Opublikowano Dodaj komentarz

Tymczasem styczeń!

Styczeń
to czas, w którym zazwyczaj podsumujemy przemijający rok. Oceniamy, analizujemy
czy jesteśmy zadowoleni ze sposobu wykorzystania swoich dwunastu miesięcy czy
jednak mogliśmy zrobić coś więcej. Ale styczeń, to nie tylko podsumowania z
przemijającego czasu, ale również, to czas nowych celów, postanowień, wyzwań.

Pierwszy raz w tym roku – nie przez
przypadek zresztą – podeszłam, tak racjonalnie do realizacji swoich, przyszłych
marzeń. Jeśli masz ochotę przeczytać, jak świadomie zaplanowałam swój nadchodzący rok, zapraszam do przeczytania.

Nie owijając w bawełnę będzie to szczególny
rok: dla mnie, ale także dla NASZEJ TRÓJKI! Chcę być „w pewnym stopniu” –
chociaż wiem, że nie wszystko zdołałam przewidzieć – przygotowana na ten
WYJĄTKOWY rok. 

Chcesz o tym poczytać? To wskakuj do
wpisu Dzień, który zmienił moje życie!

Nowy
rok – i świadomość, że moją białą kartkę mogę zapisać swoimi wyzwaniami –
wpłynął na mnie bardzo pozytywnie. Poczułam przypływ energii, chęci i zapału do
realizacji tego, co sobie „wymyśliłam”.

Tymczasem
przedstawiam ci sprawozdanie z mojego stycznia. Usiądź wygodnie i poczuj moją falę inspiracji!
ROZWÓJ OSOBISTY

Nie prosiłam a mam.
WSZYSTKO MAM!
[MIKROMUSIC]

SŁUCHAŁAM
na krzywy ryj
w wykonaniu zespołu MIKROMUSIC, którą usłyszałam w radiowej Trójce.
Piosenka od razu wpadła mi w ucho i zauroczyła
tekstem, muzyką, głosem. A jak później odnalazłam teledysk to moje zauroczenie
tą piosenką sięgnęło zenitu. Też tak macie, jeśli spodoba Wam się jakaś
piosenka –  tak bardzo, ale tak bardzo,
bardzo – to nie możecie się od niej oderwać i moglibyście słuchać jej
nieustannie, czy tylko ja jestem taka sfiksowana?
Może wynikało to z jej
prostego przekazu, który pobudził mnie do refleksji. Bo kurczę, tak naprawdę
wszystko mamy, ale ciągle dążymy do więcej i więcej. Jakby to więcej miało coś zmienić w naszym
życiu. Czy nie lepiej trochę odpuścić i
po prostu żyć? Wyznaczać sobie nowe marzenia, cele i małymi kroczkami zbliżać
się do ich realizacji? Bez niepotrzebnej presji, stresu czy zazdrości.
Nie patrzeć na innych, tylko czerpać
pozytywy z tego, co
dało nam życie.

Zimowy wiatr na twojej twarzy Carla Montero

CZYTAŁAM
Zimowy wiatr na twojej twarzy
Carla Montero.
To przejmująca panorama ludzkiego losu, z
którego kpi wielka historia”. Myślę, że te słowa trafiają w sedno opisując tę
pozycję.
„Opasła lektura” –
osobiście nie przepadam za książkami o dużej liczbie stron – która porwała mnie
w świat Leny i Guillena. I nie jest to historia dwojga ludzi, których droga
usłana jest różami, a na koniec możemy spodziewać się happy endu. Są to jednak
losy ludzi, którzy –  rzuceni w szpony
wojny – poprzez swoje wybory „ranią” siebie, komplikując sobie życie.
 
Książkę
czytało mi się bardzo przyjemnie. Fabuła na tyle wciągająca, że nie pozwoliła
mi od siebie uciec i dzięki temu spędziłam z nią kilka godzin, których nie
żałuję!

OGLĄDAŁAM
Jutro będziemy szczęśliwi.
To komediodramat Hugo Gélin, który
poleciła mi Patrycja – cieszę się, że nasza rozmowa zeszła na temat filmów, w związku z tym mogłam
w niedzielne popołudnie zobaczyć dobry film.
Jutro będziemy szczęśliwi
to zabawny i pełen czułości film, ukazujący silną więź między ojcem a córką.
Córką, która „spada” na niego jak grom z jasnego nieba w czasie, kiedy on wiedzie
spokojne i beztroskie życie na Francuskiej Riwierze. Czy główny bohater –
Samuel – odnajdzie się w nowej roli jako ojciec? Zobacz, bo naprawdę warto!
Jeśli szukasz filmu na
wieczór, to chętnie Ci go polecam. Myślę, że każdy rodzić (obecny czy przyszły)
powinien go obejrzeć!
UCZYŁAM
SIĘ na zaliczenia i egzaminy.
Czas zbliżającej się
sesji na uczelni jest dla mnie  zazwyczaj
gorący (dlaczego nie mogę się uczyć systematycznie, tylko przeważnie wszystko
zostawiam na sam koniec?). I mimo że jej temperatura była zdecydowanie niższa,
niż we wcześniejszych zaliczeniach semestralnych, to i tak dało się odczuć
powiew gorąca.                                                                                      
ŻYCIE PRYWATNE

JESTEM
WDZIĘCZNA ZA:
Szycie.
W
tym miesiącu uszyłam – moim zdaniem – świetne worki, plecaki (oceńcie sami!),
które przydadzą się na wiosenne spacery. Z tego zafascynowania i dumy, że tak
dobrze idzie mi ich szycie – uszyłam, aż
trzy!
Myślę, że zorganizuję „jakiś” fajny, kreatywny konkurs, który pomoże
mi znaleźć nowych właścicieli. Co Wy na to? Ktoś chętny na wzięcie udziału?
worek - plecak
Śnieg.
Brakowało
mi tego białego puchu w grudniu, który może zmieniłby moją atmosferę świąt i
odczucia z nimi związane. Dlatego też, cieszę się, że w styczniu tego śniegu
nie zabrakło i mogłam oglądać go na drzewach i słuchać jak skrzypi pod moimi
butami. Lubię śnieg!
Płatki śniegu
WOŚP
i jestem wdzięczna, że jest taka organizacja, która pomaga i mobilizuje TYLU
ludzi do pomagania.
Dlatego też, miło mi, że mogłam dołożyć
swoją kropelkę do morza dobroci. Może kiedyś i ja, a może i moi bliscy będą
potrzebować sprzętu zakupionego dzięki akcji WOŚP, kto wie?
CIESZĘ
SIĘ, że u naszego Malcika wszystko dobrze.
W styczniu
dowiedzieliśmy się czy to Pan czy Pani kryję się w moim brzuszku – może teraz
bardziej pasuję określenie brzuuuchu! I choć płeć nie była dla mnie ważna, to
jednak cieszę się, że na 99% już WIEM i w sklepie z ubrankami mogę wybierać działy dla nas!
OCZEKUJĘ
NA remont małego pokoiku dla Malcika.
Chyba jeszcze nigdy tak
nie planowałam i nie oczekiwałam remontu jak teraz – zdecydowanie syndrom wicia
gniazdka dopadł i mnie! Nie mogę się już doczekać, kiedy pokoik nabierze
gotowości na przyjęcie nowego członka rodziny, a ja będę mogła spędzać w nim
więcej, niż dotychczas. Bardzo się cieszę, że w końcu wyrzucę tę ohydną roletę,
która tak bardzo mi się nie podoba, a nie miałam okazji się jej pozbyć – aaa w
końcu przyszedł na nią czas! –  ściany
zmienią kolor z ciemnego fioletu na jasny szary, a na miejscu drewnianej
komody stanie łóżeczko.
ZDROWIE

CZUJĘ
SIĘ w kratkę.
U mnie z samopoczuciem, jak z pogodą –
czasami słońce, czasami deszcz. Chwilami mam ochotę tylko się przytulać lub
leżeć z książką i odpoczywać, a momentami włącza mi się syndrom wicia gniazdka i mam ochotę sprzątać, układać, przestawiać i wymyślać nowe zadania dla mojego R. I może nie powinnam w tym czasie obserwować
swojego samopoczucia bo – wiadomo (oczywiście z przymrużeniem oka)  –  hormony
w moim organizmie buzują jak szalone i robią z nim co chcą – jednak staram się
im utrzeć nosa! 
pyszne jagodzianki
JEM
jagodzianki z dżemem wiśniowym 🙂
Jeju… jakie one są
przepyszne! I jak autorka bloga Kwestia Smaku – Asia – zapewnia „że nie zawiedziecie się na tym przepisie” – to
jest zdecydowanie prawda! „Nierozerwalnie kojarzą się z latem i latem
najlepiej smakują” To u mnie jednak te
jagodzianki nie zasługują TYLKO na lato.
One goszczą u mnie całym rokiem! 

BLOG
OBSERWUJĘ
I POLECAM

1. dekorujchwile.pl  to
miejsce – jak zapewnia autorka bloga Edyta – w którym króluje kreatywność. I ja
się z nią w zupełności zgadzam! Moje serce skradł własnoręcznie wykonany album, który chciałabym
mieć na swojej półce! I już wiem, gdzie „wylądują” zdjęcia z kolejnych rowerowych
wypraw, a Ciebie natomiast zachęcam do obejrzenia bloga Edyty!

2.
rychtyg.pl Ania na
swoim blogu „z ogromną przyjemnością” stworzyła listę jakościowych pozycji książkowych, z której to
ja z ogromną przyjemnością skorzystam! Zobacz, może znajdziesz coś dla siebie z
listy Ani.

3.
worqshop.pl „jest
to kreatywny blog lifestylowy”, który prowadzi Kasia. Autorka bloga dodała
ciekawy i inspirujący wpis dotyczący dobrych nawyków. Jednym z tych nawyków jest jeden dzień w
tygodniu offline – i ja ten jeden dzień od Kasi kradnę. Sprawdź, może ty w nowych nawykach Kasi
znajdziesz coś dla siebie!

Opublikowano Dodaj komentarz

Nocleg podczas wyprawy rowerowej

gdzie spać podczas wyprawy rowerowej
 
 

Zastanawiasz się, gdzie zaplanować nocleg podczas wyprawy rowerowej? Nie wiesz, jakie miejsce będzie dla Ciebie najlepsze do przenocowania? Na co zwrócić uwagę przy wyborze takiego miejsca?

Na powyższe pytania znajdziesz odpowiedź w dzisiejszym wpisie, który dla Ciebie przygotowałam. Dlatego myślę, że dzięki niemu nie będziesz miała już problemu z wyborem takiego miejsca na nocleg podczas wyprawy rowerem.

Wyprawy rowerowe to niesamowita przygoda. W dodatku nie potrzebujesz wielu rzeczy. Jedynie co jest Ci potrzebne to…  Przeczytaj!

Nocleg podczas wyprawy rowerowej jest bardzo ważny. W związku z tym, warto pomyśleć o nim już na samym początku podróży. Zaoszczędzi nam to nerwów i niepotrzebnego stresu podczas wypraw, w pogoni za noclegiem. Uwierz, że po całodniowym pedałowaniu nie będzie ochoty na jego poszukiwanie.

Dlatego też, pamiętaj, że musisz nabrać sił na kolejny dzień niesamowitych przygód i przede wszystkim pedałowania.

Reasumując, przygotowałam dla Ciebie tekst, w którym znajdziesz odpowiedź, jakie miejsce noclegowe będzie dla Ciebie najlepsze podczas takiej wyprawy rowerowej.

Oprócz tego, dowiesz się w jakich miejscach możesz przenocować podczas wyprawy rowerowej mając namiot, a także jakie miejsce możesz wybrać, gdy go nie masz.

gdzie spać podczas wyprawy rowerowej?


Nocleg podczas wyprawy rowerowej z namiotem 

Przedstawię Ci kilka propozycji, gdzie planować nocleg kiedy zabierasz ze sobą swój „letni” dom? Już Ci mówię!

„na dziko”

Nie wszyscy wiedzą, że prawnie rozbijanie „na dziko” jest w wielu miejscach zabronione. Pamiętaj o tym, kiedy decydujesz się na rozbicie namiotu w miejscu do tego niewyznaczonym. Grozi nam za to mandat lub w najlepszym wypadku przegonienie przez właścicielka działki, na której się rozbiliśmy.

Rozbicie namiotu „na dziko” ma swoje plusy, jak i minusy. Jedną z wielu zalet jest to, że taki sposób noclegu w porównaniu do pola namiotowego jest darmowy. Nie ponosimy z tego tytułu żadnych opłat (za namiot, rower, ciepłą wodę i wiele innych).

Kolejnym plusem wyboru tego miejsca na nocleg podczas wyprawy rowerowej jest poczucie swobody, wolności – jeśli chcemy te kilka dni spędzić w samotności, pobyć sam ze sobą, to rozbicie się „na dziko” sprawdzi się do tego idealnie.

Niestety rozbicie namiotu w takim miejscu, nie tylko może skutkować wydaniem kilkudziesięciu złotych na mandat, ale także wiąże się z innymi nieudogodnieniami. Brak miejsca, w którym możemy się wykapać po całodziennej podróży – jeśli nie rozbijesz się w okolicy jeziora lub innego akwenu, to jest to duży minus takiego miejsca na nocleg. Uwierz, ale po całym dniu pedałowania, człowiek marzy o prysznicu – przynajmniej ja.

Brak możliwości naładowania baterii w telefonie i w innym sprzęcie, który ze sobą zabrałaś. Myślę, że nie muszę Cię przekonywać i tłumaczyć, że naładowany telefon w takiej podróży jest potrzebny, a nawet niezbędny. Ponieważ możesz sprawdzić dalszą trasę, zadzwonić po pomoc i inne.

W takich miejscach, trudno o dobre zabezpieczenie roweru i swoich rzeczy przed różnymi nieprzyjemnymi niespodziankami. Mogą one mieć wpływ na dalszy przebieg naszej wyprawy rowerowej.

Spanie „na dziko” podczas wyprawy rowerowej może być ciekawym doświadczeniem.

Podróże, to nie tylko cudowne chwile i wspomnienia. To także zdobyte doświadczenie. One uczą… Czego? Przeczytaj!

Na polu namiotowym/campingu 

Jeśli interesuje Cię tani i bezpieczny nocleg – to zdecydowanie polecam pole namiotowe lub camping. Za takie miejsce zapłacimy niewiele, a warunki są naprawdę dobre. Często z pomieszczeniem kuchennym, energią elektryczną i sanitariatem. Po całodniowej wycieczce rowerowej, bez problemu możemy zrobić sobie ciepłą herbatę, wykąpać się czy naładować telefon.

Ze względu na fakt, że na polu namiotowym lub campingu zazwyczaj ktoś pilnuje porządku – często jest to sam właściciel takiego miejsca lub po prostu osoba zatrudniona. Dlatego bez problemu dowiesz się wielu informacji o regionie, w którym się zatrzymałaś. Co warto zobaczyć w danym miejscu, a nawet gdzie można coś dobrego zjeść.

Oprócz tego, spotkasz innych podróżujących. Od których z pewnością uzyskasz wiele cennych wskazówek. Podzielą się z Tobą swoimi doświadczeniami zdobytymi w czasie podróży oraz cennymi wskazówkami, które mogą nam się przydać w dalszej podróży.

Nie masz namiotu, materaca oraz śpiwora? Spokojnie, przedstawię Ci teraz kilka propozycji noclegowych, w których namiot nie jest Ci potrzebny. Dlatego, jeśli nie masz tych rzeczy, to się nie martw, tylko działaj!

Nocleg podczas wyprawy rowerowej bez namiotu 

U kogoś

Na swojej trasie masz rodzinę lub znajomych, u których możesz przenocować, wykąpać się, zostawić rower i swoje rzeczy w bezpiecznym miejscu – to z pewnością odpadają Ci największe problemy związane z organizacją noclegu.

Nie ma co ukrywać, nocowanie u kogoś znajomego jest najlepszą opcją z możliwych. Nocleg u osoby, którą znamy jest przede wszystkim wygodny, bezpieczny i darmowy.

Jest to idealna okazja do spotkania się z rodziną lub przyjaciółmi, których dawno się nie odwiedzało. Można nadrobić stracony czas i wspólnie porozmawiać, pośmiać się lub powspominać.

Często takie spotkania kończą się rozmowami do późnych godzin. Więc bądź przygotowana na to, że tej nocy się nie wyśpisz.

W schronisku młodzieżowym 

Twój nocleg akurat przypada w większym mieście? Chcesz go zwiedzić lub po prostu czujesz, że nie dasz rady wyjechać rowerem na jego obrzeża. To nie zastanawiaj się długo, tylko szukaj noclegu w schronisku młodzieżowym!

Osobiście jestem zaskoczona warunkami panującymi w schroniskach młodzieżowych, mimo jego kilku wad.

Jak dla mnie, wadą takiego miejsca jest nocleg z kilkoma osobami w pokoju, których nie znamy (pokoje 6-osobowe). Dodatkowo – niestety – brakuje bezpiecznego miejsca, aby schronić swój rower.

Ale plusów takiego miejsca jest o wiele więcej. Jednym z nich jest to, że posiadają kuchnię, łazienkę – niestety, zazwyczaj wspólną na kilka pokoi lub jedno piętro). Dodatkowo nie musisz martwić się o to, że będziesz kąpać się w zimnej wodzie (jak to bywa na polach namiotowych), że nie będzie elektryczności.

Czasami schronisko młodzieżowe wyposażone jest w pralkę. Po kilku dniach podróży z pewnością znajdziesz w swoich rzeczach coś, co wymaga odświeżenia.

I przede wszystkim jest tanie. Ponieważ cena noclegu w schronisku młodzieżowym w roku 2017 wynosiła około 30 zł/osobę.

Przy wyborze schroniska młodzieżowego, jako potencjalnego noclegu podczas wyprawy rowerowej należy mieć na uwadze jedną rzecz. Istnieje prawdopodobieństwo wystąpienia festiwali, koncertów i innych masowych imprez, organizowanych w pobliżu miejsca, gdzie znajduje się schronisko młodzieżowe. Podobnie sprawa wygląda w okresie wakacyjnym. W związku z tym może być trudno z miejscem noclegowym.

Myślisz nad czymś, co mogłabyś kupić rowerzyście? Podpowiem Ci, czego najlepiej nie kupować rowerzyście...

Agroturystka 

O agroturystykach jest mi trudno pisać, ponieważ nie mam dużego doświadczenia, jak z innymi miejscami noclegowymi. Dlatego nie chcę wydawać opinii, kiedy tylko niewiele razy spędziłam noc w agroturystyce. Być może kiedyś będę miała możliwość spania w agroturystyce o wiele więcej, niż do tej pory. Dlatego mam nadzieję, że o agroturystyce jeszcze napiszę. A teraz liczę, że może Ty masz doświadczenie i ochotę podzielić się ze mną swoimi spostrzeżeniami. Chętnie się dowiem.

Hotel 

Ostatnim wymienionym przeze mnie miejscem na nocleg podczas wyprawy rowerowej jest hotel. Jest to miejsce komfortowe (z łazienką przynależącą do pokoju), przyjemne (nie musimy spać w namiocie na materacu), bezpieczne (nie dzielimy pokoju z obcymi ludźmi), ale za te wszystkie udogodnienia musimy zapłacić. Hotel jest drogim noclegiem – jest to jego jedna wada – w przeciwieństwie do pola namiotowego, czy schroniska młodzieżowego.

Dodatkową zaletą wybrania hotelu, jako miejsce noclegowe podczas wyprawy jest możliwość wykupienia posiłku. W rezultacie, nie musisz się zastanawiać, co kupić na śniadanie.

Hotel jest dobrym miejscem dla rowerzystów, ponieważ w takim miejscu szybciej znajdziesz pomieszczenie gospodarcze (garaż) do przechowania roweru.

gdzie nocować podczas wyprawy rowerowej

W związku z tym, że jest wiele fajnych propozycji noclegowych, jestem pewna, że każdy znajdzie coś odpowiedniego dla siebie.

Dla tych osób, które nie mają namiotu lub nie chcą zabierać ze sobą dodatkowego, kilkukilogramowego bagażu, myślę, że z wyborem takiego miejsca nie będzie problemu. Ponieważ jest dużo miejsc, w których można spędzić bezpieczną i komfortową noc.

Być może należysz do osób, które chcą spędzić kilka nocy pod gwieździstym niebem i poczuć dreszczyk emocji, bliskość natury – dlatego myślę, że pole namiotowe i camping na takie noce, będzie zdecydowanie dobrym wyborem.

Ahoj przygodo! 

A Ty, w jakich miejscach preferujesz nocleg na kilka wakacyjnych dni?  Na świeżym powietrzu, czy jednak pod dachem?  

Opublikowano 2 komentarze

Dzień, który zmienił moje życie

To jeden z tych dni, który zapadnie w mojej pamięci na długo (może nawet na zawsze, jeśli nie nabawię się choroby Alzheimera). Dzień, który z pewnością, bezpowrotnie zmienił moje życie i bieg mojej drogi.

„Już od kilku dni czułam, że coś wisi w powietrzu, coś się zmienia. Dlatego że, tyle rzeczy nie pasowało do mojej układanki. Niby wszystko normalnie, ale jednak „coś” było nie tak.”

Myślałam, siedząc z kubkiem malinowej herbaty na kanapie, co mogłoby się takiego wydarzyć, aby było odpowiedzialne za moje samopoczucie i nastrój. Być może, to zasługa tej wrześniowej przejażdżki na rowerze, którą odbyłam kilka dni temu? No, ale co mogło być na niej takiego niezwykłego?

…myślałam nad biegiem mojego życia…

…to był przyjemny, wrześniowy dzień, choć powietrze już nie było tak wakacyjne i ciepłe to jednak nadal pozostawało beztroskie i błogie. Bez wątpienia, gołym okiem można było zauważyć, wchodzącą jesień, która na drzewach zaczynała powoli czuć się, jak u siebie. Zmieniała kolory drzew, zrzucała z nich liście i dawała znać, że życie przemija i się zmienia, że wszystko ma swój początek i koniec. Uświadomiłam sobie to, kiedy zatrzymałam się nad jednym z brzegów jeziora, rozciągającego się wśród kolorowych już drzew. Patrzyłam na delikatnie przesuwające się fale i myślałam nad biegiem mojego życia…

Wzięłam łyk mojej ulubionej herbaty i pomyślałam, że „wszystko ulega zmianie, a życie to ciągła podróż w nieznane i nie zatrzymuje się nawet wtedy, kiedy bardzo tego chcemy.” Wróciłam myślami do dnia wycieczki i oczywiście starałam się znaleźć przyczynę swojego nastroju.

…za każdym razem przypominał mi lata dzieciństwa…

…wjechałam z pędem do lasu. Dobrze znałam to miejsce, ponieważ przejeżdżałam tędy już tyle razy. Poczułam na swoim ciele wilgotne, leśne powietrze, a w moim nosie zawirował leśny zapach grzybów. Zapach, który za każdym razem przypominał mi lata dzieciństwa, kiedy to spacerowałam po lesie i próbowałam ich szukać…

„Ohh…” – westchnęłam, poprawiając sobie nogi na kanapie. „Jak ja dobrze pamiętam te czasy, kiedy mama zabierała mnie do lasu na poszukiwania tych małych, czarnych łepków. Bardzo lubiłam te wyprawy, podczas których pogodnie i radośnie biegałam po lesie, nie zaprzątając sobie głowy, tak „odległą dorosłością”. A teraz? ” Powróciłam myślami do wycieczki.  

dzień, który zmienił moje życie

…strach, który łaził za mną od jakiegoś czasu…

…pewnie podniosłam do przodu głowę i zobaczyłam, że wjeżdżam już na ostatni odcinek ścieżki rowerowej. Biegnie ona wzdłuż grubych, liściastych drzew, które tworzą nad nią ciemną i ponurą aurę. Pomimo że już zaczyna być widać zaciętą wojnę między liśćmi a jesienią, to nadal liście starają się jak najlepiej ochronić ścieżkę przed promieniami słońca. Ten niepokojący nastrój, występujący na tym etapie wycieczki spowodował, że zaczynałam odczuwać strach, który łaził za mną od jakiegoś czasu. Może, jeśli wiedziałabym już, co planuje dla mnie droga, na której się znajduję, to inaczej przejechałabym ten odcinek? Spokojniej, bez strachu, ze świadomością, że i ja dam sobie radę, że nie potrzebnie martwię się na zapas…

Spojrzałam w okno, nie zapominając przy tym o popiciu herbaty, która nie jest już tak ciepła, jak kilkanaście minut wcześniej. Wróciłam myślami do swojej wyprawy, nie dając się rozproszyć widokiem za oknem. Pomyślałam, że „może nie powinnam bać się strachu, z którym przeprowadziłam dość negocjacji (starałam się być silna i przygotowana na niepowodzenia) by spokojnie żyć i uwierzyć w to, że droga, po której jadę jest prosta i jasna.” Po refleksji, wróciłam do dalszej części wycieczki.

…oczywiście wyjechałam z ciemnego, ponurego lasu…

…oczywiście wyjechałam z ciemnego, ponurego lasu i kolejny odcinek wyprawy trwał już po słonecznej i przyjemnej ścieżce. Wróciłam do domu i oto w taki sposób, zakończyła się moja wrześniowa przejażdżka…  

„Ja już wiem co, a raczej kto odpowiedzialny jest za mój nastrój i samopoczucie.” Stojąc w domu przy oknie myślę, że „ten wyjazd z lasu na słoneczną ścieżkę może być świetną metaforą rozszyfrowania zagadki mojego nastroju.” W tym samym momencie, ktoś dzwoni do drzwi. Kieruję się niechętnie w ich kierunku, aby sprawdzić, kto zakłóca moje myślenie. Podnoszę słuchawkę i mówię: „Tak?”. Po drugiej stronie słyszę Jego głos. Już wiem, że za chwilę On też będzie wiedział, kto odpowiedzialny jest za moje samopoczucie i nastrój.  

I mimo że droga, po której jedziemy, stawia przed nami nie małe wyzwanie, to jestem pewna, że będziemy się starać, aby jak najlepiej ją przejechać, odnajdując się w nowej roli. Trzymajcie kciuki. 

Opublikowano 1 komentarz

Czy podróże uczą?

czy podróże uczą

Podróże rowerem to nie tylko świetna zabawa i przygoda, to również dobra nauka. W dzisiejszym wpisie dowiesz się, czy podróże uczą. Poznasz w nim 5 głównych korzyści, których nauczyłam się dzięki podróżowaniu rowerem. Mam nadzieję, że te 5 nauk okaże się być dobrą motywacją do rozpoczęcia swojej przygody z rowerem. Zapraszam.

Czy jeśli kiedyś, ktoś powiedziałby mi, że będę podróżować rowerem i czerpać z tego ogromną satysfakcję i radość – uwierzyłabym? Nie! Na pewno, gdzieś z tyłu głowy chciałam robić „coś” co dałoby mi z życia zadowolenie – ale wyjeżdżać rowerem?

Prawdopodobnie, nigdy sama nie zrobiłabym pierwszego kroku. Nie miałabym na tyle odwagi i determinacji, aby wsiąść na rower i pedałować przed siebie. Potrzebowałam kogoś, kto poprowadzi mnie za rękę, zasieje we mnie ziarenko ciekawości i chęci do rowerowych wypraw. Może, dzięki temu blogowi, to ja zasieje w Tobie to ziarenko, które „kiedyś” u mnie wykiełkowało?

Aby podróżować rowerem i czerpać z tego korzyści, nie potrzebujesz wiele rzeczy. Pisałam o tym tutaj! Zobacz, a przekonasz się, że Twoja podróż jest w zasięgu ręki.

5 głównych korzyści podróżowania

Poniżej znajdziesz 5 głównych korzyści, których nauczyłam się dzięki podróżowaniu rowerem.

Dlatego uważam, że warto pokonać swój strach i wybrać się choć raz w rowerową podróż. Nawet tylko po to, aby skorzystać z pozytywnych skutków takiej wyprawy.

 Odwaga 

Samo podjęcie decyzji i zdecydowanie, że wybierasz się w podróż rowerem – jest odwagą. Kiedy przekraczasz próg domu, musisz mieć świadomość, że teraz należy zaopiekować się sobą. Należy zorganizować sobie nocleg, wyżywienie, czasami dopytać o drogę – bo GPS może zawieść – o sklep rowerowy – bo może spotkać Cię awaria roweru. Nawet jeśli Twoja podróż będzie bardzo szczegółowo zaplanowana, to należy być przygotowanym na to, że nie wszystko pójdzie zgodnie z planem. 

Dobrze pamiętam swoją pierwszą, rowerową podróż. Tak bardzo się bałam, czy na pewno dam radę przejechać zaplanowane kilometry. Czy namiot jest bezpiecznym domem na dwa tygodnie – przecież ostatni raz w namiocie „spałam”, jak byłam mała i to bardziej dla zabawy (po zjedzeniu przygotowanych kanapek, na noc i tak uciekaliśmy spać do domu :)). A co zrobię jeśli będzie burza – przecież, ja tak bardzo boje się burzy. Jak się okazało, strach ma tylko wielkie oczy. A teraz już wiem, że nie warto martwić się na zapas rzeczami, które niepotrzebnie Cię nakręcają. Powodują one, że zamiast cieszyć się z wyprawy, gdzieś z tyłu głowy będzie pojawiał się strach.

Poznanie innego 

Podróżowanie pozwala poznać kulturę i obyczaje innych ludzi, ich sposób życia, poznać inne regiony geograficzne, ich historię.

Gdzie szukać noclegu? Tutaj Ci podpowiadam!

Zaradność 

Podczas wyprawy rowerowej – i innej – na pewno zdarzy się, że niezliczoną ilość razy będzie trzeba wykorzystać swoje umiejętności. Nauczysz się radzenia sobie w różnych, może nawet trudnych sytuacjach.

Podczas naszych wypraw, wielokrotnie musieliśmy zmierzyć się z nieprzewidzianymi sytuacjami, takimi jak: awaria roweru, która przytrafiła nam się w późnych godzinach popołudniowych, 7 kilometrów od miejscowości, w której „prawdopodobnie” jest sklep rowerowy, zła organizacja wyżywienia, ponieważ nie myśleliśmy, że sklepy spożywcze na wioskach są zazwyczaj zamykane wcześniej, czy problemy z przetransportowaniem rowerów (nas to spotkało na trasie Ustrzyki Dolne – Kraków) i jeszcze wiele innych trudności. A Więc widzisz – podróże uczą! Dlatego – bądź zaradny!

Poznanie ludzi podróżujących 

Poznajesz ciekawych ludzi, którzy chętnie dzielą się swoimi przemyśleniami, przygodami, dają wskazówki, ale również pomagają jeśli jest to konieczne. To oni też będą dodawać Ci sił i wiary w to, że Tobie też się uda.

Na naszej drodze spotkaliśmy bardzo miłych, przyjaźnie i pozytywnie nastawionych podróżników. Bardzo miło porozmawiać z kimś o wspólnych pasjach, wymienić się cennymi wskazówkami.

I NAJWAŻNIEJSZE! Podróże uczą

Poznania siebie 

Podczas podróży, która trwa kilka dni, masz prawo czuć się niekomfortowo, bo zmęczenie daje o sobie znać coraz bardziej. Czasami jest to bitwa z samym sobą, pokonujesz swoje granice, jeśli do tego dochodzą jeszcze niesprzyjające warunki atmosferyczne, to walka zdecydowanie staje się trudniejsza.

Na takiej wyprawie człowiek nie udaje kogoś innego, pokazuje kim tak naprawdę jest. Dzięki kilkugodzinnej jeździe na rowerze, podróżujący ma czas na przemyślenia, marzenia, nowe postanowienia.

Fajnie mieć w życiu coś swojego, unikatowego… O tym, że warto coś takiego swojego poszukać i mieć pisałam tutaj. Znajdź w sobie pasje!

Korzyści, które uważam za wyniesione z wypraw rowerowych, często nie są związane z sytuacjami zbyt komfortowymi na pierwszy rzut oka. Pamiętaj jednak, że z każdej sytuacji można wyjść i dodatkowo wyciągnąć z niej dobrą lekcję. Jestem szczęśliwa, że pokonałam swój strach i Tobie też życzę, aby strach nie wygrał z Twoimi słabościami i nie przysłonił chęci, w dążeniu do realizacji swoich pasji.

A Ty, jak traktujesz trudne i
kryzysowe sytuacje? Jako dobrą lekcję do wyciągnięcia z nich wniosków?
Czy raczej nie? Uważasz także, że podróże uczą?

Opublikowano Dodaj komentarz

Jak świadomie zaplanować swój rok? Już Ci mówię!

jak świadomie zaplanować rok?

Siadam przy biurku, na stoliku czeka na mnie już zaparzona kawa, której tak dawno nie piłam. Jeju… jak to możliwe, że od czterech miesięcy tego słodkiego płynu nie miałam w ustach? Ale dzisiaj nie o piciu kawy i jej zapomnianym, aromatycznym smaku, lecz o tym, jak świadomie zaplanować rok.

Biorę do ręki długopis i zaczynam kreślić swoje główne cele na 2018 rok.

Styczeń to czas podsumowań, ale także czas wyznaczania nowych celów, marzeń. Mamy nowe 12 miesięcy, które możemy świadomie zaplanować.  Tak, aby ten rok pomógł nam przezwyciężyć nasze słabości, zawalczyć ze złymi nawykami, a także, aby dał nam odwagę do realizacji tego, czego pragniemy, o czym marzymy.

Dlaczego warto świadomie planować rok?

Zgadza się, że nigdy nie robiłam podsumowań przemijającego roku. Nie zawracałam sobie głowy „jakimś” długofalowym planowaniem przyszłego. Również nie spisywałam celów, marzeń, czy pragnień. Owszem, miałam swój cel w myślach, ale zazwyczaj po pierwszym miesiącu „gdzieś” uleciał i ślad po nim zaginął.

Zapisanie na kartce swojego celu na nadchodzący rok, pozwala na jego skrupulatne realizowanie, krok po kroku.Bo, jak w piosence Nie czekaj Barbary Wrońskiej Teraz jest najlepszy czas, żeby w skrzydła puścić wiatr. Nie czekaj…

Czemu planuję? Chyba świadomie dorosłam do tego, aby wziąć swoje życie w garść i mieć kontrolę nad tym, o czym marzę i zacząć to spełniać.

Planuje również dlatego, że ten rok zapowiada się dla mnie wyjątkowo i zagadkowo. Więc chcę nakierować cześć spraw w taki sposób, aby w grudniu usiąść i pomyśleć, że był to dobrze wykorzystany rok.

Każdy z nas ma w życiu taki dzień, który zmienia nasze ówczesne drogowskazy. U jednych jest to nowa praca, nowy związek, strata kogoś bliskiego…, a u mnie? Jeśli masz ochotę go poznać, to wskakuj do wpisu Dzień, który zmienił moje życie!

U mnie ten rok będzie pod hasłem: SAMODYSCYPLINA. Pod tym słowem kryją się wszelkie, codzienne dobre nawyki, plany na kolejne miesiące, które chcę, aby zakorzeniły się w mojej krwi na stałe.

jak świadomie zaplanować rok

Podziel swoje życie na kategorie.

Moje postanowienia podzieliłam na cztery kategorię (życie prywatne, zdrowie, rozwój osobisty oraz Blog), nad którymi chcę zapanować w 2018 roku. Pomoże to świadomie zaplanować swój rok, ponieważ zaprojektujesz swoje cztery główne kategorie życia.

Cele długofalowe, które dotyczą całego roku, a także krótkofalowe, które obejmują pojedyncze miesiące. Dzięki temu, w łatwy sposób można określić cele odpowiadające każdej dziedzinie, której chcę się poświęcić więcej uwagi.

Są to elementy mojego życia, nad którymi chcę panować i mieć władzę. Dlatego też, będę odznaczać każdego miesiąca, w jakim miejscu jest realizacja mojego rocznego postanowienia.

ŻYCIE PRYWATNE

W gąszczu pracy, szybkim tempie życia, zapomniałam o pielęgnowaniu tego, co jest dla mnie najważniejsze. Ponieważ zbyt często w roku 2017 łapałam się na tym, że nie poświęcałam sobie wystarczająco dużo czasu.

Przede wszystkim zabrakło spacerów, rozmów samej ze sobą, poczucia kobiecości, zaangażowania się w obowiązki domowe czy relacji międzyludzkich.

Z pewnością nie chcę, aby w tym roku lenistwo,  czy złe nawyki przezwyciężyły moje życie.

ZDROWIE

Stanowczo stwierdzam, że w poprzednim roku zabrakło również samodyscypliny, determinacji i samozaparcia do lepszej wersji siebie.

Dałam porwać się wirowi pracy i „nudnemu” życiu. W tej kategorii znajdują się plany, obejmujące powroty do regularnego uprawiania sportu. Skrupulatnego zwrócenia uwagi na to, co jem, a także wizyty u specjalistów, czy przygotowania do pewnych, sportowych zadań.

ROZWÓJ OSOBISTY

Jestem osobą, która często zapał i chęci ma w pierwszej fazie pomysłu. Szybko zniechęcam się do podjętych przeze mnie projektów. W związku z tym, powstaje wiele niedokończonych zadań, pojawia się frustracja i brak chęci na podjęcie kolejnych rzeczy.

W tym roku, chcę panować i mieć kontrole nad sukcesywnym poszerzaniem wiedzy. Plany w tej kategorii dotykają przede wszystkim: regularnego czytania książek, artykułów tematycznych, związanych z praca zawodową, zdobycia tytułu magistra, obserwacji ciekawych i inspirujących stron.

BLOG

Ostatnią kategorią, nad którą świadomie będę pracować w 2018 roku jest blog. Założenie i prowadzenie bloga było moim ciągłym, przekładanym marzeniem, które przegrywało z kompleksami.

Dlatego też, chcę stworzyć przyjazne miejsce dla siebie, które każdego dnia będzie przypominać mi o samodyscyplinie, o spełnianiu najskrytszych marzeń, o realizowaniu pragnień. Chcę również, aby moje działania związane z blogiem były dla Ciebie inspiracją na lepsze jutro!

jak świadomie zaplanować swój rok

Miej na uwadze swoje możliwości w świadomym planowaniu

Przy konstrukcji planu na kolejne 365 dni, wzięłam również pod uwagę możliwości i warunki ograniczające moje cele. Dlatego też, w moich tegorocznych planach nie znajdzie się żadna, długa podróż. Nie będzie również żadnych dodatkowych szkoleń, czy rzeczy związanych z finansami, czasem i zaangażowaniem.  

Myślę, że takie rozłożenie elementów życia na czynniki pierwsze oraz zbadanie swoich możliwości, pomoże świadomie zaplanować rok. Pozwoli na to, aby realne dążyć do poprawy i zadowolenia z życia.

Może i Ty stworzysz swoją listę planów i marzeń na tegoroczny rok? A może masz już swoje postanowienia na lepszą wersję siebie? Chętnie dowiem się co wpływa na budowanie Twojej samodyscypliny i jak sobie z nią radzisz?

Opublikowano Dodaj komentarz

Świąteczny grudzień!

Ach, jak ten magiczny
miesiąc szybko mija. Bezwzględnie powinien trwać dłużej! Grudzień stanowczo
minął mi za szybko. Nie zdążyłam nacieszyć się tymi świątecznymi chwilami,
zapachem pieczonych pierników, migocącymi światełkami świec, zwolnionym tempem
życia.
Czuję niedosyt świątecznej atmosfery, zdecydowanie zabrakło mi w tym
roku: choinki w mieszkaniu, białego puchu, świątecznych spotkań, pieczenia
ciast, poszukiwań upominków dla najbliższych i wiele innych rzeczy. Jeśli
chcesz zobaczyć jak minął mi grudzień, to zapraszam Cię do lektury.
Oglądam filmy, ale tylko przypadkowo. W związku z tym, że nie posiadamy w mieszkaniu telewizora, filmy oglądam na płytach lub w kinie. Niestety na grudniowe wieczory nie miałam zaplanowanego do obejrzenia żadnego filmu. Jednak rzeczywistość pokazała inaczej (wyjazdy do rodziny, która ma telewizor) i mogłam obejrzeć kilka filmów. Król życia Zielińskiego to film, na którym byłam w kinie, ale miło było do niego wrócić. Król życia to komedia, która pokazuje, że warto zatrzymać się nad swoim życiem, zwolnić choć na chwilę tempo i zacząć doceniać to co mamy i dbać o to, jak najlepiej. Odrzucić gonitwę za pieniędzmi, bogactwem i żyć, po prostu żyć.
Kolejnym filmem obejrzanym w grudniu było Życie Pi Anga Lee. Niestety ten film okazał się dla mnie za trudny do zrozumienia. Jego przesłanie było dla mnie nie do rozszyfrowania, zresztą jak książka, którą zakończyłam w połowie i nie miałam ochoty do niej wracać. Ani film, ani książka nie zrobiły na mnie piorunującego wrażenia, a tym samym nie wzbudziły żadnych emocji. Dlatego, czy jest sens się męczyć i tracić czas na coś, co i tak do twojego życia nic nie wniesie? 

Słucham
muzyki
, przeważnie Korteza, który pozytywnie zaskoczył mnie
wydając kolejną, świetną płytę. Dom to wzruszająca, zachęcająca do refleksji
płyta, która idealnie wkomponowała się w grudniowe, nostalgiczne dni.
Teksty,
jak i melodia powodują, że chcę ich słuchać nieprzerwanie. Bardzo chcę ją mieć! Posłuchaj!
W grudniowe dni, nie
mogło zabraknąć oczywiście kolęd, radosnych świątecznych piosenek, które same
porywają do śpiewu, nadając świętom radosną atmosferę. Miło mi, że kolędy są
ponadczasowe i prawdopodobnie nigdy nie stracą swojego uroku.  
Czytam wzruszające książki. Pierwszą z nich jest Życie bez lata – Lynne Gryffin. To chwytająca za serce, smutna i wzruszająca opowieść. Opowiada o bólu i cierpieniu kobiet, które musiały zmierzyć się ze stratą dziecka. Książka napisana w prosty sposób, którą czyta się z zainteresowaniem już od pierwszych jej stron, dzięki temu nie gubi najważniejszego przesłania książki. Przedstawia autentyczną historię, walkę z depresją, a także trudną sztukę wybaczania, która jest tak niełatwa. Polecam!     
Ciekawym, grudniowym odkryciem jest audycja radiowa Powieść w trójce, dzięki której mogłam posłuchać książkę Jakuba Małeckiego Rdza. To wciągająca historia wielopokoleniowa, bogata w emocje. Życiowa, klimatyczna powieść mówiąca o przyjaźni, miłości i rodzinie, którą słuchało mi się bardzo przyjemnie. Polecam!
Czekam na moje nowe 365 dni. Rok 2018 zapowiada się u mnie wyjątkowo zagadkowo. Nie wiem jak pogodzę ze sobą wiele spraw, jaki będą miały przebieg, czy nie pogubię się w tym wszystkim. Jednego jestem pewna, że ten rok będzie inny, mniej leniwy i nudny, może bardziej świadomy i przemyślany (dzięki zaplanowaniu kilku celi i dążeniu do ich realizacji).  
Uczę się naprzemiennie. Rachunkowości finansowej, ubezpieczeń, zarządzania operacyjnego. Między tymi przedmiotami, próbuję uczyć się technik fotografii, instalowania dodatkowych wtyczek na bloga.
Czuję
się

zmiennie.
Są dni kiedy wstaje rano i czuję, że przez noc zdobyłam tyle energii,
dzięki której mogę z zapałem zająć się wszystkimi zaplanowanymi rzeczami, ale niestety
są i takie, kiedy cały plan można śmiało wyrzuci do kosza, ponieważ najchętniej
przeleżałabym w ciepłym łóżku i nie ruszała się z niego do następnego ranka. Bardzo
się cieszę, że tych „zmęczonych” dni jest coraz mniej.  
 
Cieszę się, że są mandarynki. Nigdy po swoich kubkach smakowych nie spodziewałabym się, że będę cieszyła się jak dziecko z możliwość zajadania się tymi małymi, pomarańczowymi kuleczkami, które smakują obłędnie. Stanowczo straciłam dla nich głowę.
Jestem wdzięczna za spotkanie z koleżankami, za spacer po starówce podczas świątecznego jarmarku, za pieczenie aromatycznych pierników (Sprawdź pyszny przepis na świąteczne pierniczki), za robienie pysznych pasztecików na rodzinną kolacje wigilijną, za tę delikatną atmosferę świąt.

Chciałabym,
aby
ludzie byli dla siebie bardziej życzliwi
, mniej zazdrośni, może bardziej od
siebie wymagający. Myślę, że uprzejmości w naszym społeczeństwie nigdy nie jest
za dużo.
Na ten temat miał powstać osobny tekst, ale pomyślałam, że nie chcę
przed świętami negatywnie się nakręcać na czyny innych, bo sama nie jestem
idealna. Zdecydowanie najlepiej będzie, jeśli zacznę pilnować i kontrolować
swoje zachowanie i sprawy, a ludziom pozwolę żyć tak, jak chcą. Każdy z nas
odpowiada za swoje wybory, przekonania i czyny.  
Pracuję nad blogiem. Chcę, aby było to przyjazne miejsce dla mnie, ale
także dla osób obserwujących, aby było to dla Was miejsce relaksu, refleksji, a
może pozytywnego impulsu? Próbuję stworzyć taką przyjazną sferę, w związku z
tym, podejmuję wiele działań, które pomogą w zrealizowaniu tego, czego chcę.
Grudzień to miesiąc, w którym planuję, poprawiam, szukam pomysłów, inspiracji,
piszę, zastanawiam się
… i wiele innych rzeczy związanych z blogowaniem. 
I choć, zabrakło mi w tym
roku grudniowej, świątecznej atmosfery, to i tak, śmiało mogę powiedzieć, że
był to dobrze wykorzystany miesiąc, który „czegoś” mnie nauczył.

Aby nadchodzący rok był
dla nas szczęśliwy!
Opublikowano Dodaj komentarz

Przedsmak świąt!

Grudzień to magiczny i
wyjątkowy miesiąc w roku.
Jest to czas pachnących pomarańczy, grzanego wina,
ciepłych skarpet, białego puszku na dworze, migocących światełek, przemyśleń,
nostalgii, podsumowań. To także, czas na pieczenie pysznych pierników i innych
smacznych ciasteczek.
Pieczenie świątecznych
pierników w grudniowy wieczór jest dla mnie miłym obowiązkiem. Z niecierpliwością
czekam na ten świąteczny dzień, kiedy kuchnię otula zapach aromatycznych
pierników, w tle leci spokojna, klimatyczna muzyka, a ja w morzu przemyśleń
mogę zacząć dekorować upieczone ciasteczka. Jest to jak najbardziej miło
spędzony i wykorzystany czas, który wprowadza mnie w świąteczną atmosferę.
Poniżej znajdziesz przepis
na świąteczne pierniki.

                        

Świąteczne
pierniki

Składniki:
·        
550g mąki pszennej (odrobina do
podsypania)
·        
150g miodu
·        
70g cukru pudru
·        
150g masła
·        
1 jajko
·        
2 łyżeczki sody oczyszczonej
·        
20g przyprawy do piernika
·        
2 łyżeczki kakao
Sposób wykonania:
Miód i masło zagrzać w
garnuszku, a następnie ostudzić. Do miski przesiać mąkę, dodać cukier puder,
przyprawę do piernika, kakao, sodę i jajko. Dodać do miski ostudzone masło i
miód. Wszystkie składniki dokładnie zagnieść, do momentu, aż ciasto będzie
gładkie.
Na posypanej mąką
stolnicy, rozwałkować ciasto na placek o grubości max. 1 cm. Foremkami wykrajać
pierniki, a następnie układać na blasze wyłożonej papierem do pieczenia w
odstępach około 1 cm od siebie.
Piec 8-10 min w nagrzanym
piekarniku do 180 stopni C.
Pieczenie pierników
zagościło u mnie po raz pierwszy trzy lata temu i wpisało się w moją małą, rodziną
tradycję. Zdecydowanie skradły one moje serce. Spróbuj! Może ten przepis
skradnie i Twoje serduszko, a pieczenie świątecznych pierniczków wpisze się w
stałą tradycję.
Może szukasz pomysłu na
świąteczny prezent, a nie masz „czegoś takiego” co zaskoczy i ucieszy Twoich
bliskich? To mam dla Ciebie idealne rozwiązanie! W tej sytuacji pierniki,
ciekawie i estetycznie zapakowane, sprawdzą się wyśmienicie jako świąteczny
prezent.
W zeszłym roku takie oto
piernikowe prezenty otrzymali moi bliscy i powiem szczerze – był to strzał w
dziesiątkę!
A
może masz już świąteczno – grudniową tradycję? Napisz, chętnie się dowiem!
Przepis na piernikowe
ciasteczka otrzymałam od koleżanki. Został on przeze mnie zmodyfikowany o
porcie miodu, cukru pudru oraz przyprawę do piernika.
 Zdjęcia własne.
Opublikowano Dodaj komentarz

Nie bój się pierwszej wyprawy rowerowej

pierwsza wyprawa rowerowa
 
Pierwsza wyprawa rowerowa jest jeszcze przed Tobą? Spokojnie, po przeczytaniu tego wpisu, nic nie będzie Ci straszne!
 
Chcesz wybrać się na swoja pierwszą wyprawę rowerową, ale boisz się, że nie masz rękawiczek, spodenek z wkładką, czy butów rowerowych? Nie masz pieniędzy, aby wyposażyć swój rower w sakwy, licznik rowerowy? To mam dla Ciebie dobra wiadomość!
 
Aby podróżować na rowerze lub wybrać się na wycieczkę rowerową, żadne z przetoczonych przeze mnie przed chwilą rzeczy, nie są Ci potrzebne.
 
 
Na wyprawie rowerowej ważne jest, aby się wyspać! Sprawdź kilka moich propozycji na nocleg podczas wyprawy.
 

Niewiele potrzebujesz, aby wybrać się w pierwszą wyprawę rowerową!

 
Oczywiście, że jazda na rowerze w rękawiczkach rowerowych jest bardziej komfortowa, przyjemna niż bez rękawiczek. A jazda w butach rowerowych jest wygodniejsza, niż jazda w codziennych butach. Możesz podstawić w to miejsce inne powody, które hamują i odciągają Cię od wyprawy rowerowej. Uwierz jednak, że nie są to tak ważne powody, dla których warto z niej zrezygnować – wiem to!
 
Jeśli tylko czujesz, że chcesz spróbować i sprawdzić czy to dla Ciebie – nie szukaj wymówek, tylko realizuj to!
 
 
Warto mieć „coś” swojego. Coś takiego, co sprawi, że odpoczniesz od problemów, przemyślisz je i złapiesz do nich trochę dystansu. Pomyśl nad tym! Ten wpis Ci w tym pomoże. 
 
Moja pierwsza wyprawa rowerowa po Mazurach jest najlepszym przykładem na to, że nie potrzeba wiele, aby przeżyć niezapomnianą przygodę –  i zapewniam Cię, że nie tylko ja  na swoim koncie mam „taką” wyprawę rowerową, bez wszystkich tych rzeczy.
 
Nie potrzebujesz licznika rowerowego, spodenek ze specjalną wkładką, butów czy spodni przeciwdeszczowych, aby mieć ciekawą i pełną emocji przygodę.
Zgadzam się, że mając wszystkie te rzeczy, podróżowanie jest bardziej komfortowe i przyjemne. Nie trzeba martwić się, że pogoda w każdej chwili może się pogorszyć, a Ty zmokniesz, bo nie masz kurtki, spodni czy ochraniaczy przeciwdeszczowych.
 
Oczywiście, że spuchnięte nogi w „zwykłych” butach będą domagały się nadprogramowych przerw, a tyłek w „zwykłych” spodenkach będzie krzyczał, że nie da rady pokonać na nim już żadnego kilometra – znam to, bo sama to przechodziłam!
 
Dlatego, śmiało mogę powiedzieć, że ból nóg i tyłka, zostanie Ci wynagrodzone pięknymi widokami i niezapomnianymi przygodami.
wyprawa rowerowa

Nie trać pieniędzy na pierwszą wyprawę rowerową!

 
Na początek wystarczą dwu-, trzy – dniowe wyprawy rowerowe, na których sprawdzisz czy podróże rowerowe w ogóle Cię „kręcą”. Przekonasz się czy zamierzasz brnąć w to dalej, czy jednak wolisz robić coś innego. Pewnie, że nie wszyscy muszą jeździć na wyprawy rowerowe. Jest na świecie tyle ciekawych i inspirujących zajęć, takich jak: jazda konno, rysowanie, kino czy zbieranie znaczków.
 
 
Podróże to nie tylko same przyjemności, to również świetna nauka! Przeczytaj, czego możesz nauczyć się dzięki podróżowaniu. 
 
 
Dlatego myślę, że nie ma pośpiechu kupowania wszystkich rzeczy rowerowych, które tak naprawdę nie są potrzebne na pierwszą wyprawę rowerową i dodatkowo mogą okazać się zbędne.
 
Pieniądze przeznaczone na sprzęt czy odzież rowerową, lepiej przeznaczyć na organizację noclegu i jedzenie. Bo należy pamiętać, że wyprawa rowerowa, to skuteczny pożeracz energii. Musisz się wyspać i najeść.
Pamiętaj, że jedyne co jest Ci potrzebne, to przede wszystkim: sprawny rower, chęci i odwaga. Inne rzeczy są mało znaczące.
 
 
 

Opublikowano Dodaj komentarz

Wakacyjny sierpień!


Cieszę się, że ten miesiąc nie rozczarował mnie tak, jak zrobił to deszczowy lipiec. Bo szczerze mówiąc, czekałam już na te kilka wakacyjnych, ciepłych dni. Myślę, że oczekiwanie na te słoneczne chwile, spowodowało, że wykorzystuję ten czas bardzo owocnie.
Jeśli masz ochotę zobaczyć jak minął mi sierpień i znaleźć trochę inspiracji na kolejne miesiące, to zapraszam cię do lektury.

OGLĄDAM letnie kino! Rzadko się zdarza, abym w ciągu miesiącu obejrzała więcej niż jeden filmy, a co tu dopiero trzy i jeszcze w dodatku tak świetne. A to wszystko za sprawą letniego kina, które zorganizowało mi tak miłe chwile. Świeże powietrze, leżak i przyjemny wieczór działa na mnie bardzo relaksująco! Już teraz z utęsknieniem czekam na kolejne, letnie wieczory z kocem na leżaku.
Filmy, które obejrzałam w sierpniu to Lato w Prowansji – film poruszający, pełny pozytywnej energii i humoru, stykający dwa światy: współczesnej młodzieży „tabletów” ze stanowczym i zgorzkniałym dziadkiem. I mimo, że fabuła nie porusza nic nowego, to jego lekkość powoduje, że ogląda się go bardzo przyjemnie. Może wynika to z faktu, że cała akcja rozgrywa się w pięknej, malowniczej Prowansji – ach, można się rozmarzyć, patrząc na te piękne zdjęcia francuskiej wsi. Myślę, że film idealnie sprawdzi się w jesienny wieczór.
A jeśli jeden film to dla ciebie za mało i masz ochotę zobaczyć coś więcej, to gorąco polecam filmy, które również zagościły u mnie w sierpniu: Scenariusz na miłość oraz Słaba Płeć.

Sierpniowe wydanie płyty Szprycer Taco Hemingway

SŁUCHAM Taco. Nie często się zdarza, że po pierwszym przesłuchaniu jednej piosenki już wiem, że na pewno płyta jego wykonawcy wyląduje na mojej półce. Hemingway pozytywnie zaskoczył mnie swoją muzyką, połączeniem słów, unikatowością. Uważam, że jego twórczość jest wyjątkowa, świeża i inna – nawet jeśli płyta nie przypadła komuś do gustu. Posłuchaj!
Taco i jego Szprycer towarzyszy mi w ciągu dnia, a nawet zdarza się, że spędzam wczesne poranki z jego muzyką w tle. Ach, te moje piękne sierpniowe pobudki. I kto by pomyślał, że Taco swoją muzyką spowoduję, że nie będę się złościć, kiedy ktoś obudzi mnie przed budzikiem –  bo kto nie zna tych dodatkowych pięciu minut drzemki?
CZYTAM poradniki. W sierpniu trafiły w moje ręce przeważnie książki z kategorii poradnikowej. I myślę, że był to bardzo dobry wybór, ponieważ lubię czytać w słoneczne, ciepłe dni takie książki, które czyta się lekko i z zainteresowaniem. Pewnie się ze mną zgodzisz, że w letnie dni przyjemniej czyta się lekką, błyskotliwą literaturę niż tą ciężką, zmuszającą do zagłębienia się w fabułę, poznania bohaterów –  tę wymagającą literaturę zdecydowanie zostawię na długie jesienne wieczory z kubkiem ciepłej herbaty.
Moje przeczytane, sierpniowe książki to: Mówiąc inaczej Pauliny Mikuły, Jedz, módl się, kochaj – uważam, że zmarnowałam moje cenne godziny na czytanie tej książki – oraz Wielka magia. Odważ się żyć kreatywnie. Obie książki autorstwa Elizabeth Gilbert . Tę ostatnią książkę Wielka magia. Odważ się żyć kreatywnie chcę ci polecić – zdecydowanie na to zasługuje. Książka ta „uczy pewności siebie” –  dała mi odwagę do pisania tego blog’a, do barwnego życia – wciągająca, namawiająca do życia kreatywnego, dodająca śmiałości. Dlatego jeśli myślisz o życiu kreatywnym i brak ci odwagi, pewności siebie to myślę, że warto przeczytać ten poradnik.
Chętnie przyjmę od ciebie propozycje książkowe na jesienny, zimowy czas.


CZEKAM na wczesną jesień, kiedy liście drzew zaczynają zachodzić wszystkimi kolorami natury i jeszcze deszcz nie zrobił z nich wielkiej błotnistej pulpy, tęsknie za wieczorami przy książce, za zwolnionym tempem życia, za spacerami w jesiennym, chłodnym powietrzu.
UCZĘ SIĘ ortografii i interpunkcji. A to wszystko w związku z rozpoczęcia pisania blog’a, jestem zmuszona nauczyć się tych wszystkich rzeczy, które zostały przeze mnie ominięte w szkole. Mimo to nie spodziewałam się, że świadoma nauka może być przyjemna. W związku z tym, że nadal zdarzają się błędy, proszę cię o pomoc. Jeśli zauważyłeś rażący błąd interpunkcyjny, stylistyczny lub inny, to proszę napisz mi o tym, chętnie się poduczę.  
CZUJĘ SIĘ pełna energii i zapału. I na pewno odpowiedzialna za ten wyjątkowy stan jest słoneczna, przyjemna pogoda, która dodaje mi energii. Prawdopodobnie przyczyniły się do tego również marzenia, które chciałabym zrealizować. Zdecydowanie jest to dla mnie dobry miesiąc.
CIESZĘ SIĘ, że mieszkam w Olsztynie, który daje mi w sierpniu tyle cudownych możliwości na spędzenie wolnego czasu. Dlatego też, po pracy mogę przesiadywać nad jeziorem do późnych godzin, czytać książki, obserwować zachody słońca i myśleć o tym wszystkim co nas otacza, a w weekend wypożyczyć rower wodny i delektować się promieniami słońca, wolnością.  Mogę spacerować nocą po kameralnej starówce i jeść lody o smaku słonego karmelu, jeździć rowerem po leśnych, klimatycznych ścieżkach. Lubię to moje miejsce.   
JESTEM WDZIĘCZNA za dzień nad morzem. W tym całym, sierpniowym zamieszaniu znalazłam czas, aby spędzić dosłownie kilka godzin nad polskim morzem. I choć, zdecydowanie góry darzę bezgraniczną miłością, to morze ma w sobie coś, co dodaje mi dreszczyku emocji, wolności, urzeka swoją siłą i klimatem. Och, jak ja bardzo lubię zakopywać nogi w piasku i gapić się w ścigające się miedzy sobą fale, która tym razem wyskoczy dalej na brzeg. To wspaniałe uczucie, kiedy czujesz, że życie wolniej płynie. Uwielbiam takie wyjazdy, dzięki którym mogę choć na chwilkę zapomnieć o codziennych sprawach
 
CHCIAŁABYM znaleźć motywację do ćwiczeń w domu. Może ty znasz jakiś sposób motywacyjny, który spowoduję, że zacznę regularnie ćwiczyć w domu? Biorę każdą wskazówkę! Ale już teraz postanawiam, że wrzesień to miesiąc, który poświęcę w zupełności dla siebie, na ćwiczenia, poprawę kondycji i sprawności fizycznej – już jestem ciekawa, jak mi to wszystko wyjdzie.  
PRACUJĘ NAD niczym. Sierpień jest dla mnie miesiącem w pełni wakacyjnym, w związku z czym, świadomie nie chcę nad niczym pracować i angażować się w coś. Dzięki czemu, bez wyrzutów sumienia spędzam moje sierpniowe dni na relaksowaniu się, korzystaniu z ciepłych, słonecznych dni i spotykaniu się z rodziną.

Sierpień minął mi w słonecznym, wakacyjnym i przyjemnym klimacie. Dzięki temu, czuję się naładowana energią, którą mam nadzieje wykorzystać w kolejnych miesiącach. Dlatego czas zakasać rękawy i zrealizować kilka wrześniowych celów.

Struktura i pomysł na cykl wpisów Tymczasem został zaczerpnięty z przepięknego, kreatywnego blog’a worqshop.pl, prowadzonego przez Kasię. Sama zobacz! 
 Ta forma wpisów pokaże kawałek mojego życia, a przy okazji pozwali zachować trochę osobistych wspomnień.
Opublikowano Dodaj komentarz

Znajdź w sobie pasje!

jak znaleźć w sobie pasje

Nie odkryję nic nowego, jeśli powiem, że człowiek, który posiada pasje, dzięki którym realizuję swoje marzenia i sprawi ona, że odpręży się od codziennych spraw – to człowiek szczęśliwy i spełniony.  Dlatego, znajdź w sobie pasje! – przynajmniej spróbuj.

Na pewno się ze mną zgodzisz, że to piękne, kiedy w swoim życiu masz coś swojego, unikatowego, taki wyjątkowy pomysł na siebie. Z pewnością przyczyni się on do tego, że będziesz odczuwała frajdę z tego, co robisz, że żyjesz. I jestem pewna, że sama wiesz, że takie życie z pasjami jest bardziej interesujące, niż te polegającej na „obgryzaniu kanapy”.

Warto również pamiętać, że „twórcze życie jest życiem znacznie bogatszym”. Dlatego też, jeśli chociaż przez moment pojawił się w twojej głowie pomysł, że chcesz żyć kreatywnie i wziąć życie w swoje ręce, to wprowadź ten pomysł. Nie zastanawiaj się zbyt długo, bo stracisz ten zapał, który pojawił się na samym początku. Tę energię, która sprawia, że masz zamiar góry przenosić. Wiesz o czym mówię?

Podróżowanie rowerem, to nie tylko sposób na kreatywne życie. To również możliwość poznawania czegoś nowego… Podróże uczą!

Nie zniechęcaj się tak łatwo

Lubisz malować, czytać książki, pisać wiersze, jeździć na rolkach, projektować, a może grać na instrumencie. Rób to! I nie zniechęcaj się przy pierwszym potknięciu. Na początku zawsze jest trudno. Bo na wszystko przyjdzie odpowiednia pora. Przecież jak wiesz, nie od razu rower skonstruowano. Potrzebowano czasu, aby go poprawić, udoskonalić.

Podam ci prosty przykład. Na pewno pamiętasz, jak uczyłaś się jeździć na rowerze – bo ja te chwile świetnie pamiętam. Ile było płaczu i siniaków, ale mimo to uparcie wsiadałaś na rower i próbowałaś dalej i dalej. Aż w końcu przyszedł moment, w którym mogłaś cieszyć się jazdą na rowerze. Już bez wywrotek, bardziej świadomie.

I ze wszystkimi czynnościami, których uczymy się po raz pierwszy tak jest. Czy myślisz, że primabalerina taniec ma we krwi? Jasne, że nie. Każdego dnia uparcie pracuje nad udoskonalaniem swojego tańca. I jestem pewna, że zapewne miewa gorsze momenty, ale mimo to tańczy, bo prawdopodobnie kocha to, co robi.

Wiesz już, dlaczego zachęcam cię do poszukiwania „tego” co będzie dla ciebie najważniejsze i będziesz mógł czerpać z tego radość? Ponieważ chcę, abyś poczuł tę wolność, która pomoże Ci przezwyciężyć gorsze dni. Dni, które pochłaniają całą twoją energię i zniechęcają do działania. A kiedy przyjdzie wiek starczy, abyś nie zatraciła się w samotności. Dlatego znajdź w sobie pasje i nie pozwól, aby rozgościła się w Tobie.

Podróżowani rowerem to znakomita i przynosząca wiele satysfakcji pasja. Aby sprawdzić, czy akurat jest dla Ciebie, nie potrzebujesz wiele. Zobacz!

jak znaleźć w sobie pasje

To nie takie proste!

Jeśli uważasz, że poszukiwanie pasji nie jest łatwe – to się z tobą zgadzam. Ja też potrzebowałam czasu, odwagi, spotkania na mojej drodze ludzi, którzy pokazali kierunek w którym iść.

Nie zawsze usłyszane słowa od kogoś „znajdź w sobie pasje”, „pisz bloga”, „jeździj rowerem” sprawią, że te pasje odnajdziesz. Bo zapewne ich w taki sposób nie odnajdziesz. To tak nie działa. Jeśli zdecydujesz się na ten krok i będziesz robiła to, co Ci ktoś powiedział, kazał – to myślę, że nie będziesz z tego zadowolona. Musisz poszukać je w sobie i pewnie w samotności.

Oczywiście, że ktoś będzie miał to szczęście i zainteresowanie w jego życiu pojawi się już na początku jego drogi. Kiedy jest jeszcze dzieckiem. Już wtedy wie, że chce swoje życie związać z aktorstwem, krawiectwem czy innym zainteresowaniem. A ktoś inny będzie musiał poświęcić wiele lat na poszukiwanie swoich pasji.

I być może zdarzy się tak, że na swojej drodze napotkasz wiele zajęć, które mogą okazać się pomyłką. Stwierdzi, że nie masz już więcej serca na to, aby dalej biegać czy projektować. Ale czy ten czas, który poświęcisz na poszukiwanie, próbowanie nowych rzeczy, można uznać za stracony? Jasne, że nie. To piękny czas zdobywania doświadczeń. Więc każde – nawet chwilowe – pasje są ważne.

Masz już „coś” swojego?

A może posiadasz już swoje pasje, dzięki którym możesz odreagować stres po ciężkim dniu w pracy. Być może po kłótni z bliską osobą i wielu innych sytuacjach, które wyprowadzają cię z równowagi – a uwierz, że w ciągu dnia potrafi ich być sporo. To dbaj o nią, bo masz już w swoich rękach prawdziwy skarb, który każdego dnia należy pielęgnować. Być może i ty pewnego dnia rozłożysz skrzydła. Dlatego znajdź w sobie pasje i je szlifuj, udoskonalaj i dbaj o nie, aby nie zanikły.

Ja już odnalazłam swoją pasję i jest nią jazda na rowerze. Jeśli chcesz zobaczyć, w jaki sposób rozwijam swoją rowerową pasję, to zapraszam cię do czytania mojego bloga. Bo rower to mój sposób na odreagowanie stresu, poczucia wolności, a także ulubiony środek lokomocji.

… i ja mam!

Ja, i rowerowe ja to lifestyl’owy blog o spełnianiu marzeń i realizacji tego, co sprawia mi w życiu najwięcej radości. Poruszy on przede wszystkim moje rowerowe przygody, sprawdzone porady, które przydadzą ci się w podróżowaniu rowerem. Zmotywują do działania, a także na pewno ujawni trochę osobistych wspomnień, wydarzeń i marzeń.

A na wyprawie rowerowej nocować można, o właśnie tak!

jak znaleźć w sobie pasję

I to wszystko dlatego, że chcę choć na chwilę zatrzymać czas, który tak nieubłaganie pędzi przed siebie, zostawia przy tym tylko mały skrawek wspomnień zapisanych w naszej pamięci, które i tak pękają jak mydlane bańki. Blog ten to również miejsce do zachowania tych wspomnień.

Postaram się, aby ten blog pomógł ci postawić pierwsze kroki w rozwijaniu rowerowej pasji. Dlatego też, ucieszę się także, jeśli rozpalę w tobie chęć wyruszenia w twoją pierwszą, rowerową przygodę – a bardzo bym tego chciała. Być może dzięki temu, uda mi się zachęcić cię do poszukiwania pasji, która zakorzeni się w tobie na długie lata, a może i na całe życie? 

Będzie mi miło, jeśli odnajdziesz w życiu coś, co pozwoli choć na chwilę oderwać się od codziennych obowiązków. Już dziś, znajdź w sobie pasje!