy pracy – ktoś kierownikiem być musi!  

Masz ochotę zobaczyć jak minął mi
luty? Zapraszam.
ROZWÓJ OSOBISTY

„Nie ma nic poza tym, co masz W SOBIE dzieciak
Nie ma nic poza tym, nie!”
[KĘKĘ]

SŁUCHAŁAM
różności.
W lutym moja muzyczna playlista składała się z takich
utworów jak: Nie raj – LAO CHE, Nie mamy skrzydeł – MIUOSH, JIMEK, NOSPR,
Jammin – ŁĄKI ŁAN (taka rytmiczna
odmiana wcześniejszych utworów). W końcówce lutego w moich głośnikach zagościł
również KĘKĘ wraz ze swoja nową piosenką Samson
– można dać się ponieść melodii i refleksji! Taki właśnie był mój luty –
spokojny, melancholijny, z odrobiną szaleństwa. 

CZYTAŁAM
– aż brzydko się przyznać – nic.
W tym miesiącu bardziej
by pasowało określenie „nie czytałam nic, co sobie zaplanowałam” W lutym niestety
nie przeczytałam żadnej książki mimo że na półce cichutko stały dwie pozycje – Nieznośna lekkość bytu Kundera oraz Maszyna do pisania. Kurs kreatywnego pisania
Bondy –  Zdecydowanie to nie były
książki, które zachęciły mnie do spędzenia z nimi tych kilka śnieżnych dni.

Myślę, że mogło to
wynikać z tego, że na te śnieżno – mroźne dni, miałam zaplanowane inne pozycje
książkowe (lista Ani z bloga www.rygtech.pl), jednak olsztyńskie biblioteki nie
mają zbyt wielu egzemplarzy, aby mogło daną książkę wypożyczyć wiele osób.
Rezerwacje i kolejki do danej książki się nie kończą. W związku z tym
planowałam kupić, ale remont małego pokoiku i jego wyposażenie zjadły nam
wszystkie finanse, może w marcu się coś uda.

OGLĄDAŁAM
Marley i ja w reżyserii Davida Frankel.
Film przedstawia losy
świeżo upieczonego małżeństwa, które staje przed dylematem powiększenia
rodziny. Ona chcę mieć już dziecko, a on nadal się waha. W związku z tym kupuje
młodej żonie psa, który ma sprawdzić czy nadają się na przyszłych rodziców.

Czy film mi się podobał?
Raczej tak, choć nie był to film, który porywa od pierwszych scen. To jednak udało mu się na sam mnie wzruszyć.

UCZYŁAM
SIĘ samodyscypliny.
Pamiętacie jak pisałam o planowaniu
swojego roku?

Jeśli nie, to zapraszam do wpisu jak świadomie zaplanować swój rok.
Przedstawiam w nim moje założenia na rok 2018, na które mam zamiar zwrócić
szczególną uwagę.

Dlaczego samodyscypliny?
Ponieważ w lutym dołączyłam do grona słodkich mam i jak wiadomo samodyscyplina
okazała się niezbędna w pilnowaniu poziomu cukru we krwi. Należy pilnować
godzin posiłków, aby o określonej godzinie zbadać krew. Przygotowanie posiłków musi
być regularne, zgodnie z zaleceniami diabetologa.

ŻYCIE PRYWATNE

JESTEM
WDZIĘCZNA ZA spotkanie z rodziną.
Lubię czas spędzony z
rodziną i w lutym miałam kilka pięknych spotkań. Jeden z weekendów lutego
spędziłam w śnieżnej Gołdapi ( jest to malutka miejscowość znajdująca się na
północno – wschodnim zakątku Polski). Ach, te małe uliczki przysypane białym
puchem! Uwielbiam taki klimat.

Odwiedziła mnie również
rodzina, która mimo że przewraca mi mieszkanie do góry nogami i zakłóca rytm
mojego dnia – to jednak z utęsknieniem czekam na te spotkania! 
   
CIESZĘ
SIĘ, że do naszej małej rodzinki dołączył nowy rower Rafała.
I
może nie jest to radość związana stricte
z zakupem roweru, ale z realizacją marzeń kogoś na kim ci bardzo zależy.



OCZEKUJĘ
NA koniec chaosu w mieszkaniu związanego z remontem.
Sterty
papierów, ubrań, książek i kurzu znalazły się z dnia na dzień w moim salonie. W
związku z tym nie tylko bałagan trwa w małym pokoju, który przygotowuję się na
przyjęcie Malcika, ale i w całym mieszkaniu. Mimo tych wszystkich skutków
ubocznych z tym związanych, bardzo się cieszyłam, że widać już pierwsze efekty
tego zamieszania i nie mogę doczekać się efektu końcowego. Odnowiona szafa i
pawlacz, które zmieniły kolor na bardziej elegancji i przyjemny – robią
wrażenie, a co to będzie jak dojdą wszystkie inne kosmetyczne dodatki. Nie mogę
się doczekać, kiedy wejdę do pokoiku z wyprawką, która jak na razie czeka na kartce.  

ZDROWIE

CZUJĘ
SIĘ głodna i zmęczona.
W związku z wprowadzoną dietą
cukrzycową jestem po prostu głodna. Czasami się śmieje, że teraz to Malcik je,
a matka swoje już zjadła.

Zmęczona, bo moje noce
wyglądają już, jak obowiązkowe wstawania do płaczącego dziecka, które domaga się
jedzenia lub przebrania przemoczonego pampersa. Tylko u mnie oprócz jedzenia i
nadprogramowych wizyt w toalecie dochodzi jeszcze mierzenie cukru.

JEM
mało i zdrowo.
Dlatego też moje „jedzenie za dwoje”
uległo zmianie na „jedzenie dla dwojga”. I choć trudno zrezygnować z
naleśników, pierogów z jagodami, serniczków i lodów to ta mała istota zdziałała
cuda. Rafał się śmieje, że jest lepsza od Chodakowskiej. Ewka do nie jedzenia
słodyczy nie mogła mnie zmotywować przez 5 lat, a Malcik zrobił to w jeden
dzień – myślicie, że to już syndrom nadopiekuńczości?

W lutym na moim stole
goszczą się zapiekanki z mozzarellą i bazylią – niedługo pojawią się na blogu –
makaron z cukinią i pomidorami oraz przepyszna, domowa granola. No i oczywiście
orzechy nerkowca – i pytam się, dlaczego one są takie drogie?

BLOG

OBSERWUJĘ
I POLECAM


1.  W lutym na blogu Ewy – lawyerka.pl – można było
odnaleźć ciekawy wpis dotyczący udostępnieńfilmów z Youtube na blogu. Czy takie udostępnianie jest zgodne z prawem?
Sprawdź!

2. Pisałam już, że
uwielbiam wpisy dotyczące książek? I taki oto wpis znalazłam na blogu Agaty – agaffio.blogspot.com. Autorka
bloga stworzyła swoje zestawienieksiążek, które przeczytała w 2017 roku. Ja w tym zbiorze znalazłam książkę, którą
chciałabym przeczytać, może i ty znajdziesz?

3. Luty kojarzony jest
często z miesiącem miłości, a to zapewne za sprawą walentynek, które przypadają
na ten czas. Dlatego też w blogosferze można było odnaleźć wiele wpisów o
miłości, jednak ten był dlamnie wyjątkowy! Na blogu owsiankaikawa można przeczytać bardzo osobisty
i wzruszający wpis przedstawiający jeden z najpiękniejszych momentów życia!
Opublikowano Dodaj komentarz

10 faktów – tego o mnie nie wiesz!

Dzisiaj na blogu wpis z tych osobisty, który być może pomoże Ci „wstępnie” poznać jakim jestem człowiekiem. Nie będzie długo i postaram się, aby również nie było bardzo nudno. Oczywiście zataiłam takie fakty, które by mnie doszczętnie kompromitowały:) Chyba, że kiedyś się odważę. Jestem pewna, że tego o mnie nie wiesz! 

sprzedałam samochód, aby kupić rower! – taaak, i jestem z tego dumna!

Dlatego nie była to nawet trudna decyzja, z którą musiałabym się kilka nocy przespać. Spotkałam na swojej drodze osoby, które zainspirowały mnie do spędzenia czasu „trochę inaczej” niż zazwyczaj. Przede wszystkim, to był czas, w którym potrzebowałam zmian, chciałam wywrócić swoje życie o „kilka stopni” –  wszyscy chcą o 180 stopni, to ja pomyślałam, że niech się uda chociaż o kilka – i udało mi się!

kocham słoneczniki!

Ooo tak! Zakochałam się w nich podczas jednej z podróży kolonijnych. To widok słowackich pól pełnych słoneczników spowodował, że się im oddałam. Tak też pozostało do tej pory. Nawet spróbowałam posadzić słoneczniki w moim małym ogródku, jednak żaden nie wyrósł. Dlatego myślę, że kwiaty mnie nie lubią i to nie tylko słoneczniki!

wariuję na punkcie kolorowych długopisów, kredek, karteczek i
innych artykułów papierniczych i szkolnych.

 Zdecydowanie mam tego za dużo!

uwielbiam spacerować po księgarniach i bibliotekach!

Z pewnością, gdybym miała trochę więcej pieniędzy, to tę powstałą nadwyżkę gotówki z pewnością zostawiałabym w księgarni, a nie na koncie oszczędnościowym.

pije kawę zbożową, może bardziej mleko z kawą zbożową.

Obecnie – niestety – kawa została wykluczona przez mój organizm (na pewno nie została wyeliminowana przeze mnie, bo ja takiej głupoty bym nie zrobiła!), ale już niedługo – mam nadzieję – będę na nowo cieszyć się jej smakiem i może w przyszłości jakiś ekspres do kawy się znajdzie!

boję się burzy i to bardzo!

 I jestem pewna, że jest to już brontofobia. I jeśli nawet ktoś powie mi, „że nie ma czego się bać” – po takich słowach na pewno nie przestane bać się burzy.

jako nastolatka topiłam się w książkach Sparksa!

Prawdopodobnie, dzięki niemu rozpoczęłam swoją przygodę z czytaniem książek. Dlatego też, teraz nie mam oporów przed innymi gatunkami literatury, takim jak: kryminały, biografie, poradniki, opowiadania, powieści… i częściej to właśnie one ląduję w moich rękach – a przy okazji to jestem zwolenniczką książek papierowych!

uszyłam sobie sukienkę, w której byłam na imprezie rodzinnej.

Co najważniejsze. Prawdopodobnie nikt nie poznał jednak, że sama ją uszyłam (albo nikt nie chciał mówić).

kocham góry!

Lubię chodzić (trochę mniej jeździć rowerem – ponieważ, po kilku kilometrach pokonują mnie) po szlakach i patrzeć na ich potęgę. Milczące i niebezpieczne, ale przede wszystkim pobudzające do refleksji, udowadniają jakim małym człowieczkiem jesteśmy na ziemi.

moim marzeniem było mieć własne biurko w pracy.

I być może wszystko byłoby w porządku, gdybym przy tym biurku nie siedziała osiem godzin, non stop!

I co, pewnie tego o mnie nie wiedziałaś?-

Poznajmy się! Jeśli masz ochotę, to zdradź kilka faktów ze swojego życia. Chętnie i ja Ciebie poznam. Być może podzielisz się „jakimś” faktem z życia, z którego teraz chcę Ci się śmiać, a „kiedyś” nie było Ci wcale do śmiechu?